EUGENIUSZ RUDNIK

Radio to też muzyka

Przed kilkoma laty w czerwcu na dziedzińcu wrocławskiej Akademii Muzycznej w ramach dorocznej Letniej Nocy Muzyki Elektroakustycznej prezentowany był utwór Peregrynacje Pana Podchorążego albo Nadwiślańskie Żarna Eugeniusza Rudnika. Wielu z nas, studentów i ich kolegów, miało ochotę uciec, inni wymieniali między sobą porozumiewawcze spojrzenia i uśmieszki… Trwającą blisko godzinę kompozycję na taśmę, opatrzoną podtytułem „radiowa ballada dokumentalna”, tworzyły wplecione między elektroniczne brzmienia fragmenty Początku Andrzeja Szczypiorskiego oraz wierszy Tadeusza Różewicza i Wisławy Szymborskiej w interpretacji Franciszka Pieczki, Zbigniewa Zapasiewicza, Krzysztofa Gosztyły, Ireny Jun i Gustawa Lutkiewicza. Były tam fragmenty z pielgrzymki Jana Pawła II do Polski, kazania, muzyki góralskiej, żydowskiego kadiszu, pieśni wojennych, kompozycji Chopina… Martyrologiczno-patriotyczny klimat kompozycji Rudnika był wprost przytłaczający! Kiedy dziś sięgam po nagranie tego utworu, jak i innych podobnych, wydanych na czteropłytowym albumie przez Polskie Radio, słucham ich trochę inaczej. Nie dlatego, że jako warszawianka z wyboru, częściej myślę o Powstaniu Warszawskim. Raczej dlatego, że jako współpracowniczka Polskiego Radia, doceniam radiowy warsztat kompozytora.
Pierwsze prace Eugeniusza Rudnika – pioniera muzyki elektroakustycznej w Polsce, działającego w Studiu Eksperymentalnym Polskiego Radia od czasów jego założenia w 1957 roku – to kompozycje badające możliwości brzmień generowanych, abstrakcyjne konstrukcje, pozbawione jakichkolwiek treści semantycznych, dalece przetwarzające materiał wyjściowy. Jako wykształcony inżynier (nie kompozytor po Akademii Muzycznej!), Rudnik nie miał zahamowań przy pracy z taśmą, generatorem, filtrem i innymi tego typu urządzeniami. Dla muzyków były one tyle fascynujące, co napawające lękiem przed nieznanymi możliwościami nowej muzyki. Rudnik czuł te instrumenty i pomagał realizować pierwsze elektroniczne kompozycje m. in. Krzysztofowi Pendereckiemu, Włodzimierzowi Kotońskiemu, Bogusławowi Schaefferow i Andrzejowi Dobrowolskiemu. W ten sposób odbył nieformalne studia nowej muzyki, które pobudziły jego wyobraźnię dźwiękową i skłoniły do przedstawienia własnych prac. Posypały się nagrody na najbardziej prestiżowych konkursach muzyki elektroakustycznej, np. na istniejącym do dziś konkursie w Bourges we Francji. Dwie spośród czterech wspomnianych płyt zawierają wybór takich właśnie kompozycji, m. in. słynne Mobile, Dixi i Kolaż z przełomu lat 60. i 70.
Nowsze dzieła Rudnika to już zupełnie inna estetyka, to kolaże dźwiękowo-słowne, poematy reportażowe, dzieła z pogranicza muzyki i słuchowiska To par excellence sztuka radiowa, stworzona ze strzępów nagrań własnych i cudzych: niewykorzystanych fragmentów wywiadów, odrzuconych próbek elektronicznych, cytatów z utworów muzyki klasycznej, zarejestrowanych prywatnych rozmów podczas sesji nagraniowych. Ma tego mnóstwo, bo przez 40 lat skrupulatnie archiwizował wszystko, co powstawało w Studiu Eksperymentalnym Polskiego Radia. Materiały, o których nikt już nie pamięta przetwarza, zapętla, nakłada na siebie, tworząc wielowymiarowe kompozycje muzyczno-słowno-dokumentalne.
Sztuka radiowa nie ma niestety w Polsce żywej tradycji. Nie chodzi mi o teatr radiowy ani słuchowiska, których patronem jest Witold Hulewicz. Ani o forum prezentacji tego typu dzieł, czyli festiwal „Dwa Teatry” w Sopocie. Chodzi mi raczej o gatunki określane jako text-sound compositions, Hörspiel lub sound poetry. Ich twórcami są najczęściej kompozytorzy, reżyserzy dźwięku lub poeci, forma zaś balansuje na pograniczu kompozycji elektroakustycznej, teatru radiowego, reportażu, słuchowiska… To gatunki rozwijające się blisko radia jako instrumentu sztuki, nawiązujące do idei futurystów, sztuki performansu, przede wszystkim zaś korzystające ze środków muzyki elektroakustycznej. Gatunki, których ojcami i mistrzami są John Cage, Maurizio Kagel i Heiner Goebbels.
