Anna Radziejewska i Salvatore Sciarrino

MÓZG ZMĘCZONY, GŁOS ŚWIEŻY

Monika Pasiecznik: Ile razy występowała pani jako La Malaspina w operze „Luci mie traditrici” Salvatore Sciarrina?

Anna Radziejewska: Po raz pierwszy wystąpiłam w tej roli w 2008 roku w Salzburgu. Potem w 2009 roku produkcja ta pokazana została w Madrycie na festiwalu Musicadhoy. Po raz trzeci zaśpiewałam ją w tym roku w Berlinie na festialu MärzMusik. Autorką inscenizacji jest Rebecca Horn, a moimi partnerami scenicznymi Otto Katzameier, Kai Wessel i Simon Jaunin. Stronę muzyczną przygotował Beat Furrer przy pomocy fantastycznej Kate de Marcken, a gra Klangforum Wien.

Czy rok 2008 to było pani pierwsze zetknięcie z muzyką Sciarrina?

Nastąpiło to dużo wcześniej. W 2004 roku śpiewałam w Lucernie Lady Mackbeth w operze „Mackbeth” Sciarrina. Wtedy był to dla mnie szok. Opanowanie partii zabrało mi jakieś dwa miesiące, a i tak praca rozpoczęła się dopiero na próbach. Okazało się, że mimo to byłam najlepiej przygotowana z kolegów. Na szczęście dyrygent Johannes Debus już wcześniej wykonywał „Macbetha” i pomógł nam zrozumieć i opanować dzieło. Z każdą kolejną partią Sciarrinowską szło już dużo szybciej. Kompletną partyturę „Da gelo a gelo” otrzymałam na dwa tygodnie przed rozpoczęciem prób i udało mi się ją przygotować na czas. To kwestia znajomości stylu, wiedzy, w jaki sposób tę muzykę wykonywać, na co zwracać szczególną uwagę i jak uporządkować dzieło w głowie, żeby je zapamiętać.

Jak partytura Lady Mackbet trafiła w pani ręce? Jak zaczęła się pani współpraca z Salvatore Sciarrinem?

To był przypadek. Teatr w Lucernie chciał ze mną współpracować. Znajomy śpiewak polecił mnie do roli, której nie mogłam otrzymać, ponieważ została wcześniej obsadzona. W zamian zaproponowano mi zaśpiewanie m. in. Lady Mackbeth. Zgodziłam się, jednak poprosiłam o partyturę, by upewnić się, że to partia dla mnie. Z Lucerny przysłano mi wówczas jedną scenę, którą ja omyłkowo wzięłam za całą partię. Okazało się, że partia określona w partyturze jako sopranowa przeznaczona jest raczej na mezzosopran o dosyć dużej skali. To typowe dla Sciarrina. Pomyślałam, że dam radę, jednak kiedy ujrzałam całą partię Lady Mackbeth, mina mi zrzedła. Mimo trudu, nie wycofałam się i nie żałuję, ponieważ właśnie w Lucernie na jednym ze spektakli zjawił się Salvatore Sciarrino. Był zachwycony moim wykonaniem. W nutach napisał mi podziękowania i wyraził nadzieję na dalszą współpracę. Docenił moja pracę, choć mam świadomość, że wykonanie nie było wówczas perfekcyjne. Dopiero praca nad kolejną partyturą uświadomiła mi, jakiej precyzji ta muzyka wymaga. Partytury Salvatore są bardzo szczgółowo zanotowane, ale nuty to nie wszystko. Bardzo ważna jest dynamika, zapisana niemal nad każdym dźwiękiem. Kiedy patrzy się na to pierwszy raz, trudno zrozumieć sens. Okazuje się jednak, że dynamika ma związek z interpretacją tekstu, z melodyką języka. Jeśli nie zrealizuje się wszystkiego, co w nutach, tekst staje się niezrozumiały. To samo dotyczy intonacji, choć muzyka Sciarrina, może przez częste stosowanie glissand, wydaje się jej pozbawiona. Uważam jednak, że nie jest „matematyczna”, te maleńkie, pozornie rozerwane odcinki trzeba bowiem nasycić emocjami. Przy „Mackbetcie” nie miałam tej świadomości, nie pracowałam przecież nad partią z kompozytorem. Praca nad kolejnym dziełem – operą „Da gelo a gelo”, kórej światowa prapremiera odbyła się w Schwetzingen w 2006 (koprodukcja Grand Théâtre de Genève i Opéra National de Paris) – wyglądała już zupełnie inaczej. Zarówno bezpośredni kontakt z Salvo oraz sposób, w jaki pracował z nami dyrygent Tito Ceccherini pozwoliły mi w pełni zrozumieć, jak tę muzykę wykonywać.
Salvatore zwrócił się do mnie i do Ottona Katzameiera z propozycją prawykonania dzieła, które – jak twierdził – komponował z myślą o nas. Otto jest jego ulubionym śpiewakiem, współpracowali już wcześniej. Ja na scenie spotkałam się z Katzameierem po raz pierwszy w „Da gelo a gelo”. W tej chwili stanowimy ulubiony tandem Sciarrina, występujemy razem w kilku jego operach. Pewne dlatego, że oboje bardzo lubimy tę muzykę i chcemy ją wykonywać jak najlepiej.
W muzyce Sciarrina wyczuwa się wszystkie jego współczesne inspiracje, ale w linii głosu jest i Rossini, i Monteverdi, i Vivaldi, i barok włoski, a nawet muzyka romatyczna, tylko trzeba to umieć znaleźć i śpiewać normalną techniką wokalną. Nie należy pozbawiać głosu jego dźwięczności i urody.

