ROMAŃCZUK

tango_rozkladka (002)

Słucham, więc gram

Wrocławski Harry Partch – tak pięć lat temu napisałam o Pawle Romańczuku, muzyku i artyście dźwiękowym, założycielu grupy artystycznej Małe Instrumenty, który zwrócił na siebie uwagę swymi niezwykłymi rzeźbami dźwiękowymi. Basedes, fartofon, tremolinium, torcik szklany, brzęczydło, wibrafon kamertonowy to fantazyjne nazwy zaledwie kilku instrumentów muzycznych stworzonych przez Pawła Romańczuka z najprzeróżniejszych przedmiotów i materiałów, często recyklingowych. Pomysłowość, poszukiwanie walorów brzmieniowych, precyzja wykończenia, dbałość o detal i estetykę, wreszcie muzyka skomponowana na własnoręcznie zbudowane instrumenty prowadziły wprost do skojarzenia z amerykańskim kompozytorem.

Od tamtego czasu Paweł Romańczuk nabrał jeszcze większego rozmachu. Wydał kilka płyt, zbudował mnóstwo nowych instrumentów, nawiązał wiele owocnych kolaboracji i wystąpił solo na najważniejszych festiwalach muzycznych w Polsce i na świecie. Ostatnio można było spotkać go w Katowicach na Festiwalu Prawykonań, gdzie w marcu odbyła się premiera utworu „Welovelive” Cezarego Duchnowskiego, który wykorzystał trzy najnowsze konstrukcje dźwiękowe Romańczuka.

Niektórzy być może kojarzą Pawła Romańczuka również z toy pianos – zabawkowymi pianinkami tudzież miniaturowymi fortepianami, choć to instrumenty bynajmniej nie zabawkowe, bo wykorzystywane w „poważnej” muzyce przez „dorosłych” kompozytorów, takich jak John Cage, Louis Andriessen czy Julia Wolfe. Paweł Romańczuk nie tylko sam gra na toy pianos, ale zgromadził też potężną, liczącą setki egzemplarzy kolekcję takich instrumentów. Często są to rzadkie okazy, zabytki wydobyte gdzieś spod ziemi. Toy pianos zajmują całą ścianę pracowni Pawła Romańczuka i wyglądają jak kolorowy relief, dzieło sztuki samo w sobie. Każde pianinko ma swoją niepowtarzalną historię i niepodrabialne brzmienie, na które składa się specyficzna barwa, moc i długość wybrzmienia, słowem: cała mechanika wydobycia dźwięku. Paweł Romańczuk potrafi godzinami opowiadać o każdym ze swoich instrumentów.

Kolekcja Romańczuka jest ewenementem na skalę światową, zaś jej właściciel prawdziwym ekspertem w tym temacie. Na razie podziwiają ją tylko specjalni goście jego nadodrzańskiej pracowni, ale wkrótce ma się to zmienić. Artysta zamierza udostępnić ją publicznie w ramach nowo powstającej Galerii Toy PIanos. Paweł Romańczuk ma na ten cel przyrzeczony przez władze Wrocławia specjalny lokal przy ul. Ruskiej. Oprócz zebranych toy pianos, eksponowane będą w nim także dzieła własne Romańczuka, które tworzą kolekcję samą w sobie. Ponadto lokal ma pomieścić pracownię artysty, galerię wystaw czasowych oraz przestrzeń działań warsztatowych i artystycznych. Chyba nie trzeba przekonywać, że taką galerię każdy chętnie odwiedzi. Może się ona stać turystyczną atrakcją Wrocławia, zaś program artystyczno-edukacyjny wzbogaci ofertę kulturalną dla mieszkańców miasta.

Niedawno odwiedziłam Pawła Romańczuka w jego pracowni na Nadodrzu – chciałam zobaczyć owo mityczne wręcz miejsce, które przyciąga jak magnes. Gospodarz przyjął mnie w typowy dla siebie serdeczny i bezpośredni sposób, częstując herbatą i od razu wciągając w ciekawą rozmowę o sztuce i muzyce. Pokazał też zaplecze produkcyjne, a więc swoją małą „fabrykę” instrumentów, pełną tokarek, lutownic, przycinarek, frezarek i innych narzędzi pracy twórczej. Wszędzie piętrzyły się rozmaite materiały, deski, sklejki, szkła, blachy, filce, gumy, przewody…. W cyfrowym świecie, w którym wszystko można zrobić na komputerze, w przysłowiowych białych rękawiczkach, ten materialny wymiar pracy twórczej Romańczuka jest niezwykły. Dlatego nazwałam jego instrumenty rzeźbami dźwiękowymi.

