Rytuał superformuły

0fc8b-395690_10150641100137835_74863922834_11148788_1562516805_n 580608_371360879574582_316971840_n

O KSIĄŻCE

Karlheinz Stockhausen należał do najbardziej kontrowersyjnych, fascynujących i wpływowych osobowości artystycznych XX wieku. Twierdził, że pochodzi z Syriusza, ma kontakty z Lucyferem, a zamach na WTC jest największym dziełem sztuki wszech czasów.

Niektórzy widzą w nim geniusza muzycznego, który niczym mnich poświęcił się swej sztuce. Inni – hochsztaplera z wyrachowaniem kreującego swój medialny wizerunek. Co kryje utrwalona na zdjęciach chmurna twarz kompozytora? Jakiego rodzaju doświadczenia, idee i pragnienia legły u podłoża jego utworów, np. kwartetu na smyczki i cztery śmigłowce?

Rytuał superformuły przez pryzmat tworzonego przez 26 lat, monumentalnego cyklu operowego LICHT ukazuje muzyczne, biograficzne i światopoglądowe źródła estetyki Stockhausena. To pierwsze w Polsce obszerne i zarazem przystępne ujęcie jego twórczości.

DANE KSIĄŻKI

Tytuł: Rytuał superformuły. Karlheinz Stockhausen: Licht. Die Sieben Tage der Woche
Autor: Monika Pasiecznik
poza serią
Kategoria: muzyka współczesna
Gatunek: esej
Projekt okładki: rzeczyobrazkowe.pl
ISBN 978-83-62467-39-6
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Format: 145 x 205
Liczba stronic: 320
Wydawnictwo Krytyki Politycznej
Miejsce i data wydania: Warszawa 2011

Cena: 39,90 zł
Książka dostępna od 2.02.2012

Książka wydana przy wsparciu Fundacji Siemensa.

 

RECENZJE

Monika Pasiecznik odniosła sukces, a jej wywód, mimo przytłaczającej ilości i ciężaru opisywanego materiału, nie ma potencjału odstraszającego. Nie popada też w encyklopedyzm ani naukową narrację dla garstki wtajemniczonych. Narracja całej książki poprowadzona jest z gracją; przejrzyście i analitycznie prezentuje wątki, które zaprowadzą nas do Stockhausenowskiego centrum – Licht, cyklu siedmiu oper na siedem dni tygodnia. 

Filip Lech, dwutygodnik.com

~

Autorka odkrywa dla polskich czytelników i miłośników muzyki (nie tylko poważnej) twórczość jednego z najsłynniejszych kompozytorów drugiej połowy XX w. Opisując opus magnum artysty, cykl siedmiu oper Licht, krytyczka prezentuje nam biografię kompozytora, ale opowieść o jego życiu to nie wszystko. Wertując kolejne rozdziały, nie tylko odkrywamy związki Stockhausena z muzyką popularną, lecz także poznajmy jego stosunek do sztuk wizualnych czy nawet religii. Lektura jest wymagająca, ale udowadnia, że nie trzeba być znawcą muzykologii, żeby wejść w świat muzyki poważnej, ba!, zostać w nim na dłużej. Chcecie zrozumieć elektro? Poznajcie Stockhausena.

Alek Hudzik, „Aktivist”

~

Polscy zwolennicy i krytycy Stockhausena byli do niedawna skazani na powierzchowne, a często sprzeczne przekazy. Dlatego Rytuał superformuły może się stać na długie lata pozycją obowiązkową dla wszystkich odbiorców nowoczesnej muzyki oraz kultury w ogóle.

Michał Mendyk, „Przekrój”

~

Idąc za sposobem myślenia Stockhausena, Pasiecznik wpisuje w superformułę całe życie i nader obfity, bo liczący trzysta siedemdziesiąt kompozycji dorobek zmarłego w 2007 roku artysty. Z zadaniem, którego rozmach przyprawić może o ból głowy, poradziła sobie znakomicie: monografią rządzi żelazna logika analitycznej rozprawy, co jednak nie wyklucza subiektywnego tonu, stawiania pytań, na które nie ma odpowiedzi, wreszcie poczucia humoru. (…) Ogromna wiedza autorki z zakresu historii i – zwłaszcza – teorii muzyki, zastosowana do analizowania tak trudnego tematu, nie sprawia, na szczęście, że otrzymaliśmy książkę, którą zrozumie tylko doktorant muzykologii czy student kompozycji. Wręcz przeciwnie – Pasiecznik pisze klarownie, cierpliwie tłumacząc wszystkie trudniejsze terminy i ilustrując je przystępnymi przykładami, sugestywnie oddaje słowem barwę i dynamikę Stockhausenowskich dźwięków, bardzo plastycznie, żywo i dowcipnie opisuje szalone pomysły inscenizacyjne kompozytora, ze swobodą poruszając się w świecie kontekstów filozoficznych i teologicznych, literatury, sztuk wizualnych i performatywnych.

(…) Pomimo skomplikowania niektórych rozdziałów, książka Pasiecznik może być więc doskonałym wprowadzeniem w świat muzyki współczesnej. Łatwo zarazić się fascynacją autorki, która nie ukrywa, że odkrycie muzyki Stockhausena było dla niej przełomowym doświadczeniem.

