JOHNSON & DENNETT

aws-mind-out-of-matter-691px

Muzyka z ducha ateizmu

Będąc przez wieki ważnym mecenasem kultury i sztuki, Kościół przyczynił się do powstania licznych dzieł, stworzonych ku chwale chrześcijańskiego Boga. W historii muzyki Zachodu twórczość sakralna stanowi obszerny rozdział, którego pisanie bynajmniej nie zakończyło się wraz z sekularyzacją i końcem mecenatu Kościoła. Wręcz przeciwnie – muzyka sakralna kwitnie, a tacy kompozytorzy, jak Arvo Pärt czy Paweł Łukaszewski, robią dziś międzynarodowe kariery dzięki swym mszom, pasjom i litaniom. Świecka była bodaj tylko awangarda, choć jej polscy przedstawiciele szybko „nawrócili się”: w 1966 roku Krzysztof Penderecki skomponował swoją „Pasję według św. Łukasza”, która otworzyła drzwi dla religijnych inspiracji i dała początek szeregowi artystycznych deklaracji wiary. W 1975 Bogusław Schaeffer ukończył swą „Mszę elektroniczną”. Lata siedemdziesiąte to już jednak apogeum „socrealizmu liturgicznego”, jak sarkastycznie monumentalne dzieła religijne Pendereckiego, Kilara i Góreckiego nazwał Stefan Kisielewski. Wystarczy spojrzeć, jak wiele miejsca w muzyce polskich kompozytorów współczesnych zajmują msze, pieśni maryjne i pomniejsze gatunki muzyki kościelnej.

Tym ciekawszy wydaje mi się więc utwór amerykańskiego kompozytora Scotta Johnsona (*1952), który jest swego rodzaju muzycznym manifestem ateizmu. Komponowany w latach 2009-2015 „Mind out of Matter” to blisko godzinne dzieło oparte na myśli i melodii głosu Daniela C. Dennetta – filozofa aplikującego darwinizm na grunt kultury i religii. Zwany jednym z „Czterech Jeźdźców Nowego Ateizmu” Dennett przekonuje do radykalnej zmiany stosunku do religii i zaleca przeciwdziałanie ideologii, która mimo iż nie ma podstaw racjonalnych, wpływa znacząco na życie społeczne. Przykładów nie trzeba szukać daleko – wystarczy wspomnieć spór o aborcję w Polsce i tzw. „klauzulę sumienia” rozpowszechniającą się wśród polskich lekarzy.

Dennett znany jest w Polsce dzięki tłumaczeniom jego popularnonaukowych prac, takich jak „Od bakterii do Bacha. O ewolucji umysłów”, „Świadomość” czy „Odczarowanie. Religia jako zjawisko naturalne”. Amerykański filozof jest też bohaterem filmu Karola Jałochowskiego, reżysera i dziennikarza naukowego tygodnika „Polityka”, autora serii niezwykle ciekawych eksperymentalnych dokumentów o najwybitniejszych umysłowościach naszych czasów zatytułowanej „Pionierzy” („Daniel C. Dennett. Czy homary mają wolną wolę?”). Pewien rozgłos przyniosła Dennettowi także kuriozalna wypowiedź Barbary Nowak, małopolskiej kurator oświaty, która w kontekście niedawnej wizyty filozofa na Uniwersytecie Jagiellońskim skrytykowała polską uczelnię, że zaprasza… Belzebuba.

Kompozycja „Mind out of Matter”, wydana w tym roku na płycie nakładem nowojorskiego wydawnictwa Tzadik, to zatem przykład muzyki z ducha ateizmu. Jeden z nielicznych w historii muzyki zachodniej!

W „Mind out of Matter” charakterystyczny głos Daniela Dennetta rozbrzmiewa w rytm muzyki, a właściwie na odwrót – to muzyka skomponowana została na podstawie melodii jego mowy. Materiał wokalny Johnson zaczerpnął z wywiadów z filozofem, w tym z jego wystąpienia na konferencji TED.

Słyszymy więc, jak Daniel Dennett objaśnia pochodzenie kultury i religii. W ośmiu rozdziałach – Cow Design, Invisible Agents, Winners, Good for Itself, Stewards, Surrender, Path Up i Awe – porusza różne kwestie związane z ich ewolucją. Jego mowa okazuje się przy tym nie tylko rozsądna, ale i niezwykle muzyczna.

