GEORG FRIEDRICH HAAS & MOLLENA WILLIAMS

24HAASES-master768

Mikrotony i bondage

Kiedy na peronie berlińskiego U-Bahnu przypadkowo ujrzałam plakat zapowiadający koncert w filharmonii, w którego programie, obok II Symfonii B-dur op. 52 Felisa Mendelssohna Bartholdy’ego, były świeżutko skomponowane Drei Stücke für Mollena Georga Friedricha Haasa, osłupiałam. Czy zainteresowałabym się tym koncertem, gdyby nie pewne okoliczności? W tym samym czasie odbywał się inny koncert w ramach festiwalu MaerzMusik, na który miałam zarezerwowany bilet.

Może dałam się złapać na, jak twierdzą niektórzy, pewną starannie opracowaną strategię promocyjną, w którą osobiście nie wierzę. Może to temat raczej na kronikę towarzyską niż recenzję. Może należałoby skupić się wyłącznie na muzyce, abstrahując od kontekstu osobliwych wydarzeń w życiu prywatnym kompozytora. W tym przypadku jednak tytuł kompozycji sam prowokował.

Skoncentrowana na technikach kompozytorskich i pytaniach natury estetycznej społeczność kompozytorska nie eksponuje publicznie swych preferencji politycznych czy seksualnych. Trudno nawet mówić o ruchu gejowskim czy feministycznym na scenie nowej muzyki. Manifestacji przekonań czy spektakularnych coming outów nie spotykamy w obiegu festiwalowym ani koncertowym. Życie osobiste nie jest też w muzyce materią sztuki w takim stopniu, jak w filmie czy sztukach plastycznych, których twórcy chętnie czynią z własnych doświadczeń temat dzieł. Na scenie nowej muzyki, gdzie praktycznie brak jakichkolwiek ekscesów, historia 63-letniego Georga Friedricha Haasa jest tym bardziej niezwykła i z pewnością przejdzie do kroniki wydarzeń roku 2015. Pytanie, czy stanie się czymś więcej?

Sylwetki austriackiego kompozytora nie trzeba przedstawiać – to jeden z najbardziej wziętych i artystycznie spełnionych twórców. Georg Friedrich Haas na swą wysoką pozycję w świecie muzyki współczesnej zapracował poszukiwaniami w dziedzinie mikrotonowości, tworząc wyrazisty, rozpoznawalny język muzyczny, będący twórczym rozwinięciem z jednej strony spektralizmu, z drugiej muzyki mas dźwiękowych György’a Ligetiego.

W 2013 roku dostał profesurę na Columbia University w Nowym Jorku i przeniósł się do Stanów Zjednoczonych, gdzie zaczyna się cała historia. Poznał tam kobietę, z którą się ożenił. To 46-letnia Mollena Lee Williams – aktorka, pisarka i edukatorska seksualna specjalizująca się w tematyce BDSM, która sama o sobie mówi The Perverted Negress. Pani Williams-Haas ma medianą osobowość i niezwykłą charyzmę. Jest autorką kilku książek. O jednej z nich – The Toybag Guide to Playing Taboos (Greenery Press 2010) – czytamy: „Dla tych, którzy podniecają się przez dawanie lub otrzymywanie władzy, najgorętsze fantazje są często najmniej akceptowalne – odzwierciedlają historyczną opresję (nazism, niewolnictwo), zbrodnię (kazirodztwo, age play, gwałt) i inne nieakceptowane zachowania. Ponieważ te fantazje są głęboko piętnowane, należą do najbardziej ryzykownych, a ich realizacja jest wyzwaniem. Niemniej są możliwe i często dają ogromną satysfakcję. W swym przewodniku Mollena Williams, Murzynka, która czerpie przyjemność z gry rasizmem i niewolnictwem z odpowiednią osobą, wyjaśnia sposoby zabezpieczenia tych trudnych scen, by zapewnić emocjonalne i fizyczne bezpieczeństwo tego typu zachowań. W rozdziałach o grze z taboo seksualnymi jak age playing czy gwałt, taboo kulturowymi jak rasa i tożsamość, oraz taboo fizycznymi jak scat znajdziemy gruntowne i odpowiedzialne wprowadzenie do najdalszych rejonów BDSM”.

Związek państwa Haasów nie stałby się z pewnością tematem tego felietonu, nie byłby też tak szeroko dyskutowany w międzynarodowym środowisku muzycznym, gdyby nie swoisty ekshibicjonizm małżonków, którzy otwarcie mówią o swych doświadczeniach seksualnych oraz roli pana (Haas) i niewolnicy (Williams) między innymi na łamach „The New York Times”. Georg Friedrich Haas towarzyszy swej małżonce, wygłaszającej odczyty na temat seksu (m.in. na uniwersytetach Harvarda, Stanford czy Yale), w „festiwalach seksu” na całym świecie, zaś na YouTube można obejrzeć nagrania z ich wspólnych dyskusji z publicznością takich imprez. Na profilu facebookowym kompozytora znajdziemy wiele zdjęć ukazujących panią William-Haas w ekscentrycznych przebraniach, na przykład prowadzoną przez męża na smyczy podczas ulicznej parady BDSM w Nowym Jorku.

