Roczniki dziewięćdziesiąte

602320_485261664830448_174802703_n-300x225

Na scenie nowej muzyki w Polsce czuć ostatnio delikatny powiew świeżości. Niosą ją kompozytorki i kompozytorzy urodzeni na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Nie jest to wicher zmiany pokoleniowej i estetycznej, bo roczniki te kontynuują modernistyczny program powstałego dekadę temu „Glissanda”. Niemniej dziesięć lat różnicy w stosunku do kompozytorów z tzw. „pokolenia Glissanda” ujawnia pewne odmienności.

Pochodzą z różnych ośrodków: Krakowa, Warszawy, Wrocławia, Łodzi, ale są obywatelami świata. Także tego wirtualnego. Być może jest to pierwsze pokolenie prawdziwych tubylców internetowych (sami na siebie mówią „cyfrowiacy”), którzy doświadczają rzeczywistości w specyficzny sposób. Ich stosunek do materiału muzycznego i kompozycji kształtuje się pod wpływem rewolucji cyfrowej. Są świadomi jej konsekwencji: działają konceptualnie i intermedialnie. Nie odcinają się od świata spoza muzyki, lecz starają się nawiązać z nim kontakt. Inspirację czerpią zewsząd, ze sztuki, mody, popkultury.

Marta Śniady (*1986), Jacek Sotomski (*1987), Mikołaj Laskowski (*1988), Kuba Krzewiński (*1988), ), Piotr Peszat (*1990), Szymon Stanisław Strzelec (*1990), Teoniki Rożynek (*1991), Rafał Ryterski (*1992), Monika Szpyrka (*1993) – to zaledwie kilka już rozpoznawalnych nazwisk. W kolejce na mocny debiut czekają następni. Kompozytorzy ci mają też swoje zespoły, jak krakowska Spółdzielnia Muzyczna czy wrocławski Postensemble. Ten ostatni debiutował na tegorocznym festiwalu Musica Electronica Nova we Wrocławiu, przedstawiając program złożony z kompozycji m.in. wymienionych powyżej twórców.

Koncert odbył się jako impreza towarzysząca MEN, w warunkach dość spartańskich i bez wsparcia finansowego dla artystów, mimo tego w opinii wielu słuchaczy i krytyków był jednym z najciekawszych wydarzeń festiwalu.

Postensemble, przemianowany zaraz po koncercie na Ensemble Kompopolex, to czwórka wrocławskich muzyków i przyjaciół: perkusistka Aleksandra Gołaj, akordeonista Rafał Łuc, flecista Konrad Fiszer i kompozytor obsługujący urządzenia elektroniczne Jacek Sotomski. Kameralny i nietypowy skład sprzyja bliskiej współpracy z kompozytorami i tworzeniu własnego repertuaru. Postensemble/Kompopolex wzoruje się na nowej generacji zespołów, jakie od kilku lat rewolucjonizują dyskurs współczesnego wykonawstwa na świecie. Dlatego nie jest typowym ansamblem o ustandaryzowanej obsadzie, lecz grupą muzyczną (w sensie bardziej rockowym) eksperymentującą z formą, konceptami i multimediami, pracującą nad własnymi, oryginalnymi programami z podobnie myślącymi kompozytorami. Chodzi o wyrazistą tożsamość i ducha epoki postinternetu.

Hasłem programu „POSTLOOKBOOK” wykonanego we Wrocławiu była „nowa dyscyplina” – to nawiązanie do ogłoszonego w 2016 roku manifestu Jennifer Walshe, irlandzkiej kompozytorki, wokalistki i performerski, która jest dla wielu młodych kompozytorów ważną inspiracją. Nieco przewrotnie odniósł się do tego hasła Ryszard Lubieniecki (*1992) w utworze „Paradoxical Isorhythmical proposal”, zgrabnej kompozycji z wykorzystaniem walkmanów, na których grał Sotomski. Ze szmerów taśmy nagle przemówił głos informujący, że Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie przyznało kompozytorowi zamówienia, dlatego utwór nie jest tym, czym miał być. Rzec można, nowa dyscyplina po polsku…

Rzeczywiście zespół i kompozytorzy złożyli wnioski o sfinansowanie zamówień i koncertu prawykonań – i nie dostali ani złotówki. Wszystkie utwory powstały więc wolontariacko, a muzycy zagrali za darmo.

„Nowa dyscyplina” oznacza, w skrócie, nową świadomość kontekstów muzyki, jej cielesnego i wizualnego charakteru. Koncept, performans, multimedia to cechy charakterystyczne utworów spod znaku „nowej dyscypliny”, która wzywa kompozytorów do refleksji nad każdą sferą muzyczną i niemuzyczną. W tę stronę szły mniej lub bardzie odważnie wszystkie kompozycje uczestników.

