CAROLA BAUCKHOLT

Świat słabo dźwiękoszczelny
Opera szmerów hellhörig

Utwór nie ma początku. Wkomponowany jest w atmosferę oczekiwania (na wyraźny sygnał?), szum towarzyskich pogawędek i serdecznych powitań. W audiosferę hali warszawskiego Studia Tęcza ingeruje jedynie dyskretnym elektronicznym dronem, stopniowo przybierającym jednak na sile. Jak to się stało, że publiczność nagle umilkła, całą swoją uwagę kierując w stronę wykonawców: Schlagquartett Köln, Cellotrio Blu oraz solistów: Sylvii Nopper (sopran), Truike van der Poel (mezzosopran), Matthiasa Horna (baryton), Heleny Bugallo (fortepian) pod batutą Erika Oñy. To dość ryzykowny zabieg, czasem ludzie potrafią jeszcze długo przekrzykiwać muzykę, jakby przyzwyczajeni do wszechpanującego dźwięku już go nie słyszeli. Ucho przyzwyczaja się do hałasu – nie ma innego wyjścia, przez cały czas pozostaje przecież otwarte. Filtruje dźwięki, jedne wychwytuje, inne lekceważy. W miejskiej dżungli wrażliwość ucha maleje, w zgiełku ulicznym nic już nie słychać. Na wsi przeciwnie: cisza potrafi krzyczeć dźwiękami. To oczywistość i paradoks jednocześnie.

