SALVATORE SCIARRINO (PL)

Przytulne muzeum sztuki współczesnej

Sycylia. Popołudniowa cisza kanikuły, obumierający krajobraz i niepowtarzalne śródziemnomorskie światło. Salvatore Sciarrino porównuje jego odcień do kości słoniowej. Najbardziej lubi zimę, kiedy słońce zdąży już stępić swe ostre, wszystko przenikające promienie. W 1969 roku opuścił rodzinne Palermo, by udać się na północ do Rzymu i Mediolanu. Potem osiadł w małym umbryjskim Cita di Castello, gdzie do dziś mieszka i komponuje. Znalazł tam spokój wyspiarskiego życia w izolacji i miejsce, które tchnie historyczną, bogatą kulturową przeszłością. A także zniewalające piękno natury.
Oddech śródziemnomorskiej sztuki i kultury oraz boska przyroda – między tymi dwoma światami powstaje muzyka Sciarrina. Historyczna erudycja, doskonała znajomość malarstwa i literatury wyznaczają przestrzeń inspiracji artysty. Sciarrino: „Uwielbiam sztukę nowoczesną i dawną. Zawsze wyobrażałem sobie muzeum jako przytulny pokój albo odwrotnie, mieszkanie pełne pięknych przedmiotów zupełnie jak muzeum.” Twórczość kompozytorska Salvatore Sciarrina jest trochę takim muzeum, w którym swoje miejsce znajdują dawne techniki i gatunki, a nawet fragmenty dzieł innych twórców. Sciarrino niczym konserwator muzycznych zabytków przepisał partytury m. in. Alessandra Scarlattiego, Carla Gesualda, Wolfganga Amadeusa Mozarta, ale także piosenki Cole’a Portera czy George’a Gershwina. Jak na Włocha przystało, uprawia twórczość operową, rzucając wyzwanie tradycji muzyki wokalnej. Reinterpretacja historycznych technik muzycznych, jak choćby rozwiniętego w renesansie malarstwa dźwiękowego czy teorii afektów, prowadzi muzykę Sciarrina w stronę natury, pojmowanej nie tylko przez pryzmat estetyki manierystycznej. Kluczowe dla niej pojęcia to powtórzenie, wariacja (na wzór procesów natury), a także psychoakustyka i ekologia dźwięku.
Muzyka Sciarrina to próba uwrażliwienia słuchacza na dźwięki otoczenia, te najcichsze, najbardziej subtelne. Sciarrino jest więc w równym stopniu spadkobiercą mistrzów renesansu, co włoskich futurystów. Zapoczątkowany u progu ubiegłego stulecia projekt poszerzenia granic muzyczności poprzez otwarcie kompozycji na nowe zjawiska akustyczne, Sciarrino kontynuuje rozwijając w swoich partyturach bogatą, niezwykle zróżnicowaną artykulację, charakterystyczne flażolety, delikatne tremolo i wielką różnorodność szmerów, stuków i puków oraz – jakże ważny! – oddech wykonawcy.
Sciarrino”: „Nie piszę muzyki, piszę psychologiczne doświadczenie. Moja muzyka przynależy do obszaru psychoakustyki. Najważniejsze są drgania przenoszone przez dźwięk.” On uczy słuchacza odbioru dokładnego i skupionego, w zamian oferuje terapię poprzez ciszę. To doświadczenie mające moc odnawiania percepcji. Każdy, nawet najmniejszy element kompozycji nabiera znaczenia.
W Palermo Sciarrino uczył się muzyki prywatnie, nie odebrał formalnego wykształcenia akademickiego. W Rzymie spotkał Franka Evangelistiego, o którym mówi się niekiedy, ze był wśród włoskich kompozytorów najbardziej niemiecki. Może właśnie od tego spotkania datuje się uwielbienie Sciarrina dla Bacha, Beethovena i Schönberga. Ponieważ jego własna twórczość również podoba się Niemcom, w germańskiej kulturze Sciarrino czuje się tak jak we włoskiej zadomowiony. W jednym z ostatnich wywiadów wyznał nawet, że libretta kolejnych oper będzie pisał po niemiecku! Przeznaczenie muzyka? Znamienne, że właśnie w Niemczech jego twórczość cieszy się takim zainteresowaniem…