Monika Szpyrka w kompozycji „Instrument spring 2017 Ready-To-Wear” połączyła muzykę z wideo, gestem i modą. W „Another Air” Kuba Krzewiński skupił się na dźwiękach elektronicznych, które rozszerzył o ruch powietrza, rozdmuchiwanego w całkowitej ciemności przez wiatraki. Teoniki Rożynek w kompozycji „bol” nawiązała do sylab służących tablistom do zapamiętywania rytmów, w tkankę instrumentalną wplatając mamroczący głos i krótkie ujęcia ust na wideo. Marta Śniady skomponowała „c_ut|e_#2” na zasadzie muzyczno-wizualnej mapy skojarzeń w słodko-upiorny postinternetowy strumień świadomości. Zaś Piotr Bednarczyk (*1994) wykorzystał touchpady do wykreowania przestrzeni muzycznej bez wyraźnej tożsamości, mianowicie zawieszonej między nową muzyką instrumentalną i klubową.

Ciasna przestrzeń klubu Uff przy ul. Nankiera była może niezbyt komfortowa, stworzyła jednak odpowiedni klimat dla muzyki. Można było pić piwo, rozmawiać z wykonawcami w przerwach między utworami, a potem jeszcze przez wiele godzin nocnych dyskutować na miejscu w barze o sztuce i życiu.

Zaledwie kilka dni wcześniej, w ramach Nocy Muzeów w Warszawie, kończący właśnie studia na UMFC Rafał Ryterski zaprezentował swoją pracę dyplomową – operę „Anonymous” na dwóch aktorów, dwa głosy, zespół instrumentalny, elektronikę, wizualizacje i aplikacje internetowe. Wystąpił przy tym w kilku rolach jednocześnie: jako kompozytor, reżyser i autor libretta, a także rzutki menadżer, który potrafił skrzyknąć zespół studencki złożony z 15 instrumentów z dyrygentem (Nadim Husni), do tego czwórkę solistów (2 aktorów: Aleksandrę Spyrę i Piotra Wątrobę i 2 śpiewaków: sopranistkę Monikę Łopuszyńską i basa Karola Skwarę), a także współpracowników od wideo i systemów narracyjnych (Aleksandra Ołdak, Jakub Wróblewski), plakatu, reżyserii dźwięku. Rozmach przedsięwzięcia był imponujący. Wszyscy pracowali za darmo.

Bohaterowie opery „Anonymous” to Ania, Barbara, Maciej i Tomasz, anonimowi użytkownicy Internetu, doświadczający całego spektrum emocji, rozczarowań, miłosnych olśnień i zawodów w tym (nie)miejscu pełnym sprzeczności, które ich łączy, zniewala, prowokuje do aspołecznych zachowań lub otwiera przestrzeń do bycia naprawdę sobą. Dynamiczna narracja opery ujęta jest w formie wideo, złożonego ze stron internetowych, portali, komunikatorów, zdjęć i rozmaitych znalezisk sieciowych; przez cały czas trwania opery wideo pozostaje w centrum uwagi. Soliści siedzą w szeregu przy stole pod wielkim ekranem i są praktycznie niewidoczni zza monitorów laptopów. Podają tekst, który utkany jest ze strzępów chatowych dialogów, urwanych myśli, przemielonych informacji na temat polityki, społeczeństwa. Zaskakująco dobrze to wszystko brzmi, znaczenia zawiązują się naturalnie, a poetyka współczesnej mowy potocznej jest autentyczna, choć nie wulgarna.

To, co jednak oczarowuje najbardziej, to muzyka. Ryterski skomponował bite dwie godziny gęstej, kalejdoskopowo zmiennej i zaskakującej muzyki, która wabi słuchacza swą estetyczną powierzchnią i zarazem przytłacza nadmiarem treści, oddając typowo internetową redundancję i chaos informacyjny. Wpatrzony w migający ekran widz-słuchacz zostaje wciągnięty w świat dźwięków i obrazów, które zniewalają i zarazem uzależniają. Trudno przestać, a momenty kryzysu i chęci ucieczki od tego wszechogarniającego przesytu kończą się fiaskiem. Chce się zostać i słuchać, patrzeć.

Punktem wyjścia pozostaje elektronika zbudowana z wielu sampli i stylów, czerpiąca pełnymi garściami z estetyki muzyki klubowej; warstwa instrumentalna stanowi niejako jej rozszerzenie. Pojawiają się liczne cytaty z popkultury, m.in. z piosenek Apex Twina i Soundgarden, którym kompozytor nadał symboliczne znaczenia. Wszystkie elementy mają w operze swoje estetycznie i tematycznie uzasadnione miejsce, znakomicie współgrając jako całość.

Chciałoby się usłyszeć i zobaczyć „Anonymousa” jeszcze kiedyś, w przestrzeni większej niż ciasne studio zlokalizowane w podziemiach Uniwersytetu Muzycznego. Liczymy też na kolejne wystąpienia Postensemble/Kompopolex.

Swoja drogą nazwa zespołu, jak i założonej niedawno fundacji przypomina nazwę firmy. Wobec braku pieniędzy na działalność artystyczną żart ten brzmi nieco złowieszczo. Czy ambitne przedsięwzięcia muzyczne muszą się odtąd finansować same?

źródło: „Odra” 7-8/2017

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s