Brzmienie Kopenhagi

tivoli

Po festiwalu KLANG

Gdyby zapytać młodych polskich kompozytorów, gdzie obecnie bije dla nich serce nowej muzyki, być może odpowiedzieliby, że w Danii. Kopenhaga i Aarhus to od kilku lat nowy kierunek edukacyjnej emigracji Polaków. Ten niewielki, niespełna pięciomilionowy kraj skandynawski przyciąga dziś niczym Holandia w latach dziewięćdziesiątych. Magnesem jest duński kompozytor Simon Steen-Andersen, który uczy w Aarhus (a właściwie uczył, bo od jesieni 2018 zaczyna pracę na Uniwersytecie Sztuki w Bernie). Zrobił on błyskotliwą międzynarodową karierę i jest dla młodych wzorem – stąd wszyscy chcą u niego studiować. Sprzyja temu dobry system stypendialny oraz nieodpłatność studiów. Wreszcie Dania to nie Niemcy, Francja czy USA, z perspektywy niewielkiego skandynawskiego państwa można spojrzeć na hegemona z dystansem.

Jak to wpłynie na muzykę polską, okaże się za jakiś czas. Czy duńscy kompozytorzy zaczerpną dla siebie coś od Polaków?

Współczesna muzyka duńska jest w Polsce dobrze znana, a tacy kompozytorzy, jak Bent Sørensen (ur. 1958), Per Nørgård (ur. 1932), Hans Abrahamsen (ur. 1952) czy Pelle Gudmundsen-Holmgreen (1932-2016) cieszą się uznaniem słuchaczy. Młodsze pokolenie twórców to, obok wspomnianego Steena-Andersena (ur. 1976) także Niels Rønsholdt, Simon Løffler czy Christian Winter Christensen. Polacy mieli okazję poznać zespół Nordlys, z którym współpracuje m.in. Rafał Augustyn, oraz zespół Scenatet, który kilkakrotnie gościł na Warszawskiej Jesieni. Jego kuratorki, Anna Berit Asp Christensen i Anne Marqvardsen, programują festiwal Spor w Aarhus. Drugim największym festiwalem muzyki współczesnej w Danii jest Klang w Kopenhadze, który miałam przyjemność odwiedzić w tym roku. Jako że był to mój pierwszy raz w tym mieście i w Danii w ogóle, cieszyłam się tym bardziej. W sumie spędziłam w Kopenhadze trzy dni, a więc ledwie wycinek z ponad tygodniowego festiwalu (29 maja – 6 czerwca). Ten krótki czas pozwolił mi jednak zorientować się z sposobie programowania oraz atmosferze festiwalowej.

Moją uwagę zwróciły krótkie sety muzyczne złożone z pojedynczych kompozycji zamiast pełnowymiarowych koncertów. Tak na przykład w Frederiksberg Sognehus zabrzmiały kolejno „Wikipiano” Alexandra Schuberta i „Matryoshka Dogs” Marceli Lucatelli. Pierwszy utwór wykonał australijsko-brytyjski pianista Zubin Kanga. Skomponowany w 2016 roku utwór, przeznaczony jest na fortepian i elektronikę, snuje narrację o przyszłości i o pianistach. Jak wskazuje tytuł, partytura jest tu witryną internetową (wiki-piano.net), na której kompozytor umieścił materiał muzyczny. Pianista wykonuje całą zawartość tej strony, zarówno tekst, jak i arkusze, a ponieważ jest ona ogólnodostępna i otwarta, każdy może zasadniczo coś zmienić w materiale wyjściowym. Wykonywany wielokrotnie utwór nigdy nie jest przez to taki sam.

Po krótkiej przerwie wystąpił duet Marcela Lucatelli i Marco Fusi, który wykonał surrealistyczny performans muzyczny inspirowany (nieco z przymrużeniem oka) cytatem z leżącego nieopodal na cmentarzu Assistens filozofa Sørena Kierkegaarda. W „Matryoshka Dogs” artyści zdołali pomieści tyle rozmaitych akcji „paramuzycznych”, że kiedy pod koniec utworu ktoś otworzył wielkie drzwi i wpuścił światło do ciemnego pomieszczenia, wszyscy myśleli, że to było w partyturze.

Potem przenieśliśmy się do oddalonego kilkadziesiąt metrów kościoła Frederiksberg Kirke, by wysłuchać krótkiego koncertu organowego w wykonaniu Mortena Ladehoffa i Christiana Winter Chrisnensena, dyrektora artystycznego festiwalu, kompozytora i organisty, który jako gospodarz wydarzenia przywitał publiczność i pobiegł po schodach na chór, by wykonać szereg konceptualnych kompozycji organowych, w tym kilka dowcipnych utworów Johannesa Kreidlera. W „Zum Geburtstag” wykonawca gra kolejne dźwięki skali w górę i w dół, a w utworze „ASFSP (As fast as possibile)” gra utwór Johna Cage’a „As Slow As Possibile” tak szybko, jak to tylko możliwe. Z kolei w utworze „BWV 540,1 – each bar compressed” organista gra „Toccatę” Bacha w formie szybkiego następstwa współbrzmień uzyskanych przez sumę wszystkich dźwięków z kolejnych taktów. Konceptualny był również utwór Petera Ablingera „Organ and World Receiver” i tylko Morten Ladehoff w swym utworze „Piece for Organ” dla dwóch organistów popisał się tradycyjnym kunsztem kompozytorskim.

