MIKOŁAJ LASKOWSKI

16fefb02-cdd9-40ee-837e-42e1aabc650f

W oparach postinternetu

„Ostatnio komponuję głównie za pomocą YouYube’a, SoundClouda, serwisów z darmowymi samplami, stron opisujących rozszerzone techniki wykonawcze i niekonwencjonalne metody terapeutyczne. Poza samym sposobem doświadczania Internetu bardzo jara mnie estetyka, która się w nim rozwija i która w jego ramach najlepiej funkcjonuje. W zasadzie jestem kompozytorem samplingowym, a ostatnio vaporwave’owym – zajmuje się głównie zjawiskiem nostalgii za latami 90., epoką przejścia pomiędzy mediami analogowymi a cyfrowymi, estetyką New Age’u, muzyki relaksacyjnej, power dance’u (polska odmiana eurodance), jingli dystrybutorów kaset VHS, mocno skompresowanych plików mp3, dźwięków systemu Windows i programu PowerPoint, soundtracków z pierwszych polskich reklam, pierwszych zastosowań autotune’a. Szukam podobnej jakości dźwięku w ramach instrumentów, filtruję je przez pedały gitarowe czy autotune albo traktuję jak żywe samplery. Szukam też narracji, która byłaby w stanie odtworzyć stan ciągłego streamowania i przeskakiwania pomiędzy wątkami”.

Mikołaj Laskowski

W 2015 roku Londyński Festiwal Musiki Współczesnej (lcmf) zorganizował koncert poświęcony muzyce postinternetowej. W programie znalazły się kompozycje m.in. Jennifer Walshe, Neele Hülcker i Brigitty Muntendorf. Zjawisko postinternetowości, dobrze już zdefiniowane na gruncie sztuk wizualnych, w muzyce artystycznej wydaje się stosunkowo mało znane. Co prawda twórczość artystów spod znaku PC Music i vapourwave nazywana jest „muzyką postinternetową”, niemniej określenie to nie zostało jak dotąd przechwycone przez dyskurs klasycznej awangardy. Zwróciły na to uwagę dwie orędowniczki zjawiska, Holly Herndon i Jennifer Walshe, i utworzyły nawet specjalne archiwum poświęcone muzyce postinternetowej, zachęcając artystów i teoretyków, by zasilali je swoimi utworami muzycznymi i tekstami krytycznymi.

Do ich archiwum mogłyby, jak sądzę, trafić ostatnie utwory Mikołaja Laskowskiego, kompozytora ur. w 1988 roku Gdyni, wykształconego we Wrocławiu i Hadze, a obecnie mieszkającego w Berlinie. Mam tu na myśli kompozycje powstałe na przestrzeni dwóch ostatnich lat, przede wszystkim „Deep Relaxation” (2016) i „Ach, Pocierać Woskową Buddę” (2015). Impulsem było spotkanie z Jennifer Walshe, do którego doszło w lecie 2015 roku na kursach muzycznych w Ostravie. Jak przyznaje Mikołaj Laskowski, był to dla niego moment ważny, by nie rzec przełomowy. A jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że zalążki myślenia postinternetowego tkwią także we wcześniejszych projektach tego twórcy.

„Deep Relaxation” z 2016 roku funkcjonuje w dwóch niezależnych wersjach: „Deep Relaxation Vol. 1: Accordion & Viola DNA Delete Mode” – na akordeon, altówkę lub skrzypce, elektronikę i wideo oraz „Deep Relaxation Vol. 2: Accordions & Electronics Causing Situations and Preventing Change” – na dwa akordeony i elektronikę. Prawykonanie Vol. 2 odbyło się w muzeum rzeźby Królikarnia w Warszawie w ramach cyklu „W brzasku”. Kompozycje są częścią większego zamierzenia artystycznego, zaplanowanego na kolejne lata, którego inspiracją jest New Age, muzyka relaksacyjna i niekonwencjonalne metody terapeutyczne.

W warstwie elektronicznej słychać charakterystyczny podkład dźwiękowy, miękkie brzmienia chilloutowe mieszają się ze śpiewami ptaków, szumem morza i odgłosami natury. Na koniec głos kobiecy zachęca słuchaczy, by się „głęboko odprężyli” i „poczuli radość życia”. Mieszaninę retro-kiczowatych brzmień uzupełniają pojedyncze dźwięki akordeonów, dyskretnie rozszerzające spektrum harmoniczne kompozycji.

Jej tytuł brzmi dość prowokacyjnie w kontekście awangardy muzycznej, której celem było raczej wstrząsnąć słuchaczem niż sprawić, by się zrelaksował. Tymczasem w muzyce Laskowskiego – którą próbujemy przecież w ten kontekst wpisać – ironia i nostalgia, elektroniczny kicz i wyrafinowane brzmienia instrumentalne, wszechobecny sampling i internetowa plądrofonia łączą się z prześmiewczymi odwołaniami do estetyki New Age. Jak pamiętamy, kultura ta wyrosła z przekonania, że ludzkość, pogrążona w głębokim kryzysie, znajduje się w punkcie zwrotnym pomiędzy dwiema epokami. Czy to nie sytuacja współczesnej muzyki, zawieszonej między tradycją żywej wciąż awangardy postlachenmannowskiej i nowego doświadczenia pokoleniowego, jakim jest rewolucja cyfrowa i Internet? Muzyka Mikołaja Laskowskiego jest odbiciem schizofrenicznej świadomości jego pokolenia.

