Spółdzielnia Muzyczna

5987a9bd2af502.57854238

Odkąd pamiętam, co jakiś czas powracała idea stworzenie w Polsce prawdziwego zespołu muzyki współczesnej. Nie takiego, co to czuje większy pociąg do Kilara niż do Lachenmanna, a jak trzeba, to zagra i Bacha, i Komedę. I nie takiego, co próbuje tylko w niedzielę, bo w tygodniu robi na pełnym etacie w szkole lub w orkiestrze. Chodziło o zespół na miarę Ensemble Intercontemporain czy Klangforum Wien. Brałam nawet udział w dyskusjach, których celem było stworzenie biznesplanu dla Grażyny Kulczyk, ponoć zainteresowanej wsparciem muzycznego odpowiednika projektu Stary Browar Nowy Taniec. Oczywiście nie wypalił. I może dobrze, bo nie tak powstają zespoły muzyki współczesnej.

Jak powstają? Nie z inicjatywy tej czy innej instytucji, lecz oddolnie. Ludzie znają się, lubią i chcą zrobić coś razem. Interesują się podobnymi rzeczami i mają dopełniające się kompetencje. Zakładają zespół i zaczynają pracować nad programem. Organizują pierwszy koncert, potem szukają wsparcia i ubiegają się o występ na którymś z dużych festiwali. Kiedy to się udaje, zazwyczaj muszą iść na kompromis i zagrać niekoniecznie wymarzone kawałki. O to, by mieć wpływ na program i kreować własne wydarzenia, muszą jeszcze zawalczyć. Na końcu tej drogi jest własna siedziba, sala prób i lokal, w którym można grać regularnie koncerty.

Tak o swojej przyszłości myśli krakowska Spółdzielnia Muzyczna, zespół utworzony trzy lata temu przez przyjaciół, studentów i absolwentów krakowskiej Akademii Muzycznej. Właśnie założyli stowarzyszenie i złożyli do urzędu miasta Kraków wniosek o przyznanie lokalu na działalność artystyczną. Trzymam kciuki za Spółdzielnię, bo na ich miejscu postąpiłabym podobnie. Z pewnością wkrótce będą mieli warunki do twórczej pracy i pokażą, co najbardziej lubią. A lubią akurat to, co wypada poza horyzontu zainteresowania naszych flagowych festiwalu muzycznych, z Warszawską Jesienią, Sacrum Profanum i Musica Electronica Nova na czele. Żaden zespół z Polsce nie identyfikuje się też tak mocno z muzyką „cyfrowiaków”, którzy reprezentują to samo, co Spółdzielnia Muzyczna, pokolenie.

Spółdzielnia Muzyczna wystąpiła we wrześniu na festiwalach Warszawska Jesień i Sacrum Profanum, w listopadzie szykuje koncert w ramach festiwalu Audio Art, na którym wykona – bodaj po raz pierwszy w Polsce – kompozycję Matthew Shlomowitza, urodzonego w 1975 roku kompozytora z Londynu, błyskotliwego konceptualisty i dyrektora artystycznego zespołu Plus Minus. Na Warszawskiej Jesieni zagrała „Der ‘Weg der Verzweiflung’ (Hegel) ist der chromatische” Johannesa Kreidlera (ur. 1980), „aus” Christophe’a Bertranda (1981-2010), „Non Stop” Bogusława Schaeffera, „Shivers on speed” Brigitty Muntendorf (ur. 1982), „Dzięki, Leszek” Jacka Sotomskiego (ur. 1987) oraz – last but not least – „Point Ones” Alexandra Schuberta (ur. 1979), kompozytora z Hamburga, wirtuoza nowych mediów, po raz pierwszy prezentowanego w Polsce, członka-założyciela zespołu decoder. Spółdzielnia Muzyczna też ma swojego kompozytora. Jest nim Piotr Peszat (ur. 1990), często odpowiedzialny na koncertach za elektronikę i multimedia, niekiedy także performans (moderował po polsku „Fremdarbeit” Johannesa Kreidlera podczas organizowanego na krakowskiej Akademii Muzycznej festiwalu Elementi). To kompozytor pomysłowy i otwarty na nowe formy interakcji multimedialnej, któremu nieobce jest podejście konceptualne. Na Poznańskiej Wiośnie Muzycznej jego bardzo ciekawą kompozycję „Jenny’s Soul. Or Dirks?” na perkusję, audio playback i wideo fenomenalnie wykonał Aleksander Wnuk – znakomity perkusista-performer, członek Spółdzielni, ale i ambitny solista, który specjalizuje się w kompozycjach tzw. rozszerzonych (extended composition). Takich muzyków – utalentowanych i obytych ze współczesnym repertuarem, władających nowoczesnymi środkami wykonawczymi – jest w Spółdzielni więcej. Klarnecistka Barbara Borowicz również zwróciła na siebie uwagę w Poznaniu brawurową i piękną interpretacją teatralizowanego „Harlekina” Stockhausena. Doświadczona w multimediach i performansie jest też Martyna Zakrzewska, charyzmatyczna pianistka i rzeczniczka Spółdzielni, którą tworzą ponadto Gabriela Biel (altówka), Jakub Gucik (wiolonczela), Krzysztof Guńka (saksofon), Wiktor Krzak (fagot), Michał Lazar (gitara), Barbara Mglej (skrzypce), Małgorzata Mikulska (flet), Mateusz Rusowicz (trąbka, dyrygent), Bartosz Sałdan (perkusja) i Paulina Woś-Gucik (skrzypce).