Scott Johnson uczynił z zabiegu transpozycji żywej mowy na dźwięki swój znak rozpoznawczy. Tzw. „speech music” uprawia od lat osiemdziesiątych. Kompozytor zapisuje przybliżone wysokości słów i rytm mowy, a następnie rozkomponowuje te elementy na instrumenty akustyczne – w przypadku „Mind out of Matter” jest to siedemnastoosobowa orkiestra kameralna Alarm Will Sound z Nowego Jorku pod dyrekcją Alana Piersona.

Zajmowanie się mową ma w muzyce amerykańskiej swoje tradycje. Można przywołać Roberta Ashleya (1930-2014), który pracował w Speech Research Laboratory na Uniwersytecie w Michigan. Sam cierpiał na zespół Tourette’a, polegający na niekontrolowanym mówieni do siebie, i tak zaczął nagrywać własne monologi i szukać w nich muzyki. Jego cykl „Perfekt Lifes” (1978-1983) i inne utwory opierają się na charakterystycznym monotonnym monologu kompozytora. Także Steve Reich (*1936) swego czasu interesował się mową i jej cechami akustycznymi oraz możliwością wykorzystania ich w muzyce. Żywa mowa kształtowała rozwój muzyczny jego utworów na taśmę, na przykład „It’s Gonna Rain” (1965) i „Come Out” (1966).

Metodologia opracowania mowy Dennetta oraz efekt brzmieniowy „Mind out of Matter” przypominają jednak sposób pracy innego kompozytora, mianowicie Austriaka Petera Ablingera (*1959). W jego niezwykłym zbiorze „Voice and Piano” fortepian solo kontrapunktuje nagrania głosu słynnych ludzi, jak Bertold Brecht, Hanna Arendt, Gertruda Stein, Martin Heidegger, Matka Teresa czy Lech Wałęsa. Radykalnym przykładem transpozycji mowy na dźwięki jest jego „Speaking Piano”, w którym głos rozłożony przy pomocy komputera na pojedyncze składowe harmoniczne traktowany jest jak „partytura” i odtwarzany na fortepianie dzięki młoteczkom przymocowanych do wszystkich klawiszy i mechanicznie poruszanym zgodnie z danymi analizy harmonicznej mowy. Notabene jedna z części „Speaking Piano” nosi tytuł „Deus Cantando”, zaś tekst zaczerpnięty został z Deklaracji Międzynarodowego Trybunału Karnego badającego zbrodnie na środowisku i jest wezwaniem do wzięcia odpowiedzialności za naszą planetę.

Poza tym, że muzyka Scotta Johnsona wywiedziona została z melodii głosu Daniela Dennetta, jest styl przywodzi na myśl estetyczny miszmasz Franka Zappy. Spotykają się tu idiomy klasycznej muzyki współczesnej, eksperymentalnego rocka i freejazzu, a rytmy samby przełamane zostają barokowym klawesynem. Jeśli do tego dodamy domieszkę muzyki filmowej oraz sporadyczne chórki, otrzymamy mieszankę iście wybuchową. Dowcipny i zmysłowy utwór „Mind out of Matter” doskonale pasuje do błyskotliwego wywodu Daniela Dennetta.

Fragment kompozycji Scotta Johnsona powstał z myślą o filmie Karola Jałochowskiego i został przez reżysera wykorzystany w jego ścieżce dźwiękowej. Choć tak złożona i do bólu racjonalna, myśl Dennetta okazuje się więc artystycznie inspirująca. To z pewnością nie jedyne prace powstałe wokół tej filozofii. Niemniej muzyka inspirowana ateizmem wydaje się czymś wyjątkowym.

źródło: „Odra” 6/2018

Reklamy

One comment

  1. herman

    Myślę że muzyka powinna dostarczać wrażeń zmysłowych,estetycznych.Też jestem ateistą i chętniej spędzę sobie 2 godzinki słuchając Wielkiej mszy h-moll Bacha, a nie wykładu filozoficznego o ateizmie z podkładem muzycznym.
    Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s