W kwietniu 2009 roku w Theater Wuppertal odbyła się premiera La porta della legge, 13. opery Salvatore Sciarrina, opartej na wątku z Procesu Franza Kafki. Nadchodzący rok przynieść ma premierę kolejnej opery, tym razem w Mannheimie. Teatr muzyczny to jedna z najciekawszych odsłon twórczości kompozytora, jeśli nie najważniejsza. Od wczesnej młodości kompozytor dużo czasu spędzał w teatrze. Mając 18 lat podjął swoją pierwszą pracę jako reżyser świateł. W 1972 roku zadebiutował na scenie mediolańskiej Piccola la Scala operą Amor e Psyche. Jako 30-latek został dyrektorem artystycznym Teatro Comunale di Bologna. Kolejne lata przyniosły takie dzieła sceniczno-muzyczne, jak m. in. Aspern (1978), Cailles en sarcophage (1980), Vanitas (1981), Lohengrin (1981-84), Perseo e Andromeda (1990), Luci mie traditrici (1998), Infinito nero (1998), Mackbet (2002), Da gelo a gelo (2006) i Super flumina (2006-2008).
Zainteresowanie antycznymi fabułami, literackimi motywami pasuje do wizerunku Sciarrina jako klasycysty. Jednak wskrzeszane przez niego historie pozbawione są patosu, a niekiedy wręcz sparodiowane. Sporo w nich humoru, absurdu, ironii. Świat przedstawiony to często przestrzeń halucynacji. Dlatego Sciarrino sięgnął po historie Logengrina oraz Perseusza i Andromedy w opracowaniu Julesa Laforgue’a. Germański mit o Lohengrinie, kojarzący się nieodmiennie z monumentalną operą Wagnera, przybiera u Sciarrina postać niewidzialnej akcji („azione invisible”), którą jest pełna napięcia rozmowa „łóżkowa” bohatera z kochanką Elzą. Ostatecznie okazuje się ona jedynie monologiem pacjentki szpitala psychiatrycznego, która myli łabędzia z poduszką…
Parodia kulturowo brzemiennej narracji to de facto próba obrócenia jej w egzystencjalne doświadczenie. Jak może wyglądać opera po Becketcie? Aspekt ten łączy Lohengrina z Mackbetem i Luci mie traditrici z La porta della Legge. Sciarrino pokazuje, jak subtelna jest granica między jawą i snem, szaleństwem i rozumem. Tak jak między ciszą i dźwiękiem.
Nośnikiem prawdy jest w operach Sciarrnia głos. To jemu przyznaje kompozytor pierwszoplanową rolę, wyodrębnia go z przebiegu muzycznego i poddaje swoistym procesom. Estetyka wokalna Sciarrina nie ma nic wspólnego zarówno z włoskim belkanto, jak i stile recitativo. Opiera się na zupełnie innej emisji. W przeciwieństwie do wielu kompozytorów operowych, demonstrujących potęgę i moc ludzkiego głosu, on każe mu szeptać, kwilić, wzdychać, melorecytować.
Używa dwóch rodzajów artykulacji: śpiewu szybkiego i sylabicznego, przy jednoczesnym wolnym glissando na danej wysokości dźwięku, które daje wrażenie nietemperowanej skali; oraz śpiewu raczej lirycznego, w którym zatarciu ulega intonacja. Sciarrino: „W teatrze muzycznym istniał problem polegający na chęci bycia lirycznym. Wszystko brzmiało wówczas staro i retorycznie. Bardzo ważne było dla mnie znalezienie rozwiązania tego problemu. To nie jest kwestia stworzenia czegoś nigdy wcześniej nie słyszanego, lecz usłyszenia czegoś na nowo. Musimy zregenerować nasze uszy. Stare usłyszeć jak nowe.”
Śpiew jest dla Sciarrina kwintesencją tekstu, to słowo i muzyka w jednym, dlatego od 1981 roku sam pisze libretta do swoich oper. Czasem zaznacza też w partyturze pewne gesty. Komponując myśli o konkretnej sytuacji scenicznej, widzi gotowe obrazy. Wszystko to służyć ma jednocześnie stylizacji i odświeżeniu postrzegania: „Zaskoczony jestem trochę, że tradycję oddziela się zwykle od nowoczesności. Coś co dla mnie jest oczywiste, innym już się takie nie wydaje. Naprawdę chcę zreformować teatr. Wszystkie ludzkie historie są stare. Musimy je wypełnić nowym sensem. Komponuję ze świadomością tego problemu.”