W niezwykle szczerym wywiadzie udzielonym internetowemu magazynowi o muzyce klasycznej „VAN”, Georg Friedrich Haas wyznał: „Nie potrzebuje już wstydzić się swoich skłonności, nie mam też problemu, by mówić o tym publicznie”. Wywiad jest zlustrowany zdjęciem małżonków, przy czym pani William-Haas eksponuje swe obfite, mocno już obwisłe nagie piersi. Mamy tu niewątpliwie do czynienia z coming outem – jak zauważają niektórzy, pierwszym takim w kompozytorskim środowisku.

Pamiętam Georga Friedricha Haasa z „Warszawskiej Jesieni” jako człowieka skrytego, by nie rzec zblokowanego. Dzisiaj ten mający za sobą trzy nieudane małżeństwa mężczyzna tryska radością i szczęściem. Podkreśla też, że relacja z Molleną zdecydowanie zwiększyła jego twórczą produktywność. Z pewnością przyczynia się do tego jej rola uległej, która – jak mówi sam Haas – pozwala mu zajmować się wyłącznie komponowaniem (w czym niektórzy widzą zwyczajne wygodnictwo i ironizują, że też chcieliby mieć taką niewolnicę, by móc w pełni oddać się pracy twórczej). Mając w pamięci właśnie to wyznanie, postanowiła sprawdzić, jak osobiste spełnienie wpływa na muzykę Georga Friedricha Haasa i, zapominając o MaerzMusik, wybrałam się 18 marca na koncert do Filharmonii Berlińskiej.

Drei Stücke für Mollena to utwór zamówiony przez RIAS Kammerchor i Münchener Kammerorchester, a sfinansowany ze środków Ernst von Siemens Musikstiftung. Premierę miał zaledwie dzień wcześniej w Monachium. Obsadę instrumentalną stanowi chór, orkiestra kameralna, którą w Berlinie pokierował Alexander Liebreich (znany nam skądinąd szef katowickiej NOSPR), oraz trójka solistów: soprany Letizia Scherrer i Isabel Jantschek oraz tenor Attalio Glaser. Trwająca około pół godziny kompozycja składała się z trzech części o znamiennych tytułach: Das Ende der Sehnsucht (Koniec tęsknoty), Harmonie (Harmonia) i Hochzeitsmarsch (Marsz weselny). „Oratoryjna” obsada przełożyła się wyraźnie na brzmienie muzyki.

W pierwszej części, przypominającej nieco Pendereckiego z lat 70., pełne patosu chóralne głosy splatały się z mikrotonowymi, sonorystycznymi, to znaczy eksponującymi skrajne rejestry i barwy współbrzmieniami instrumentów smyczkowych i dętych, kreując aurę nienasycenia, tytułowej tęsknoty środkami niemalże retorycznymi. Część druga operowała językiem typowym dla „starego dobrego Haasa”, znanym z jego wcześniejszych utworów. Tytułowa harmonia została zilustrowana przez nasycone współbrzmienie spektralne, oparte na dźwięcznej nucie pedałowej instrumentów dętych blaszanych i rozwijającej się w migotliwe brzmieniowe wachlarze, które w swych delikatnych odchyleniach mikrotonowych pięknie się iskrzyły. Podstawą dla trzeciej części był, zgodnie z tytułem, marszowy puls, który w miarę rozwoju kompozycji stopniowo przyspieszał, przemieniając się w puls taneczny i ujawniając coraz więcej elementów rodem z muzyki żydowskiej (para Haas-Williams wzięła ślub w takim obrządku).

Nie jestem przekonana, czy nowe dzieło Georga Friedricha Haasa dorównuje jego dotychczasowym, ambitnym poszukiwaniom muzycznym. Może po prostu trudniej jest napisać utwór o szczęściu? Ciekawa wydaje się jednak inna kwestia: jak ten coming out przełoży się na środowisko muzyki współczesnej, czy nowa muzyka przeżyje swoją rewolucję obyczajową? Historia Haasa uruchomiła lawinę komentarzy oraz dyskusję nad takimi zagadnieniami, jak m.in. charakter sceny nowej muzyki oraz jej samoświadomość jako „niegodnej” perwersji, nieobecność tematyki społecznej (jak choćby problemu mniejszości seksualnych) w nowej muzyce, promocja nowej muzyki w środowisku BDSM, mikrotony a bondage, wpływ wydarzeń z życia kompozytora na odbiór jego muzyki (czy słuchając Madrygałów Gesualda da Venosy zawsze myślimy o mordercy?)… Niezależnie od tego, czy nowa muzyka Georga Friedricha Haasa nam się podoba, czy nie, historia tego kompozytora rzuca światło na pewne miejsca zacienione. Wygląda na to, że scena nowej muzyki właśnie odkryła nowe tabu. Czy coś z tym zrobi, zobaczymy.

źródło: „Odra” 5/2016

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s