Czy to znaczy, że muzyka wokalna Sciarrina opiera się na doświadczeniach klasycznie wykształconego śpiewaka? A może Sciarrino stworzył jakąś własną oryginalną technikę emisji, która stawia przed śpiewakami nowe wyzwania?

Nie jest to żadne novum techniczne. Salvo nigdy czegoś podobnego nie mówił. Partie wokalne operują szeptem, oddechem i innymi efektami znanymi z muzyki XX i XXI wieku. Ale poza glissandami, zróżnicowaniem dynamiki oraz koniecznością dbania o to, by dźwiek nie był zanadto rozwibrowany, linia melodyczna opiera się na klasycznym belcanto. Ktoś powiedział, że muzykę Salvo mogą wykonywać tylko śpiewacy barokowi. Według mnie lepiej wykonają ją ci, którzy śpiewają Rossiniego, ponieważ technika koloraturowa jest bardzo przydatna. W partytrach Sciarrina często spotkać można długie (2-3-taktowe) dźwięki, rozwijające się od zupełnej ciszy, po których nastepuje piętnaście trzydziestodwójek. Śpiewak pozbawiony techniki koloraturowej będzie miał z tym problem. Dyscyplinę najtrudniej jest utrzymać śpiewakom romantycznym. Co ważne w przypadku muzyki Sciarrina – po wykonaniu jego opery mózg jest zmęczony, ale głos pozostaje świeży i w świetnej formie, gotowy wykonać operę jeszcze raz. Albo inną operę barokową lub romantyczną. Problemy z opanowaniem partii Sciarrinowskich nie dotyczą techniki wokalnej, tylko precyzji i koncentracji.

Kiedy już rozpoczeła pani współpracę z Salvatore Sciarrinem, jakie uwagi pani dawał? Co docenia w pani interpretacjach?

Salvo był na wielu próbach „Da gelo a gelo”, jednak niewiele mówił. Siedział tylko i bez przerwy notował coś w swoim „quaderno di strada” – rysował detal architektonczny, zapisywał pomysł muzyczny. I tylko czasami rzucał jakąś uwagę, zwykle dotyczącą barwy danej samogłoski, np.: „uważaj na to swoje sowiańskie ‘a’.” W językach słowiańskich samogłoska ‘a’ ma inny kolor, jest ciemniejsza i głębsza niż w języku włoskim. Tekst jest bardzo istotny w muzyce Sciarrina, kompozytor sam pisze libretta, dlatego oczekuje perfekcyjnego podania tego tekstu. By był on jak najbardziej zrozumiały i jak najbardziej włoski. Lubi natomiast, kiedy dodaję liryzmu we frazach w wysokiej tesyturze. Muzyka Sciarrina to jest teatr emocji. Kompozytor bardzo to docenia.
Śpiewałam niedawno w Rzymie na festiwalu Nuova Consonanza premierę utworu „L’altro giardino” na głos i zespół instrumentalny, podobny jak w „Infinito nero”. Utwór jest w dialekcie sycylijskim. Wszyscy pytali Salvo, dlaczego po sycylijsku śpiewa Polka?!? Siadaliśmy po próbach i korygowaliśmy dialekt sycylijski. Język jest dla niego bardzo ważny, tak samo jak poezja, architektura, konstrukcja. Wszystko to dobija się w jego dziełach.