Pomysł założenia Spółdzielni Muzycznej powstał w trakcie stażu jej członków w polsko-niemieckim projekcie European Workshop for Contemporary Music. To utworzony w 2003 roku przez Niemiecką Radę Muzyczną i Warszawską Jesień zespół nowej muzyki, którego celem jest wspieranie młodych wykonawców zainteresowanych zdobyciem praktyki w specjalnych technikach muzyki współczesnej i oswojeniem się ze nowym repertuarem, a także promowanie wymiany kulturalnej i integracji artystycznej między oboma krajami. Kierowany przez niemieckiego dyrygenta Rüdigera Bohna zespół młodzieżowy do dziś regularnie występuje na Warszawskiej Jesieni i zwykle daje jedne z ciekawszych koncertów festiwalu. Skład zespołu jest rotacyjny i zakłada regularną wymianę muzyków. Po zakończeniu stażu w EWCM członkowie Spółdzielni Muzycznej nie chcieli zrywać z muzyką współczesną i zdobyte doświadczenie postanowili rozwijać. W ten sposób idea EWCM spełniła się w Spółdzielni Muzycznej.

Międzynarodowe kontakty i dyplomy zdobyte na uczelniach europejskich zbogacają doświadczenie krakowskiego ansamblu, którego profil estetyczny nie jest zorientowany lokalnie, na przykład na muzykę Polską czy krakowską, lecz kształtuje się pod wpływem idei awangardowej międzynarodówki. Wbrew panującej na krajowej scenie muzycznej tendencji, którą można opisać jako „jeszcze więcej Polski w Polsce”, zespół wprowadza w nasz obieg muzyczny nowe idee artystyczne i gorące nazwiska. Nie dzieli muzyki na polską i obcą, lecz wybiera to, co aktualne i interesujące. Chce ponadto budować swój repertuar nie tylko na bazie prawykonań i kompozycji twórców najmłodszego pokolenia, lecz także prezentować najcenniejsze zabytki muzyki XX wieku, z kompozycjami Stockhausena i Lachenmanna na czele. Jak słusznie zauważa Martyna Zakrzewska, system nowej muzyki w Polsce nie dostrzega luki repertuarowej. Wspiera się zamawianie nowych utworów, ale już klasyka awangardy jest poza instytucjonalnym zainteresowaniem. Ta zaś jest oczekiwana przez słuchaczy (koncerty stockhausenowskie zawsze są wyprzedane, jednym z wydarzeń tegorocznej Warszawskiej Jesieni było wykonanie legendarnej kompozycji Gérarda Griseya „Le Noir de E’toile”), jest też ważna dla rozwoju zespołu, czego Spółdzielnia Muzyczna ma pełną świadomość. Nie jest to oczywiste wśród muzyków tego pokolenia, także za granicą. Entuzjazm spowodowany boomem na młode zespoły, jaki scena nowej muzyki przeżyła kilka lat temu, studzą refleksje kuratorów, że wiele z nich lekkomyślnie odcina się od tradycji nowej muzyki, skazując de facto na estetyczno-pokoleniową izolację. Spółdzielni Muzycznej ona nie grozi, jeśli tylko znajdzie się w Polsce wsparcie dla projektów z muzyką klasyków awangardy.

Spółdzielnia Muzyczna zagrała już kilka ważnych koncertów na Warszawskiej Jesieni, Sacrum Profanum, Kodach i Audio Art; w przyszłym roku szykuje się na Musica Polonica Nova. Jako zespół młody, musi jeszcze pokornie przyjmować propozycje repertuarowe organizatorów, nie zawsze zbieżne z ich własnymi zainteresowaniami. Jestem pewna, że kiedy wreszcie Spółdzielnia Muzyczna będzie miała w sprawie programu głos decydujący, dopiero pokaże swoje największe atuty.

Źródło: „Odra” 11/2017

 

 

 

Reklamy

One comment

  1. Pingback: Spółdzielnia Muzyczna okiem Moniki Pasiecznik – Aleksander Wnuk

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s