Twórczą parodię New Age w połączeniu z afirmacją Internetu znajdziemy także w kompozycji „Ach, Pocierać Woskową Buddę” (2015) na dwa samplery, fortepian, perkusję i głośniki wibracyjne. Role muzyków są niestandardowe: podczas gdy pierwszy pianista gra na strunach fortepianu, drugi ma do dyspozycji tylko sampler. Podobnie z perkusistami: pierwszy gra na werblu, drugi na samplerze. Surowej, ograniczonej do elementarnych brzmień jazgotliwej muzyce instrumentalnej towarzyszy warstwa elektroniczna oparta na samplach o rozmaitej proweniencji. Są tu dźwięki zaczerpnięte z darmowego programu do aranżacji Fruity Loops oraz z openingów do kaset VHS. Laskowski stworzył ponadto na SoundCloudzie swego awatara, który szybko zyskał „followerów”, zainteresowanych udostępnionymi przez niego nagraniami, sporządzonymi ze wspomnianych powyżej materiałów dźwiękowych, a także ich własnych (czyli followerów) dźwięków.

Internet funkcjonuje w tej kompozycji jako społecznościowy generator materiału dźwiękowego. Zamiast klasycznej plądrofonii mamy zapętlony wirtualny remiks. Dźwięki można nie tylko komuś ukraść i przetworzyć, można je podsunąć innym, by następnie wykorzystać efekty ich pracy we własnej kompozycji.

Szorstka dźwiękowość utworu „Ach, Pocierać Woskową Buddę” ewokuje skojarzenia ze śpiewem gardłowym mnichów tybetańskich. Wrażenie to jest osiągane przez przeciąganie strun fortepianu taśmą magnetyczną. Chwyt niby znajomy, jednak w twórczości Laskowskiego taśma, powracająca zresztą w wielu innych kompozycjach, jak choćby „Atlantis & ***” i „Deep Relaxation Vol.1”, nie jest neutralnym narzędziem służącym wyłącznie do preparacji instrumentu. Taśma, zwłaszcza w formie kasety, jest źródłem bardzo specyficznych emocji. Pocieranie instrumentu taśmą lub kasetą to nie tyle chęć zniekształcenia jego dźwięku. To raczej fetyszyzm, próba wywołania u słuchacza gęsiej skórki, jaką dostają amatorzy ASMR (istnieją zresztą filmiki, których autorzy pocierają, opukują palcami, dotykają kasety magnetofonowe).

Z drugiej strony kaseta to nośnik kulturowej świadomości. W sytuacji stopniowego wyhamowania rozwoju technologii do gry powracają dawne instrumenty, bogatsze o swą historię, twórca zaś ma wybór. W muzyce postinternetowej zarówno Max/MSP, jak kaseta magnetofonowa ma równe szanse zostać twórczo wykorzystana do powiedzenia czegoś istotnego, a komponowanie może odbywać się wbrew medium i jego rozwojowi. Na tej zasadzie kasetami magnetofonowymi operuje sultan hagavik. Założony wraz z Jackiem Sotomskim w 2011 roku duet stał się znany dzięki wykorzystaniu magnetofonów kasetowych w roli instrumentów muzycznych. W maskach i cekinowych ubraniach, w otoczeniu kwiatów doniczkowych i z nieodłączną głową manekina, sultan hagavik prezentuje schizofreniczne, dadaistyczne sety muzyczne oparte na miksowanych na żywo dźwiękach o rozmaitym pochodzeniu. Chociaż żaden z nich nie myślał o nim jak o działaniu „głównonurtowym”, projekt zwrócił uwagę słuchaczy, nim Laskowski i Sotomski zaistnieli w świadomości odbiorców dzięki ich własnej muzyce komponowanej. Wykształceni klasycznie kompozytorzy, którym za wzór stawiano Lutosławskiego, początkowo nie doceniali znaczenia sultana hagavika i traktowali go jako odskocznię od „poważnej” kompozycji. Dla Laskowskiego brak połączenia między dwoma nurtami stawał się jednak coraz większym problemem – w miarę jak zauważył, że sultan hagavik wpływa na jego sposób myślenia o kompozycji w ogóle. Rozmowa z Jennifer Walshe pozwoliła mu ostatecznie przezwyciężyć wątpliwości, mianowicie uświadomiła, że nie istnieje żadna jakościowa różnica między kwartetem smyczkowym i live actem w stylu sultana hagavika, a przerysowana estetyka duetu jest wartością samą w sobie, która wiele mówi o współczesnym świecie. Obecnie duet rozszerza środki, występując również pod innymi nazwami (ostatnio Atelier Compozytorskie KOMPOPOLEX), sięgając nie tylko po magnetofony kasetowe, ale też samplery i pady, czerpiąc z dobrodziejstwa przepastnych archiwów cyfrowych, aranżując upiorne utwory w estetyce przerysowania i nadmiaru, jak choćby „Kino DWF” (2015) na fortepian cyfrowy, perkusję i elektronikę (muzyka do animacji).