Czy Sciarrino pozostawia duże pole do popisu dla wykonawy? Na ile jest otwarty na pani pomysły muzyczne?

Kiedy patrzy się na to, jak teatry operowe poważnie biora pod uwagę sugestie kompozytora co do obsady premier, nie wydaje się, żeby szczególnie lubił swobodę. Jeżeli śpiewak zrealizuje zapis, dynamikę, intonację , to Sciarrino jest zadowolony. Ale to zaledwie punkt wyjścia. Swoboda dotyczy koloru, emocji, czyli tego, co w każdej muzyce uznawane jest za indywidualną interpretację śpiewaka. Zdarza się, że Sciarrino po słuchaniu konkretnego wykonania akceptuje drobną zmianę w zapisie, jeśli poruszyło go ono emocjonalnie. Poddaje się wtedy piękny chwili.
Czy zdarza się pani czasem przekonywać go, że dana fraza mogłaby zostać inaczej, wygodniej ukształtowana? Czy kompozytor jest skłonny do korygowania partytury?
Nie wyobrażam sobie, że mogłabym coś takiego zrobić! Muzyka Sciarrina jest niezwykle przemyślana. Po premierze „Da gelo a gelo” zmienił kilka taktów, ale nie więcej. Zwykle się to nie zdarza.

A jak wygląda praca z Sciarrinem nad teatralną stroną jego oper? Kompozytor jest człowiekiem teatru – pracował najpierw jako reżyser świateł, potem dyrektor artystyczny Teatro Comunale di Bologna. Oprócz Rebeki Horn, spektakle z pani udziałem reżyserowały choreografki Trisha Brown i Reinhild Hoffmann. Czy Sciarrino ma swoje specyficzne gesty, kroki, które należą do jego języka scenicznego? Jak wyglądała współpraca kompozytora z reżyserkami?

Sciarrino stosuje zapis typu didaskalia. Nie notuje gestów, pozostawia to reżyserowi. Ze współpracą bywa różnie, zdarzały się karczemne awantury. „Mackbeth” zawiera określoną koncepcję sceniczną i Reinhild Hoffmann przejęła wiele z pomysłów Sciarrina. Kompozytor był tylko na jedynym spektaklu i bardzo go chwalił. „Da gelo a gelo” również zawiera didaskalia. Tym razem powstał konflikt między Salvatore i Trishą. Kompozytor wyobraził sobie przestrzeń podzielnoną pomiędzy bohaterów: kurtyzanę Izumi i księcia Atsumishi. Reszty dopełnić miała gra światłem. Trisha nie do końca ten układ zachowała. Ponieważ jest choreografką, wprowadziła ruch. Początkowo Sciarrino się wzbraniał, ale potem znaleźli wspólnie rozwiązanie i z efektu końcowego był bardzo zadowolony.
Natomiast na próby do salzburskiej premiery „Luci mie traditrici” w reżyserii Rebeki Horn Sciarrino przyjechał w ostatniej chwili. Ten spektakl ocenił najwyżej ze wszystkich.

Stała się pani specjalistą od Sciarrina, otrzymuje nawet pani propozycje poprowadzenia kursów interpretacji jego muzyki…

W ramach festiwalu Nuova Consonanza w Rzymie (grudzień 2009), którego bohaterem był Sciarrino, odbyła się otwarta próba przed prawykonaniem utworu „L’altro giardino” z moim udziałem. Ale to nie były kursy. Otrzymałam natomiast zaproszenie z Freiburga, by dać wykład o Sciarrinie. Niestety nie doszło to do skutku z powodu rozbierzności terminów.

Słyszałam, że Sciarrino komponuje teraz utwory z myślą o pani głosie!

