Pękala|Kordylasińska-Pękala

image-580x513

Jak w zegarku

Miłosz Pękala i Magdalena Kordylasińska-Pękala to para w życiu i w sztuce. Jedyny tak zgrany duet w Polsce, pewnie jeden z niewielu na świecie. Założony w 2004 roku i występujący pod nazwą Hob-Beats Percussion Duo, rok temu zmienił nazwę, zastępując zabawną grę słów nazwiskami wykonawców. Pękala/Kordylasińska/Pękala to także połowa Kwadrofonia.

Ich pierwsza płyta ukazała się parę lat temu pod tytułem „Returning Sounds” i zawierała kompozycje w rozmaitej, często skrajnie odmiennej stylistyce. Nowa jest zdecydowanie bardziej spójna i przemyślana estetycznie. Idealnie też odzwierciedla zainteresowania duetu.

W skrócie są to repetytywność, pogranicza nowej muzyki, improwizacji i eksperymentalnej popkultury, elektronika, często o zabarwieniu retro – elementy te odnajdziemy we wszystkich nagranych kompozycjach. Do tego szeregu można jeszcze dopisać transkrypcję, bowiem kilka kompozycji zostało przez warszawskich muzyków przepisane na duet perkusyjny, całkiem zresztą zgrabnie. Fantazja i kreatywność kulminuje w kompozycji własnej Miłosza Pękali zatytułowanej „Modular #1” na perkusję z towarzyszeniem syntezatora modularnego. Trzeba pamiętać, że Miłosz Pękala jest nie tylko znakomitym perkusistą, ale także pasjonatem starych urządzeń analogowych, które kolekcjonuje, przywraca do życia, a następnie wykorzystuje jako instrumenty. Puls, repetycja, przenikanie się warstw instrumentów akustycznych i syntezatorowych tworzą tu ciekawą i barwną polirytmię.

Płytę otwierają jednak dwie kompozycje Felixa Kubina „Renaissance gameboy #1 i #2”, w których autor użył charakterystycznych brzmień popularnych w latach 90. konsol do gry marki Nintendo i zestawił je z „księżycowym” brzmieniem wibrafonu, marimby i innych perkusjonaliów. Utwory mają klubowy „sznyt” i oparte są stałym pulsie i pętlach dźwiękowych. Pojawienie się na płycie w sumie trzech kompozycji artysty z Hamburga nie dziwi, jest efektem trwającej od 2014 roku współpracy z polskimi perkusistami.

Płytą rządzi humor i pomysłowe, głównie rozszerzone elektronicznie brzmienia marimbowe, za którymi stoją często karkołomne zadania wykonawcze. Tak jest w przypadku krótkiej kompozycji Franka Zappy „Black Page #1”, która swój tytuł wzięła od wyglądu gęsto zapisanej partytury orkiestrowej. W prezentowanej wersji na perkusję słuchacz ma jednak wrażenie perfekcyjnie działającego mechanizmu przypominającego brzmieniem miarowe tykanie zegara, uzupełnione przez dźwięki podobne do nakręcania sprężyny i obracania się kół zębatych. To mój ulubiony utwór z płyty, który też wyróżnia się odrębnym kolorytem (niemarimbowym). Wszystko tu chodzi „jak w zegarku”, podobnie też w kompozycji Steve’a Reicha „Vermont Counterpoint”, w oryginale na flet i taśmę, która jest równie wymagająca technicznie, co Zappa, choć oczywiście pod innym względem. Obie wersje – fletowa i perkusyjna – mogą ze sobą konkurować, trudno byłoby orzec, która jest lepsza czy bardziej przekonująca z artystycznego punktu widzenia. Ciekawe, czy opracowanie perkusyjne przyjmie się również w praktyce koncertowej?

Elementy repetytywizmu organizują także kompozycję „Smells like victory” Thymme’a Jonesa, w której jednak najbardziej intrygujący jest długi fragment czysto elektroniczny o niepokojącym zabarwieniu, do którego perkusja (marimby) zdaje się być czymś w rodzaju kontrastującej klamry.

Płytę kończy jeszcze jedna kompozycja Felixa Kubina zatytułowana „Waltz me trust me” – rodzaj groteskowego tańca na marimbę, tym razem bez wyraźnego udziału elektroniki, która opiera się na brzmieniu tego instrumentu. Jednolity, na swój sposób ascetyczny kawałek jest opracowaniem kompozycji na Pleyer Piano, inspirowanej twórczością Conlona Nancarrowa i wynika z chęci przekroczenia ograniczeń fizycznych wykonawcy przez powierzenie jego partii odpowiednio zaprogramowanemu komputerowi. Tym uważniej należy wsłuchać się w perfekcyjne „fizyczne” wykonanie tego kawałka przez P|K|P.

Album wydało lado abc, co podkreśla jej progresywny, niejednoznaczny gatunkowo charakterem. Okładkę, chwaloną jako odrębną zaletę wydawnictwa, zaprojektował Macio Moretti. Jedyna rzecz, której wydawnictwu brakuje, to książeczka zawierająca choćby podstawowe informacje na temat utworów, ich ewentualnych opracowań, użytych instrumentów, okoliczności powstania. Dla części słuchaczy nie będzie to stanowiło żadnego problemu – muzyka jest dostatecznie komunikatywna i atrakcyjna, by można jej było słuchać „naiwnie”. Dla słuchaczy lepiej zorientowanych i po prostu ciekawych rozmaitych kontekstów i znaczeń współczesnej muzyki, która przecież zawsze ma swój „sens” i swoją „historię”, brak opracowania tekstowego płyty będzie odczuwalny i może być też niestety przyczyną płytkiego odbioru, nie mówiąc już o błędnym odczytaniu intencji artystów. Muzyka, przynajmniej ta artystycznie ambitna, jest nie tylko zmysłową przyjemnością, jest też formą intencjonalnej komunikacji społecznej. Że warto jest coś o niej wiedzieć, pokazują choćby utwory Zappy i Kubina, które konfrontują człowieka z maszyną. Mając świadomość tych odniesień, tym lepiej można docenić kunszt wykonawców.

źródło: dwutygodnik.com

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s