„Słuchowisko jako muzyka i muzyka jako słuchowisko” to idea, która jest tak stara, jak muzyka elektroakustyczna. Trudno się temu dziwić, skoro pierwsze europejskie studia powstawały przy radiofoniach. W powojennej Europie działało kilka ważnych ośrodków sztuki radiowej. Jednym z nich była Redakcja Słuchowisk Programu 3 Radia Zachodnioniemieckiego (WDR) w Kolonii, prowadzona przez Klausa Schöninga. Od 1955 roku po dziś dzień przyznawana jest w Niemczech nagroda Karla Szczuki w dziedzinie słuchowiska radiowego. Jej laureatami byli wybitni kompozytorzy, m. in. John Cage, Maurizio Kagel (dwukrotnie), Heiner Goebbels (trzykrotnie), Luc Ferrari, Pierre Henry. Osobne miejsce w historii słuchowisk zajmuje ośrodek Fylkingen w Szwecji. Od 1967 roku organizowano tam warsztaty twórcze, w których do udziału zapraszano kompozytorów, poetów, reportażystów… Owoce wspólnej pracy przedstawiano na Text-Sound Festivals oraz nagrywano na płytach. Niektóre dzieła przybierały charakter manifestacji estetycznych (przekraczanie granic gatunkowych, wzajemne oddziaływanie różnych surowców artystycznych), ale też manifestacji politycznych. Udział słowa w tego rodzaju kompozycjach pozwalał na dyskretną, wysublimowaną, ale dostatecznie czytelną deklarację ideową, jak to na przykład zrobił Åke Hodell w kompozycji Mr Smith in Rhodesia. To kolaż dźwiękowy, w którym zderzone zostały rasistowskie wypowiedzi premiera Rodezji Iana Smitha, szczekanie psa, seria z karabinu maszynowego oraz fragmenty czytanki dla małych Afrykańczyków („Mr Smith is a good white man. Mr Sit is our friend and father”). Nie obyło się bez politycznego skandalu, zwłaszcza, że Hodell zaangażował dzieci brytyjskich dyplomatów w Szwecji…
Polityczną, lewicową wymowę mają również słynne słuchowiska Heinera Goebbelsa, tworzone wspólnie z Heinerem Müllerem: Die Befreiung des Prometheus czy Wolokolamsker Chaussee. Nie inaczej postępował Maurizio Kagel, np. w słuchowisku Die Umkehrung America zajął stanowisko w sprawie zgładzenia kultury Indian. W dziełach Rudnika powracają przede wszystkim treści narodowo-patriotyczne, trauma wojny, wypędzenie i niedola internowanych (Diewuszka, wasze dokumienty, 1995), a także euforia związana z pontyfikatem Polaka. Przy czym ani Kagel, ani Goebels, ani Rudnik nie uprawiają doraźnej, płaskiej publicystyki, lecz tworzą wieloznaczne, formalnie wyrafinowane kompozycje słowno-muzyczne.
Eugeniusz Rudnik był i w Kolonii, i w Fylkingen, i w wielu innych ośrodkach, studiach i festiwalach. Jednak nie doczekał się następców. Wielka szkoda, że nie ma w Polsce kompozytorów, którzy chcieliby rozwijać ten nurt muzyki elektroakustycznej, że Studio Eksperymentalne Polskiego Radia zostało zamknięte, choć mogłoby funkcjonować jako laboratorium form muzyczno-radiowych, w którym spotykaliby się kompozytorzy, poeci, reportażyści, reżyserzy dźwięku. Wiek po powstaniu radia pierwotna artystyczna idea tego medium całkowicie zaginęła. Zastąpiła ją idea tuby informacyjnej, której rytm wyznaczają kolejne serwisy, doniesienia o warunkach drogowych, ostrzeżenia przed korkami, prognozy pogody… Nie istnieje w Polsce nurt sztuki radiowej o korzeniach awangardowo-muzycznych, żaden młody kompozytor nie uprawia dziś text-sound composition. Czy to znaczy, że gatunek jest martwy, że jego historia zamknięta i nie możliwa do podjęcia? Nie sądzę. Kiedy słucham pionierskich, osobnych słuchowisk Eugeniusza Rudnika, wydaje mi się, że jest wręcz przeciwnie.

źródło: „Odra” 5/2009

Reklamy

One comment

  1. Pingback: Felietony | Monika Pasiecznik

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s