Już „Da gelo a gelo” komponował z myślą o mnie i Ottonie Katzameierze. Że będziemy śpiewać w premierze w Schwetzingen, wiedzieliśmy jeszcze przed powstaniem partytury. Jednak Sciarrino nie znał wtedy możliwości mojego głosu, bo słyszał mnie tylko w „Mackbetcie”. W tej chwili zna mnie doskonale, wykonywałam wielokrotnie różne jego dzieła. Opera, którą obecnie komponuje na zamówienie teatru w Mannheimie – „Super flumina” – jest już pisana na mój głos. Wiele dysutowaliśmy na ten temat z kompozytorem. Salvatore zawsze podkreślał, że lubi liryczne fragmenty w moich wykonaniach i w tej partii ich nie brakuje. Przede wszystkim operuje ona pełnią skali. La Malaspina z „Luci mie traditrici” napisana jest na mezzosopran z wieloma fragmentami altowymi, Izumi z „Da gelo a gelo” raczej na sopran. Donna z „Super fluminy” wykorzystuje natomiast zarówno rejestr wysoki, jak i niski. Zapowiada się też na dużo trudniejszą niż La Malaspina.

Odniosła pani sukces jako wykonawczyni utworów żyjącego kompozytora. Współpracuje pani z najlepszymi zespołami nowej muzyki: Klangforum Wien, Algoritmo Ensemble, dyrygentami takimi, jak Beat Furrer, Marco Angius, Tito Ciccherini, barytonem Ottonem Katzameierem. Jaki jest pani osobisty stosunek do muzyki współczesnej?

Z zagranicy pojawiały się propozycje wykonań muzyki współczesnej, ale z różnych przyczyn nie doszły do skutku. W Polsce z kolei prawie ich nie otrzymuję, choć robię to zawsze z ogromną przyjemnością, zwłaszcza kiedy utwór jest oryginalny, operuje różnymi ciekawymi technikami i pomysłami. Może po prostu scena nowej muzyki w Polsce nie jest aż tak rozwinięta.
Jako muzyk, lubię być człowiekiem renesansu. Sciarrino też nie jest tylko kompozytorem, interesuje się sztuką, architekturą, a nawet geologią! Potrafi z pasją opowiadać o skałach! Ja też nie chciałabym ograniczać się do jednej epoki ani gatunku. Miałabym wtedy poczucie, że się nie rozwijam w pełni. Poza tym nie wyobrażam sobie muzyki bez kontekstu historycznego. Nie byłoby współczesnych kompozytorów bez Wagnera, Mozarta, Bacha, Händla, Monteverdiego. Nie mogłabym prawidłowo operować oddechem nie śpiewając Bacha. Nie mogłabym śpiewać Rossiniego, nie spróbowawszy wcześniej Händla…

A czy śpiewanie Sciarrina wpływa na pani interpretacje Mozarta czy Händla? Czy to jest raczej jednostkowe doświadczenie?

W moim przypadku ma to ogromne znaczenie. Żeby śpiewać muzykę Sciarrina pięknie, muszę podejść do niej bardzo technicznie. Precyzja artykulacyjna, dynamiczna, której ona wymaga, pozwala mi łatwiej poradzić sobie z muzyką wsześniejszą i w tym sensie wpływa na interpretacje innych dzieł.

Jaki jest Salvatore Sciarrino jako człowiek?

Potrafi być bardzo twardy, bardzo włoski, sycylijski, ale przede wszystkim jest to człowiek o śmiejących się oczach. Uwielbia smakować życie poprzez drobiazgi, które niosą ze sobą piękno. Zwraca uwagę na sztukę, na malarstwo, przede wszystkim architekturę, ale także na rośliny, zwierzęta. Ma swojego gościa, który codziennie odwiedza go w Città di Castello, gdzie mieszka. Ten gość to ptak, Sciarrino nazwał go Mackbeth. Zwierzał mi się raz, że kiedy nie przyleci, to mu się gorzej pracuje. Jest człowiekiem bardzo ciepłym, choć nie rzuca się z wdzięcznością na wszystkich wykonawców swojej muzyki. Natomiast kiedy stanie się coś pięknego, bardzo to docenia, widać to w jego oczach, w jego uśmiechu. Ale nie „wywnętrza się”. Nigdy nie rozmawia się z nim na temat, na który by się akurat chciało, bo zawsze pójdzie bokiem, albo zauważy coś pięknego, rozmowa ewoluuje w niewiadomym kierunku, co ma oczywiście urok. Tito Ciccherini opowiadał mi, jak Sciarrino pokazywał mu kolekcję kamieni, które gdzieć znalazł. Sciarrino jest człowiekiem, który smakuje życie w jego rozmaitych przejawach i potrafi się skupić na szczególe, który łatwo może umknąć. To nie jest człowiek zagoniony. Taka jest też jego muzyka.

źródło: Ruch Muzyczny

Advertisements

One comment

  1. Pingback: Rozmowy | Monika Pasiecznik

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s