 Anna R. Burzyńska, „Didaskalia. Gazeta teatralna” 109-110/2012

~

To, że książka została opublikowana w wydawnictwie, które gwarantuje jej możliwość dotarcia do szerszego niż tylko muzykologiczny kręgu odbiorców, daje nadzieję, że Monice Pasiecznik uda się wprowadzić do polskiego dyskursu kulturalnego istotne, i niewątpliwie nie dość obecne, treści. (…) Mamy tu do czynienia z publikacją z wielu względów ważną. Sprzyja temu z pewnością znakomity styl, niezwykle rzeczowy i precyzyjny, ogromna wiedza na temat twórczości Stockhausena, najwyższe kompetencje techniczno-muzyczne i szerokie horyzonty historyczno-estetyczne niejednokrotnie pozwalające odnieść się z pożytkiem dla całości do innych dyscyplin nauki i wiedzy.  

Paweł Krzaczkowski, „Odra” 6/2012

 ~

Autorka możliwie starannie i barwnie odmalowuje świat septologii. Każdy moduł jest po kolei omówiony, także w alternatywnych wariantach, co może niekiedy nużyć wyliczanką niemieckich tytułów, ale taka jest natura tego tematu. W tym miejscu trzeba odnotować zwięzłość języka Moniki Pasiecznik – krótkie zdania, precyzyjne opisy – co jakiś czas przerywane, na szczęście, szczerym zachwytem albo trafnym skojarzeniem. Stąd dygresje m.in. o popowych nawiązaniach i muzyce alternatywnej albo o humorze i naiwności Stockhausena. Najważniejsze jednak, że po lekturze tych 300 stron można wyrobić sobie obraz całego cyklu, jego budowy i akcji.

Jan Topolski, „Beethoven Magazine” 15/2012

~

Jak jednak ma się ta panorama bardzo własnych i odrębnych wizji połączenia muzyki ze sceną (by ograniczyć się do tych dwóch „układających się stron”) do dzieła Stockhausena? Można wydobywać jakieś wspólne, bardzo szczegółowe wątki, jako jakieś ewentualne analogie, jakieś chwilowe punkty styczne – ale chyba nic ponadto. Bo nie ma teraz jakiegoś – choćby mocno ogólnego – wspólnego mianownika dla tego wszystkiego, co siłą przyzwyczajenia nazywamy operą. Zgoła czym innym jest Dziewczynka z zapałkami Lachenmanna i De Materie Andriessena, czym innym Marco Polo Viviera i Śmierć Klinghofera Adamsa – i tak dalej. Ale – tu jeszcze można pewne wyodrębnione dzieła i ich wyselekcjonowane właściwości grupować w podrozdziały owej „opery dziś”. Dzieło Karlheinza Stockhausena umyka poza ten jakoś-jakoś wspólny-niewspólny obszar, jako osobna galaktyka, konstelacja sama dla siebie, tak silnie idiolektyczna, że aż nie pozostawiająca miejsca na jakiekolwiek istotniejsze przestrzenie, które byłyby wspólne z twórczością innych kompozytorów. Tłumaczy się sama sobą, ma wspólny mianownik zarezerwowany wyłącznie dla siebie. Jest wybitnym zjawiskiem historii ćwierćwiecza muzyki, jest zjawiskiem, które niewątpliwie będzie intrygowało przez szereg lat (zwłaszcza, gdy powstanie miejsce stałych przedstawień całej heptalogii, o co zabiegi się rozpoczęły), jest biblioteką około 200 osobnych utworów, z których wiele zapewne wejdzie do repertuarów koncertowych, nawet nie tylko festiwalowych. Wygląda jednak, jakby owa całość spadła na historię muzyki niczym meteor, jak ciało obce. I w niej ugrzęzło.

Andrzej Chłopecki, „Ruch Muzyczny” 20/2012

~

Monika Pasiecznik w XXI wieku przekonuje nas, że obawy są niesłuszne. Jej samej zrozumienie cyklu Licht zajęło kilka lat, z czego zwierza się czytelnikom we Wstępie. Dziś dzieli się tym rozumieniem w bardzo sprawnie napisanej książce,
która imponuje głęboką znajomością muzyki i filozofii Stockhausena. Praca Pasiecznik wypełnia lukę w polskiej literaturze muzykologicznej, bo nikt wcześniej nie napisał o Stockausenie tak rzetelnie i na dodatek z pasją. Słuchacze zyskują więc szansę poznania geniusza, szaleńca i dziwaka, którego monumentalne dzieło było wielkim artystycznym wydarzeniem XX wieku.

Anna Chęćka-Gotkowicz, „Miscellanea Anthropologica et Sociologica” 14(1)/2013

~

Wiedza nigdy nie zadowala nas, jak własny domysł, jest płaska jak stół kuchenny, na którym kucharka stawia zupę. Nie robię tu zresztą żadnych przytyków pani Pasiecznik, która powstrzymuje się od całościowej interpretacji, raczej daje wskazówki, odsyła do źródeł, nakreśla konteksty, robi to kompetentnie i z gracją.

Adam Wiedemann, „Bliza” 1/2012

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s