Po krótkiej przerwie w tymże kościółku pojawił się perkusista Mathias Reumert, by brawurowo wykonać „Zyklus” Stockhausena, kompozycję z 1959 roku, a więc z heroicznych czasów awangardy. To niezwykle efektowne wykonanie rozbudowanego eposu na niezliczone instrumenty perkusyjne stworzyło kontrast względem lapidarnych konceptualnych kompozycji chóralnych.

Tak zakończył się program dzienny. Na koncert wieczorny wybraliśmy się do Sali Koncertowej Tivoli, zlokalizowanej w jednym z najstarszych na świecie parków rozrywki. Wszystko robi tu przedziwne wrażenie. Słuchacze zmierzają na koncert muzyki współczesnej przez park pełen karuzel, diabelskich młynów i kolejek górskich z piszczącymi ze strachu pasażerami. W szatni instytucji koncertowej całą ścianę zajmuje wielkie akwarium z rekinami, jak w jakimś nie przymierzając Zoo. Widownia liczy ponad 1500 miejsc i dwie trzecie zdają się wypełnione. Koncert w wykonaniu Copenhagen Phil Tivoli pod batutą Kristjana Järvi był przedziwną mieszaniną rozmaitych gatunków. Rozpoczął go szorstki „Tren – Ofiarom Hiroshimy” Pendereckiego, po którym zabrzmiała „filmowa” muzyka Maxa Richtera („Infra”) i „rockowa” Jonny’ego Greenwooda („Water”). Do tego dwie światowe premiery: Jeppe Just Christensena („One Song in Three Movements”) i Morten Riis („for fire, reel to reel tape recorder, earth, water magnetic tape and wind”). Cały program został opleciony wizualizacjami i dźwiękami elektronicznymi miksowanymi na żywo między utworami. Był to koncert dla tzw. szerokiej publiczności, który korespondował z ogrodami Tivoli, w których po sztucznym jeziorze pływa statek piratów, a w koło pełno jest żonglerów i aktorów przebranych za bohaterów baśni Hansa Christiana Andersena. Trzeba jednak przyznać, że miał dobrą dramaturgię, a muzyka niosła słuchaczy przez kolejne punkty programie.

Kolejnego dnia w niewielkim Koncertkirkern wystąpił hamburski zespół Decoder z kolejnym interaktywnym utworem Alexandra Schuberta (notabene członka zespołu). Zabrzmiał „Silent Posts II”. Materiał do tego utworu również można pobrać na specjalnej stronie internetowej i wyrazić coś własnego przy pomocy słów, dźwięków, obrazów. Rama kompozycji została określona przez kompozytora, jednak jej wypełnienie może być różne. Każda interpretacja dzieła wnosi do niego coś nowego i staje się częścią całego materiału, z którego mogą korzystać kolejni artyści. Kompozycja rozrasta się niczym drzewo o kolejne gałęzie.

Następnie zabrzmiał utwór Bjørna Erika Haugena zatytułowany „Reenactment/Microphone” i będący oryginalnym udźwiękowieniem m.in. wybranych wystąpień Slavoja Žižka czy Julii Kristevy na forum Occupy Wallstreet. Tekst ich wystąpień, jak również charakterystyczna gestyka podkreślająca najważniejsze słowa i frazy, została wyświetlona na ekranie, zaś muzycy podbijali dźwiękami ich żądania, jednocześnie grając na swych instrumentach i skandując. Wrażenie robił zwłaszcza perkusista Jonahtan Shapiro, który w niewytłumaczalny sposób godził gęsty monolog z pogmatwanymi rytmami perkusyjnymi.

Po tym wszystkim pojawił się jeszcze zespół koreańsko-polski, by zagrać program zderzający ze sobą tradycyjną muzykę koreańską i współczesną muzykę europejską. Koreańska opera zwana pansori zabrzmiała w wykonaniu duetu śpiewaka-tancerza Ylho Ahn i perkusistki Sori Choi grającej na instrumencie zwanym buk. Była to niezwykle kunsztowna i egzotyczna prezentacja, zwłaszcza po konceptualno-polityczno-internetowych utworach poprzedników. Przeciwwagę stanowiła „Kassandra” Iannisa Xenakisa w wykonaniu polskiego barytona Macieja Nerkowskiego i tajwańskiej perkusistki Ying-Hsueh Chen. To nie był jedyny polski akcent w Kopenhadze. Kolejny dzień można by nazwać dniem Polskim na festiwalu Klang, bowiem najpierw wystąpił NeoQuartet z Gdańska, a potem jeszcze Orkiestra Muzyki Nowej. Niestety mój pobyt w stolicy Danii dobiegł już końca.

Atmosfera festiwalu była bardzo swobodna i bezpretensjonalna. Zainteresowanie koncertami raczej umiarkowane, nie licząc wieczoru w Tivoli. Zawsze w takich momentach myślę o koncertach muzyki współczesnej w Polsce, które cieszą się tak dużą popularnością i są często wyprzedane (casus Warszawskiej Jesieni, ale także Sceny Muzycznej w Nowym Teatrze). Oczywiście Kopenhaga jest trzy razy mniejsza od Warszawy, mimo to przyciąga artystów niczym magnes.

Źródło: „Odra” 9/2018

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s