Muzyka nie jest dla Romańczuka jedynie brzmiącą materią, lecz także konkretnym fizyczny artefaktem. Płyty Małych Instrumentów nie są więc wyłącznie nośnikami dźwięku, lecz obiektami artystycznymi.

Weźmy choćby najnowsze wydawnictwo „El Tango – Sa Tango” (2018). To pływa winylowa i gramofon w jednym. Tekturowe pudełko, którego skrzydło zakończone jest igłą, służy za rezonator dźwięku – wystarczy przyłożyć igłę do płyty, nie wyciągając jej nawet z pudełka, i zacząć obracać palcem. Rozbrzmiewa tytułowe tango, a właściwie dwa tanga (po dwóch stronach płyty). „Sa-Tango” (autorstwa profesora Bambosza) napisane na instrumenty akustyczne – jeśli się dobrze wsłuchać, można rozpoznać charakterystyczne brzmienie toy pianos, doprawione pogiętymi, glissandującymi melodiami jakichś Romańczukowych „szałamai”. Oraz „El-Tango” (autorstwa Pawła Romańczuka) wykonane na instrumentach elektrycznych z lat 80. ubiegłego wieku. W tym podwójnym nagraniu wyraża się ciekawa dialektyczna gra z tym, co elektryczne i analogowe. Do odtworzenia „muzyki elektrycznej” nie potrzeba bowiem prądu – za cały generator napięcia służą tu wyłącznie mięśnie rąk. Granica między tym, co elektryczne i analogowe, technologiczne i rękodzielne przestaje być ostra. Romańczuk wciąga odbiorcę w swój świat, dając mu niejako odczuć swój zachwyt nad fizycznym wymiarem muzyki.
W omawianym wydawnictwie niezwykłe jest też to, że pudełko ma status autonomicznego obiektu niezależnego od schowanej w nim płyty. Jest instrumentem samym w sobie – zamiast tanga można na nim odtworzyć cokolwiek innego. Paweł Romańczuk zachęca do zabawy w „jaka to melodia?”, bowiem w zależności od prędkości i regularności obrotu płyty efekt brzmieniowy jest zupełnie inny. Słuchacz staje się sam interpretatorem muzyki, co wymaga od niego pewnej subtelności i wyczucia, słowem: ucha. To, jak obracamy płytą, przekłada się na muzykę. Drobne zachwianie tempa czy zmiany położenia palca powodują duże różnice. Jest to muzyka interaktywna, w której odbiorca ma pozycję współtwórcy. Romańczuk stwarza okazję do bycia didżejem remiksującym na analogowym gramofonie. To jest płyta bardziej do grania niż do słuchania. Ale czy granie nie jest aktywnym słuchaniem?    

źródło: „Odra” 5/2019 

4 comments

  1. Paweł Dudziński

    Witam! Romańczuka poznałem kilka lat temu oczywiście we Wrocławiu, jak jeszcze pracował w sklepie muzycznym. Już wtedy skupował, konstruował różne dziwadełka wydobywające dźwięk. Ujął mnie swą pasją i pracowitością, których czasem – przyznam się szczerze – mi brakuje. I jak wnoszę z tekstu powyżej – tworzy nadal co zostało docenione przez władze Miasta. To bardzo optymistyczne – że władze wspierają aktywnych twórców. Dzięki za reportaż!

    • Monika Pasiecznik

      Dziękuję za komentarz! To rzeczywiście wspaniała historia niezwykłego artysty! Trzymamy kciuki za Pawła, a miasto trzymamy za słowo. 🙂

      • Pawel Dudzinski

        Dzięki! Zobaczymy jak to będzie. W mieście niedawno powołano w wyniku konkursu dyrektora Wydziału Kultury, wysłałem więc prośbę o dotację na Festiwal Fortalicje. Pozdrawiam!

        czw., 13.06.2019, 21:12 użytkownik Monika Pasiecznik napisał:

        > Monika Pasiecznik commented: „Dziękuję za komentarz! To rzeczywiście > wspaniała historia niezwykłego artysty! Trzymamy kciuki za Pawła, a miasto > trzymamy za słowo. :)” >

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s