Luci mie traditrici – spojrzenie, które zdradza

Obok Mackbeta, Lohengrina, Perseusza i Andromedy, inną „starą” historię opowiada opera Luci mie traditrici, być może najczęściej wystawiane sceniczne dzieło Sciarrina. Historycznym prototypem bohatera jest tu Carlo Gesualdo da Venosa, XVI-wieczny kompozytor madrygałów i morderca własnej żony i jej kochanka.
Splamione krwią życie „Księcia muzyków” szybko zamieniło się w legendę, która stała się kanwą wielu dzieł literackich, filmowych i operowych. Oprócz Sciarrina, Carlo Gesualdo rozpalił wyobraźnię m. in. Wernera Herzoga, Gustawa Herlinga-Grudzińskiego i Alfreda Schnittkego.
Ile jest prawdy w opisywanych szczegółach okoliczności zbrodni, trudno dziś orzec. Czy Da Venoza rzeczywiście kochał tylko muzykę i polowania, zaniedbując żonę Marię d’Avalos? Przywoływani przez Herlinga-Grudzińskiego kronikarze byli zdania, że da Venosa zbyt wiele czasu przeznaczał na komponowanie w swym neapolitańskim pałacu koło San Domenico Maggiore. Marię traktował jedynie jako „narzędzie rzadkich zachcianek i dystrakcji seksualnych”. Kobieta ponoć całymi godzinami oczekiwała męża w małżeńskiej alkowie, przez łzy gniewu słuchając dźwięków dobiegających z komnaty muzycznej…
Herling-Grudziński: „Za najpiękniejszą kobietę w Neapolu uważano Marię d’Avalos, za najpiękniejszego mężczyznę, ‚archanioła’, Fabrycego Carafa, księcia Andrii. Ich romans zamienił się błyskawicznie w pasję pozbawioną wszelkich hamulców. Ilekroć książę madrygalista wyprawiał się na polowania, książę ‚archanioł’ (żonaty) spędzał całe noce w sypialni Marii. Zdawali się oboje nie widzieć grozy sytuacji, szczególnie Maria. Trwało to długo, dopóki pogrążony w swoich madrygałach książę żył z zamkniętymi oczami. Otworzył je w roku 1590.”
Carlo Gesualdo da Venosa jest dziś bohaterem historii muzyki włoskiej i kroniki kryminalnej. Kompozytorem oryginalnych madrygałów, prowadzącym eksperymenty harmoniczne i alchemikiem, prowadzącym eksperymenty na ludzkich ciałach. Kim jest „Książę muzyków” w operze Luci mie traditrici Salvatore Sciarrina?
Punktem wyjścia dla kompozytora był dramat Giacinta Andrei Cicogniniego z 1664 roku, opowiadający historię morderstwa… Na jego podstawie Sciarrino opracował własne libretto. Odrzucił historyczny kontekst, zrezygnował z realiów epoki, kierując spojrzenie na czysty dramat. Luci mie traditrici nie jest w zasadzie adaptacją, choć kompozytorowi zależało na utożsamieniu się widza z bohaterami opery, jak w greckiej tragedii poddanymi nieubłaganemu działaniu przeznaczenia. Bo ta historia nosi znamiona greckiej tragedii, rozgrywającej się pomiędzy pragnieniem serca a żelazną literą prawa. Czy Carlo Gesualdo miał wolny wybór, czy działał pod presją środowiska? Na te pytania stara się odpowiedzieć narrator opowiadania Madrygał żałobny Herlinga-Grudzińskiego. Wtóruje mu miejscowa ludność w quasi dokumentalnym filmie Herzoga, podkreślając, że książę przeżywał prawdziwe katusze, że własnoręcznie wykarczował las dookoła zamku, że zginął od ran zadawanych sobie regularnym biczowaniem… W operze Sciarrina pojawia się zakochany w księżnej Służący, który z zazdrości postanawia „oświecić” swego pana…
To jednak wizja mocno wyidealizowana, jeśli na światło wydobędziemy inne okoliczności. Dlaczego Carlo Gesualdo rzucił się na zwłoki Marii i rozpłatał je „krótkim mieczem od krocza do szyi”? Czy zranione serce kazało mu wystawić kołyskę z niemowlęciem za balustradę tarasu, a na dziedzińcu postawić chór i kazać mu śpiewać madrygał o tym, jak piękna jest śmierć, dopóki nie umrze…? Pytania można mnożyć w nieskończoność, jednak Sciarrino nie stawia sobie tego za cel. Prawda oddala się wraz z upływającym czasem, pozostaje zaledwie niewyraźne wspomnienie.
