Małe jest piękne

FB_20170820_22_29_00_Saved_Picture

Tegoroczne lato obfitowało w ciekawe festiwale i koncerty, spośród których szczególnie upodobałam sobie dwa niepozorne wydarzenia. W pierwszych dniach lipca dwudzieste urodziny świętował berliński Ensemble Mosaik, znany polskiej publiczności choćby z Warszawskiej Jesieni. Nie do wiary, że ta kierowana przez kompozytora i dyrygenta Enno Poppego grupa doskonałych muzyków gra razem od tylu lat! Estetycznie bliżej jej do najmłodszej generacji wykonawców, niż nobliwych ansambli pokroju Klangforum Wien czy Ensemble Intercontemporain. Choć pod względem jakości wykonawstwa w niczym nie ustępuje mistrzom, Ensemble Mosaik pozwala sobie na śmiałe eksperymenty z multimediami, buduje projekty wokół oryginalnych konceptów, otwiera się na muzykę debiutantów. Instrumentaliści chętnie przekraczają swoje standardowe kompetencje, wchodząc w role aktorskie, poszukując granic muzyczności. Może to właśnie jest recepta dla wszystkich wykonawców, jak zachować wieczną młodość?

Charakter zespołu oddawały dwa koncerty urodzinowe, zorganizowane w Acker Stadt Palast, który wbrew nazwie nie jest żadnym pałacem, lecz niewielkim klubem w berlińskiej dzielnicy Prenzlauer Berg. Bez żadnej pompy, lecz kameralnie, wręcz ekskluzywnie urodziny z zespołem świętowali jego przyjaciele, muzycy i słuchacze – w sumie nie więcej niż pięćdziesiąt osób, choć chętnych było znacznie więcej.

Program koncertów składał się z szeregu utworów na maksymalnie trzech wykonawców, co podyktowane było małą przestrzenią, pozwalało też pokazać się każdemu muzykowi. Pierwszy dzień obfitował w kompozycje performatywne, z użyciem obiektów, gestów, świateł i przezroczy. Był przy tym doskonałym przykładem tego, jak dowcipna może być nowa muzyka (co dla niektórych zabrzmi nieprawdopodobnie). Doskonałe, pełne humoru były kompozycje Ondřeja Adámka „Imademo”, Joanny Baile „Trams”, Kaja Duncana Davida „Some pieces for violin, keyboard and ligot” i „Collapsed” Pierre’a Jodłowskiego. Niektóre utwory powstały specjalnie dla muzyków Ensemble Mosaik, czy wręcz z ich udziałem, jak kompozycja Stefana Streicha i klarnecisty Christiana Vogla zatytułowana wymownie „Vogelstreich” i napisana z użyciem wielu specjalistycznych chwytów pozwalających generować mikrotonalne struktury. Jak kreatywni są muzycy Ensemble Mosaik, pokazały również ich własne kompozycje i improwizacje, jak choćby „TOL” wiolonczelisty Niklasa Seidla czy „allusion illusion delusion” pianisty (w tym wypadku grającego na syntezatorze) Ernsta Surberga i Karen Power (field recording). Nota bene ponad pięćdziesięcioletni dziś Surberg sam z powodzeniem eksperymentuje na urządzeniach elektronicznych, wciąż poszukuje nowych wyzwań, próbuje nowych instrumentów.

Drugi dzień był nieco spokojniejszy, a program wypełniły m.in. „2 pieces for clarinet and video” Johannesa Kreidlera, „Gyuf (Gift)” Lizy Lim, „Down” Johanna Svenssona, „Fell” Enno Poppego, „eyam III” Ann Cleare. Całość zakończyła improwizacja z udziałem m.in. Stefana Prinsa, oboisty Simona Strassera, perkusisty Rolanda Neffe i… tancerza Hironori Sugaty. Multimedialności przedsięwzięciu dodawali też artyści wizualni: duet Distruktur i Darri Lorenzem, którzy pokazali swoje wideo.

W przerwie między poszczególnymi setami oraz długo po obu koncertach solenizanci i ich goście biesiadowali, racząc się pysznymi przekąskami kuchni bliskowschodniej. Bardzo to było miłe i ciekawe – życzymy muzykom Ensemble Mosaik kolejnych dwudziestu lat na scenie!