Mimo intensywnej pracy w środowisku internetowym, Mikołaj Laskowski nie do końca czuje się jednak kompozytorem muzyki postinternetowej: „Postinternet jest szczególnym przypadkiem konceptualizmu, korzystającym z bardzo specyficznej estetyki i wrażliwości. Bycie kompozytorem postinternetowym zakładałoby zajmowanie się głównie szeroko pojętą problematyką wpływu Internetu na społeczeństwo, kulturę i estetykę. Za pomocą narzędzi, które niekoniecznie są czysto muzyczne. W ogóle mam wrażenie, że muzyka postinternetowa jest naprawdę postinternetowa dopiero wtedy, kiedy przestaje być tylko muzyką, a staje się czymś na granicy performansu, sztuki wideo i sound artu, wykorzystuje różne media w dość zrównoważony sposób. Tak, jak w „The Total Mountain” Jennifer Walshe (która nie jest do końca kompozytorką postinternetową, ostatnio używa raczej pojęcia „The New Discipline”). W ten sposób zbliżamy się jakoś do tego, w jaki sposób funkcjonujemy w Internecie i jak go doświadczamy”.

Jeśli muzykę postinternetową zdefiniujemy jako konceptualną, performatywną oraz inter- czy transmedialną, to rzeczywiście utwory Mikołaja Laskowskiego mogą się wydać ascetycznie muzyczne, skoncentrowane na kompozycji dźwiękowej, w których audytywny przebieg odgrywa zasadniczą rolę. Kompozytor raczej stroni od mediów wizualnych (wyjątkiem jest „Deep Relaxation Vol. 1” z wideo; film Krzysztofa Skoniecznego i Jacqueline Sobiszewski „Limbs of the Sun” z muzyką Laskowskiego to z kolei rodzaj krótkometrażowej filmowo-dźwiękowej impresji), nie interesuje się też konceptami. Tworzy autonomiczne narracje muzyczne, które nie maja ambicji zgłębiania społecznego efektu nowych mediów. A jednak związki z muzyką postinternetową wydaja się ewidentne.

Mikołaj Laskowski jest nie tylko biegły w nowych mediach, jak na cyfrowego tubylca muzyki przystało. Jest także „Internet-aware”. Komponując, symuluje sposoby użytkowania Internetu, włącza do procesu kompozytorskiego anonimowych internautów, a także podkreśla swoją fascynację internetową estetyką nadmiaru. Wykorzystuje typową dla dzisiejszych czasów technologiczną anachroniczność. Jak na postinternetowca przystało, interesuje się przede wszystkim treścią oraz doświadczeniem Internetu, a nie samą technologią. Materiał muzyczny selekcjonuje wedle wzorców zbliżonych do tego, jak przeciętny użytkownik korzysta z Internetu, zazwyczaj w poszukiwaniu rozrywki.

Koncentrację Mikołaja Laskowskiego na dźwięku i kompozycji potwierdzają także wcześniejsze utwory, powstałe przed spotkaniem z Jennifer Walshe, które kompozytor klasyfikuje na SoundCloudzie przeważnie jako „#contemporary classical”. W kompozycjach tych uwagę zwracają skłonność do szorstkich, multifonicznych, bogatych w alikwoty brzmień instrumentów dętych oraz urozmaicona, starannie dopracowana narracja. To cecha zarówno „Tiger left me unsatisfied” (2014) na klarnet basowy, skrzypce, perkusję i organy Hammonda, jak i „Ach, Pocierać Woskową Buddę” czy „Atlantis & ***” (2015) na flet, klarnety basowy i kontrabasowy, harfę, perkusję i elektronikę, w którym to utworze fińska prasa usłyszała „echa Einstürzende Neubauten”. W sposobie operowania instrumentami słychać też niewątpliwie echa Szalonka oraz Billonego – kompozytorów, którzy eksplorują brzmienie. „Atlantis & ***” to niemal instrumentalno-elektroniczny „industrial”, jednak o dramaturgii zróżnicowanej, przełamywanej momentami wyciszenia, tajemniczymi, zaszumionymi współbrzmieniami fletów, przebitkami niewyraźnych, przytłumionych brzmień elektronicznych (które, jak na ironię, okazują się być zrobione z bardzo zwolnionego i obniżonego wstępu do piosenki „Jak lazur nieba” powerdance’owego zespołu Atlantis).

Niespełna trzydziestoletni dziś Mikołaj Laskowski jest na początku swojej drogi twórczej. Mimo to sporo już skomponował i przemyślał. Jako artysta wyczulony na kulturowe niuanse i chłonny nowych idei, potrafi przetworzyć je na muzykę, której przy okazji dobrze się słucha.

źródło: dwutygodnik.com

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s