UKRAINA

Ukraina progresywna

Jeden z projektów „Krytyki Politycznej” nosi nazwę „Kultura transformacji” i jest kontynuacją „Miejsc transformacji”. Został zainicjowany w 2011 roku przez Świetlicę KP w Trójmieście i bada rolę kultury w procesach wspierających przemiany społeczno-polityczne w ośrodkach, które są centrami transformacji: w Gdańsku (kolebce „Solidarności”), Berlinie (mieście-symbolu upadku komunizmu) i Kijowie (stolicy Pomarańczowej Rewolucji). Niedawna odsłona „Kultury transformacji” odbyła się w Kijowie, gdzie w siedzibie Związku Kompozytorów Ukrainy wystąpił polski zespół nowej muzyki Kwartludium.

Po koncercie odbyła się dyskusja, której przedmiotem były przemiany estetyczne w kontekście przemian polityczno-społecznych. Zastanawialiśmy się w gronie polsko-ukraińskim, jaki jest związek pomiędzy tym, co stało się po roku 1989 i 1991 a muzyką, jaką tworzy pokolenie kompozytorów urodzonych na przełomie dwóch epok, działających już w wolnych krajach. Chodziło o boom modernistyczny oraz o to, w jaki sposób ambitna muzyka „oddaje” to, co otrzymała od „wolność” i jaką społeczeństwo czerpie z tego korzyć.

Kijowski ośrodek „Krytyki Politycznej” zawiązał się wokół sztuki – dzięki kontaktom artystów ukraińskich z Arturem Żmijewskim. Jak dotąd nie organizowano tam jednak koncertów nowej muzyki, środowiska intelektualistów i kompozytorów nie miały wiele okazji do współdziałania. Koncert Kwartludium stworzył nieoczekiwanie sposobność do spotkania środowisk: do auli Związku Kompozytorów Ukrainy przyszli zarówno sympatycy „Krytyki Politycznej”, jak i melomani zainteresowani muzyką współczesną. Podczas dyskusji padały pytania „branżowe” i ogólno światopoglądowe. Tak oto z pozoru niewinny pomysł zorganizowania w Kijowie koncertu, jaki wyszedł od Wojtka Zrałka-Kossakowskiego, kuratora muzycznego „Krytyki Politycznej”, przekształcił go w wydarzenie przekraczające ramy czysto estetyczne. Być może zaowocuje w przyszłości zbliżeniem ukraińskich muzyków, artystów i intelektualistów oraz ich współpracą?

Wydaje mi się to o tyle ciekawe i możliwe, że w Kijowie działa grupa młodych kompozytorów i wykonawców – to samo pokolenie „po-transformacyjne”, co polskie „Glissando” – skupionych wokół Ensemble Nostri Temporis. Ten specjalizujący się w nowej muzyce zespół powstał w 2007 roku z inicjatywy kompozytorów Maksyma Kołomyjca i Ołeksija Szmuraka, którzy też w nim grają. Do tej pory Nostri Temporis dał ok. dwustu prawykonań utworów kompozytorów ukraińskich, polskich, rosyjskich, niemieckich…

Okazji do posłuchania młodych Ukraińców nie brakowało w ostatnim czasie w Polsce – wystąpili w Warszawie (17 października) w sali kameralnej Filharmonii Narodowej w ramach 4. Dni Muzyki Ukraińskiej. Ponadto rezydowali przy festiwalu „aXes. Triduum Muzyki Nowej” organizowanym przez Akademię Muzyczną w Krakowie (7 – 10 listopada), gdzie dali koncert. Dodajmy tylko, że pomysłodawca festiwalu, młody kompozytor Karol Nepelski, współpracuje z Ensemble Nostri Temporis od kilku lat. Zespołem dyryguje ponadto Polak Grzegorz Wierus. Kontakty polsko-ukraińskie umacnia z pewnością program stypendialny „Gaude Polonia”, który umożliwia artystom z Europy Środkowo-Wschodniej studia w Polsce. Większość młodych twórców z Ukrainy z niego skorzystała, niektórzy zdecydowali się pozostać w Polsce dłużej.

Muzyka ukraińska grana jest w Polsce regularnie, ktoś może więc zapytać: „o co tyle szumu”? Otóż mamy tu do czynienia z prawdziwą rewelacją. Koncert warszawski Nostri Temporis z utworami Ołeksija Szmuraka (ur. 1986), Anny Korsun (ur. 1986), Iryny Błochiny (ur. 1982), Ołeny Sierowej (ur. 1983), Maksyma Kołomyjca (ur. 1981), Mychajła Szweda (ur. 1978) i Bohdana Sehina (ur. 1976) uważam za jedno z ważniejszych odkryć w ostatnim czasie. Zespół grał niezwykle profesjonalnie kompozycje na bardzo dobrym poziomie, ukazujące potencjał młodych kompozytorów i instrumentalistów z Ukrainy, nierzadko bieglejszych w sztuce kompozycji i wykonawstwa od ich rówieśników z Polski. Była to muzyka bez kompromisów, na europejskim poziomie, wolna od typowego wschodnioeuropejskiego mistycyzmu.