Sierpień zaś stał pod znakiem Sokołowska i festiwalu muzyki eksperymentalnej Sanatorium dźwięku. Nieco inni artyści i nieco inna publiczność tłumniej niż w ubiegłym roku odwiedziła niewielką wioskę w Górach Suchych. W porównaniu z kameralnym, niemalże prywatnym koncertem Ensemble Mosaik, tu organizatorzy skonfrontowali się oblężeniem. Na wiele koncertów i odczytów trudno było się dostać, zaś kilkusetosobowa widownia KinoTeatru „Zdrowie” dosłownie pękała w szwach.

Program festiwalu zdominowały instalacje dźwiękowe, niektóre pod zbiorczym i wymownym tytułem „sanatoryt17”, wybrane przez austriackich artystów i kuratorów Klausa Filipa i Noida. Znalazły się wśród nich m.in. prace Ulli Rauter – wielki napis TACET, zawieszony na fasadzie byłego Sanatorium dra Brehmera, a dziś centrum wydarzeń artystycznych, zarządzanego przez organizującą festiwal fundację In Situ, oraz Christine Schörkhuber – rozwibrowane namioty z żądaniami adresowanymi do polityków, a odnoszącymi się, rzecz jasna, do kryzysu uchodźczego.

Jakoś tak się stało, że wyróżniała się świetlnoakustyczna instalacja autorstwa obu kuratorów („Photophon”) – zawieszone na suficie żarówki emitowały fale dźwiękowe, które można było odbierać dzięki specjalnym słuchawkom.

Osobno przedstawiona została instalacja Japonki Ryoko Akamy „Objects migration”, w której użyte zostały najprostsze elementy, takie jak kulki, sprężynki, elementy metalowe, butelki, dzwoneczki oraz silniczki wprawiające je w stan ruchu, a więc i dźwięczenia. Akama wystąpiła też na żywo z Gerardem Lebikiem, wykorzystując wspomniane elementy w muzycznym performansie, do którego Lebik dołożył zwisające spraye.

Duch lat 60. unosił się nad wieloma wydarzeniami w Sokołowsku. Wystąpiły gwiazdy złotych czasów awangardy, jak John Tilbury, Keith Rowe i Phill Niblock; na zakończenie festiwalu zespół złożony z wielu obecnych w Sokołowsku artystów interpretował partyturę Christiana Wolffa. Wystąpili także Marek Chołoniewski i Henryk Zastróżny. Ten ostatni jest artystą udźwiękawiającym filmy (tzw. foley). Wspólnie z Łukaszem Jastrubczakiem wykonał ścieżkę dźwiękową do nieistniejącego filmu, improwizując narrację przy pomocy fortepianu, pomarańczy i wielu innych rekwizytów. Słychać było galop koni i walkę na szable. Wystarczyło zamknąć oczy i film wyświetlał się sam, zwłaszcza że koncert odbył się we wspomnianym KinoTeatrze. Kino było też motywem słuchowiska Alfreda Costy Monteiro „Fragments of an Unfinished Tale (A Cinematic Story)”, które artysta zmontował ze ścieżek dźwiękowych licznych niszowych filmów, w tym wielu polskich, których tytuły były równolegle wyświetlane do muzyki.

W tym roku w Sokołowsku było tak wielu artystów, że nie sposób napisać o wszystkich. Wiele prac było efektem odbytej w Sokołowsku rezydencji, co siłą rzeczy wpisywało sztukę w kontekst miejsca. Z wydarzeń, które zostawiły w pamięci ślad wymieniłabym jeszcze występ Julii Eckhardt, która zagrała na skrzypcach kompozycję Elane Radigue zatytułowaną „Occam VI”, a polegająca na bardzo powolnym przeciąganiu smyczkiem po strunie i ledwie zauważalnym przesuwaniu go od mostka ku ślimakowi i z powrotem, dzięki czemu dźwięk i jego składowe nieustannie modulują.

Zarówno urodziny Ensemble Mosaik w Berlinie, jak i festiwal Sanatorium dźwięku w Sokołowsku cechowała atmosfera twórczej wymiany, a bezpośredni kontakt publiczności z artystami sprzyjał inspirującym rozmowom. Formuła, którą można określić „artyści zapraszają do swojego świata”, jest świadomym tworzeniem alternatywy wobec „przemysłu” kultury, profesjonalizacji i zarządzania nastawionego na maksymalny efekt. Ktoś powie, że to prywata. Na świecie odchodzi się tym czasem od rozbuchanych przedsięwzięć w stronę efemerycznych, za to autentycznych i wysoce kulturotwórczych inicjatyw. Oby było ich jak najwięcej!

źródło: „Odra” 10/2017

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s