Z myślą o Luci mie traditrici kompozytor przygotował – co zrozumiałe – własne opracowania madrygałów Carla Gesualdo, ostatecznie zdecydował się włączyć do opery – co już mniej zrozumiałe – elegię francuskiego rówieśnika księcia Venozy, Claude’a Le Jeune’a. Utwór funkcjonuje na prawach instrumentalnych intermezzi. Jego dźwięki słyszymy już w prologu dzieła, podczas gdy „głos zza kurtyny” pyta: „Co stało się pięknemu oku, które raz prześwietliło mą duszę swoimi promieniami, / W którą Amor wbił znów swoje żądło, swoje płomienie i strzały?” Luci mie traditrici to dwie równoległe narracje: muzyczna i dramatyczna. (Sciarrino: „po Einsteinie czym innym jest czas w muzyce i w teatrze. Dwie równoległe historie – to jest wg mnie nowoczesny teatr.”) Początkowo wyrazista, grana pełnym dźwiękiem elegia Le Jeune’a , w miarę kolejnych intermezzi coraz bardziej się zaciera, jakby blednie, rozpływa się w szmerach… To opowieść o odchodzeniu muzyki, zacieraniu się obrazu kulturowej przeszłości…
W jego miejsce pojawia się ostry jak nigdy, niemalże naturalistyczny obraz natury, malowany typowymi dla Sciarrina środkami muzycznymi. Zwłaszcza sceny w ogrodzie stają się dla kompozytora okazją do rozwinięcia możliwości dźwiękonaśladownictwa. Słyszymy więc śpiew ptaków, brzęczenie pszczół, szelest liści, podmuch wiatru, skrzypienie ogrodowej huśtawki… Dźwięki te stanowią wdzięczne tło dla miłosnych wyznań kochanków, pełnych westchnień, omdleń. Tekst libretta – raz wybujały, posługujący się wyszukaną metaforą, jakby stylizowany na Tassa, innym razem oszczędny, beckettowski – służy nie tyle przekazywaniu sensu, co wyrażaniu emocji, jak w XVI-wiecznych madrygałach staje się muzyką.
Osobną rolę gra w operze światło, być może jako trzecia (meta)narracja. Tytuł Luci mie traditrici – słowa te wypowiada księżna pod adresem kochanka – opiera się na grze znaczeniowej między światłem i spojrzeniem, trudnej do oddania w innym języku (dlatego np. na potrzeby scen niemieckich Sciarrino całkiem zmienił tytuł opery na Die tödliche Blume, tj. Śmiertelne kwiaty…). Akcja dzieje się w trzech zaledwie miejscach o różnych porach doby. Wraz z jej rozwojem światło zmienia swój odcień, by w kulminacyjnym momencie, w ciemnej sypialni dać „ostateczny” dowód prawdzie (Il Malaspina: „Pozwól przemówić światłu…”). Światło staje się jednocześnie zdrajcą i sędzią. To nie tyle wyrocznia moralna czy historyczna, co piękna figura, oparta na grze wyobraźni artysty, który w iście przebiegły i wyrafinowany sposób oplata nią treść i formę swego dzieła. Salvatore Sciarrino z imponującą zręcznością manierysty, ale przecież także doświadczeniem reżysera świateł w teatrze, doskonałą znajomością malarstwa i wrażliwym okiem Sycylijczyka, w ciekawy sposób operuje konwencją. W jego operze nowatorstwo przeplata się z tradycją na wielu poziomach, tak jak prawda o historycznym zdarzeniu przeplata się z kłamstwem. I wszystko inne: sztuka z naturą, wykwintna mowa z pełnym napięcia milczeniem, światło z cieniem, miłość ze śmiercią, cisza z dźwiękiem.

źródło: dla festiwalu Nostalgia
http://www.malta-festival.pl/pl/home/843/index.html

Reklamy

One comment

  1. Pingback: Eseje | Monika Pasiecznik

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s