Zdziwienie wzięło się chyba głównie stąd, że na obrazie muzyki wschodnioeuropejskiej bardzo ciąży stereotyp mówiący o szczególnej predyspozycji kompozytorów zza Buga do duchowości, jakiej nie mają artyści z Zachodu. Wielu twórców byłego ZSRR zrobiło kariery na owej muzycznej duchowości – Arvo Pärt z Estonii, Gija Kanczeli z Gruzji, Sofia Gubaidulina z Tatarstanu, Galina Ustwolska z Rosji, Walentin Silwestrow z Ukrainy. Przypomina się tu teza postawiona niegdyś przez Jana Topolskiego w tekście Muzyka Wschodu i Zachodu na łamach „Odry” (1/2007), w którym nakreślił on związki estetyki z sytuacją polityczno-ekonomiczną dwóch części Europy: podczas gdy Zachód eksperymentuje i rozwija technikę, na Wschodzie dominuje podejście mistyczne, religijne, liczy się związek z tradycją.

Przypadek najbardziej znanego kompozytora ukraińskiego Walentina Silwestrowa (ur. 1937) jest tu znamienny. Był on najbardziej wyrazistą osobowością tzw. „awangardy kijowskiej”. Kiedy w latach 60. jego postserialna muzyka zaistniała na Zachodzie (m. in. w Darmstadcie, Wenecji, Berlinie; dzięki temu, że wysyłam nuty „w ciemno” pocztą!), wyrzucono go ze Związku Kompozytorów Ukrainy. Szykany kijowskich władz okazały się silniejsze niż moskiewskich. Silwestrow nigdy nie uczestniczył w wykonaniach swoich utworów poza granicami ZSRR, dopiero w 1989 roku dostał paszport. Wyjechał i zaraz wrócił na Ukrainę. Już było za późno i zdążył zwątpić z nową muzykę. Jak zauważyła Danuta Gwizdalanka, znawczyni problematyki muzyki tego regionu, „symptomatyczne dla koryfeuszy awangardy z Europy Wschodniej było owo nawrócenie na tonalność i romantyzm, czasem dające efekty intrygująco kojarzące się z muzyką, jaką propagowano w czasach ich młodości, acz pozbawioną cienia optymizmu, przepełnioną nostalgią” („Tygodnik Powszechny” 29.09.2009).

Antymodernizm, który w międzyczasie przeobraził się w jawny nierzadko kicz – sam Silwestrow nazwał jeden ze swoich utworów Kitsch Musik – zawładnął wyobraźnią Zachodu, w tym Polski, i przyjęto, że taka właśnie jest specyfika muzyki wschodnioeuropejskiej. Wszystkie pamiętane przeze mnie prezentacje twórczości kompozytorów w Polsce – w tym na „Warszawskiej Jesieni” – niestety ten stereotyp utrwalały. Muzyka ukraińska kojarzyła mi się jeśli nie z jawnym kiczem, to niewątpliwie z nostalgią, zawsze ze słabym zaawansowaniem środków muzycznych, krótko mówiąc – wstecznością. Łatwo było uzasadnić taki obraz muzyki ukraińskiej sytuacją polityczno-ekonomiczną.

W międzyczasie wyrosło jednak w Kijowie i we Lwowie nowe pokolenie twórców, którzy zadają kłam wschodnioeuropejskiemu stereotypowi, pragną nawiązać do tradycji modernistycznej w ich kraju i tym samym odnowić więź ukraińskiej muzyki ze sceną zachodnioeuropejską. Mimo młodego wieku – to w większości dwudziestoparo- i trzydziestolatki – zdołali już wiele zdziałać. W 2010 roku, dzięki grantowi Instytutu Goethego, Ensemble Nostri Temporis wziął udział w Letnich Kursach Nowej Muzyki w Darmstadcie (jest tam specjalny program dla zespołów nowej muzyki). Współpraca z Instytutem Goethego, jak i Instytutem Adama Mickiewicza i Polskim Instytutem w Kijowie umożliwiła im zorganizowania w tym roku Międzynarodowych Kursów Nowej Muzyki w Kijowie. Wśród gości-wykładowców byli Tadeusz Wielecki, Gerhard Stäbler i Sergiej Newski. W zajęciach wzięło udział kilkunastu młodych kompozytorów i muzykologów z Ukrainy, Polski, Rosji i Niemiec. W tym roku Ensemble Nostri Temporis wydał również płytę z muzyką ukraińskich twórców. Jej zawartość potwierdza w pełni wrażenia wyniesione z koncertu w Warszawie – młodzi Ukraińcy nie tylko znakomicie opanowali warsztat kompozytorski, bez większych trudności wypowiadają się w języku nowej muzyki, nade wszystko udało im się wyjść poza stereotyp muzyki wschodnioeuropejskiej, naznaczonej nihilizmem estetycznym jako stemplem reżymu i echem ekonomicznej niewydolności. To jest muzyka, która wyraża swój potencjał, a także kreatywność tworzących ją – i słuchających! – ludzi; muzyka, która pozwala snuć wizję lepszego świata i niesie pozytywne przesłanie transformacji, nawet jeśli wciąż jeszcze dużo jest do zrobienia na Ukrainie.

Na organizowanym przez „Krytykę Polityczną” koncercie w Kijowie była Ljubow Morozowa, muzykolożka związana z Ensemble Nostri Temporis. Niech progresywne środowiska kijowskie połączą siły i zaczną odtąd działać wspólnie!

źródło: „Odra” 12/2012

Reklamy

One comment

  1. Pingback: Felietony | Monika Pasiecznik

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s