Muzyka jest czymś innym, bo polega na daniu sygnału do słuchania – jest praktyką społeczną, spotkaniem ludzi dla wspólnego celu. Wszyscy wiedzą, kiedy mają słuchać uważnie, a kiedy mogą się przekrzykiwać.
Od tego wcale nie nowego, ale wciąż działającego na publiczność pomysłu rozpoczął się muzyczny spektakl Caroli Bauckholt hellhörig, pokazany w ramach tegorocznej „Warszawskiej Jesieni”. Tytuł jest niezwykle trafny i wieloznaczny zarazem. W języku niemieckim oznacza pomieszczenie (dom, mieszkanie) „słabo dźwiękoszczelne”. W innym kontekście słowo to może być z kolei rozumiane jako „intrygujący”, „budzący zaciekawienie”, „przyciągający uwagę”.
To „opera hałasów” (Oper der Geräusche), w której nie ma libretta słownego, a działającymi bohaterami są wykonawcy wydobywający różne dźwięki. Przy czym produkowanie dźwięku może być bardzo spektakularne. Na scenie roi się od przeróżnych obiektów-instrumentów: balonów, kartonów, blaszanych balii… Niektóre z nich potrafią brzmieć naprawdę niesamowicie – np. ciągnięte po ziemi balie buczą głębokim basem. Inaczej brzmi fortepian spreparowany nićmi i taśmami magnetofonowymi, przeciągniętymi przez struny i zamocowanymi pod sufitem. Delikatne, eteryczne dźwięki powstają jako część plastycznej instalacji. Spektakl hellhörig jest piękny również wizualnie: instrumenty i brzmiące obiekty stanowią funkcjonalną scenografię, ukazują proces tworzenia muzyki w sposób intrygujący również dla oka. To był przepiękny spektakl o komponowaniu muzyki ze szmerów, hałasów, dźwięków wydawanych przez przedmioty codziennego użytku.
Niemiecka kompozytorka Carola Bauckholt (ur. 1959) nie po raz pierwszy sięgnęła w hellhörig po szmery, dźwiękowy brud, zjawiska akustyczne należące do codzienności, ale najczęściej niesłyszane (niesłuchane). To materiał charakterystyczny dla wielu jej kompozycji, które przybierają postać spektakli obiektów, inscenizowanych kompozycji.
Muzyka Bauckholt to szczególny rodzaj sztuki mimetycznej, odtwarzania dźwięków zasłyszanych gdziekolwiek. Sposób zakomponowania tych dźwięków jest wysoce estetyczny, nie dosłowny, lecz umowny, konwencjonalny (u niektórych może wręcz budzić poczucie zbytniej estetyzacji, zbyt pedantycznego potraktowania). Bauckholt nie przytacza szmerów in crudo, lecz tworzy piętrową konstrukcję onomatopeiczną. Każe instrumentom naśladować rozmaite buczenia, skrzypienia i szelesty. Zderza naturalne szmery z ich instrumentalnym odbiciem i w ten sposób podkreśla dystans dzielący sztukę od natury, która w utworze artystycznym ulega przetworzeniu, interpretacji. Zainteresowania Bauckholt idą więc pod prąd takiego nurtu jak field recording, który eksponuje surowe nagrania terenowe. Nieprzetworzone dźwięki stają się tam dziełem sztuki już za sprawą wyodrębnienia ich przez artystę albo – jak w przypadku Francisca Lópeza – przez odpowiedni dobór mikrofonów. Aparatem, którym operuje Carola Bauckholt, jest nieuzbrojone ucho. Ucho, które należy jednak doskonalić.
*
hellhörig powstał w 2008 roku na zamówienie Monachijskiego Biennale Nowego Teatru Muzycznego. Ale nie dla wszystkich zrozumiałe było oznaczenie gatunkowe tej – bądź co bądź – scenicznej kompozycji. Inscenizowany utwór muzyczny, który nie opowiada żadnej historii, nie operuje nawet słowem, jest całkowicie autoteliczny, operuje wyłącznie dźwiękiem, światłem i gestem – nie może być teatrem czy operą.
Carolę Bauckholt w dużym stopniu ukształtował właśnie teatr: już dwa lata przed rozpoczęciem studiów kompozytorskich u Maurizia Kagela pracowała w Theater am Marienplatz w Krefeldzie. Jej zainteresowania muzyczne były od początku związane z zainteresowaniami teatralnymi, a Kagel jako twórca teatru instrumentalnego, autor niekonwencjonalnych akcji muzycznych, musiał być nauczycielem wymarzonym.
Współczesna panorama eksperymentalnego teatru muzycznego oferuje różne koncepcje teatru muzycznego/opery. Przy czym kluczowy wydaje się właśnie dźwięk. Opera jako inscenizowanie słuchania, inscenizowanie dźwięków nie tylko w czasie, ale i w przestrzeni, instalacje dźwiękowe jako nienarracyjne (w tradycyjnym sensie) opery zdarzają się mniej więcej od połowy lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Bo sam dźwięk już może być fascynującym tematem. Rozwój nauki wzbogacił przecież naszą wiedzę o dźwięku, który stał się całym kosmosem. Można go zgłębiać w nieskończoność. Dźwięk połączony ze światłem i działaniami muzyków – jak w hellhörig – stawia pytanie o swoje granice, o związki (pokrewieństwa i różnice) dźwięku z obrazem. Ich źródła mogą znajdować się w indywidualnej fizjologii percepcji i w tym sensie dźwięk jest też pytaniem o człowieka.
Dźwięk jako gest, działanie, barwa wystarczy do stworzenia spektaklu muzycznego bogatego w znaczenia i sensy. Opera szmerów Caroli Bauckholt mówi o tym, jak słuchamy, czego nie słyszymy, czym jest instrument (narzędziem do naśladowania natury?). W sposób poetycki i plastyczny ukazuje fenomen powstawania muzyki. Kładzie też nacisk na komunikację, która na poziomie dźwiękowym jest często nieuświadomiona. Rozpoznajemy przecież rozmaite znaki i symbole, operujemy językiem komunikacji wizualnej. Komunikacja dźwiękowa tymczasem praktycznie nie funkcjonuje. Ucho można i trzeba doskonalić, i o tym właśnie jest spektakl Caroli Bauckholt. Tylko tyle i aż tyle.

źródło: „Odra” 11/2011

Advertisements

One comment

  1. Pingback: Felietony | Monika Pasiecznik

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s