Ad Libitum 2019

ad libitum

Energia płynie nie tylko kablami

Po wrześniowym maratonie festiwalowym (m.in. Warszawska Jesień i Sacrum Profanum) w październiku przychodzi czas na epilog. Jest nim międzynarodowy festiwal muzyki improwizowanej Ad Libitum, organizowany od czternastu lat przez Polską Radę Muzyczną pod kierownictwem Krzysztofa Knittla. Na przestrzeni ostatniej dekady festiwal przechodził liczne metamorfozy, zapraszał do współpracy rozmaitych kuratorów, którzy wnosili nowe pomysły i odświeżali formułę. Eksplorował m.in. pogranicza muzyki i tańca oraz swobodnej improwizacji i muzyki dawnej. Od 2013 współodpowiedzialny za program jest znany dziennikarz jazzowy Maciej Karłowski.

Tegoroczna edycja Ad Libitum (10-12 października) stała pod znakiem elektroniki. W ruch poszły syntezatory dźwięku, procesory, modulatory, laptopy, generatory brzmień elektronicznych, jednak zawsze w interakcji z instrumentami akustycznymi. W programie iskrzyła nie tylko energia elektryczna, ale i muzyczne fajerwerki. Napięcie rosło z każdym dniem.

Festiwal rozpoczął się od wspólnego występu pianistki jazzowej Katarzyny Dudy z Krzysztofem Knittlem i Markiem Chołoniewskim, kompozytorami i pionierami live electronics, weteranami krajowej sceny muzyki eksperymentalnej. O ile Duda pozostała przy swoim „analogowym” fortepianie, o tyle Knittel i Chołoniewski skupili się na instrumentach elektronicznych i interaktywnych. Było to spotkanie różnych estetyk i pokoleń: Knittel i Chołoniewski niczym alchemicy zatracali się momentami w swoich muzycznych laboratoriach, podczas gdy Duda, nastawiona do muzyki raczej konstruktywistycznie, przyglądała im się badawczo zza fortepianu, szukając odpowiedniego momentu, by wskoczyć w swobodnie meandrujący nurt dźwięków.

Bardzo ostrożnie, wręcz nieśmiało zagrał zespół festiwalowy w składzie: Teoniki Rożynek (elektronika, syntezatory), Żaneta Rydzewska (klarnet, elektronika), Aleksandra Kaca (fortepian, elektronika), Tomasz Gadecki (saksofony), Marcin Bożek (gitara basowa), Michał Gos (perkusja). Tradycją festiwalu jest inicjowanie nowych kolaboracji artystycznych i umożliwianie młodym muzykom sprawdzenia się w sytuacji improwizacyjnej. Tym razem organizatorzy zaprosili trzy młode, ale już rozpoznawalne kompozytorki i improwizatorki, świeżo upieczone absolwentki warszawskiego Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina, które zresztą występują razem w akustyczno-elektronicznym triu. Czy znalazły wspólny język z pozostałymi muzykami, scenicznie o wiele bardziej doświadczonymi? Muzyka błądziła między „podgrupami” tego płciowo i wiekowo idealnie zbalansowanego kolektywu, nie mogąc odnaleźć w sobie energii, która pchnęłaby ją do przodu.

Więcej odwagi i pomysłów mieli Thomas Lehn (syntezator analogowy) i Tiziana Bertoncini (skrzypce), którzy idealnie uzupełniali się w swej pełnej gwałtownych gestów neurotycznej improwizacji. Charyzmatyczny okazał się występ muzyków legendarnej grupy Musica Elettronica Viva, którą reprezentowali Frederik Rzewski (fortepian), Alvin Curran (instrumenty elektroniczne) i – na odległość, w videotransmisji – Richard Teitelbaum (moog, syntezatory analogowe). Artyści w sile wieku zachowali młodzieńcze poczucie humoru, skłonność do poszukiwań dźwiękowych i nowinek technologicznych, w czym prym wiódł Alvin Curran. O ile fortepianowa partia Rzewskiego była raczej symboliczna, a kompozytor nadrabiał grę dowcipnymi pytaniami i komentarzami, o tyle elektroniczna partia Currana zaskakiwała coraz to nowymi pomysłami. Muzyk zdawał się autentycznie zafascynowany możliwościami swego samplera i jak szalony przełączał rozmaite dźwięki. Było to spotkanie z gwiazdami – wydarzenie dla koneserów.

Podobny muzyczny reenactment miał miejsce ostatniego dnia w postaci występu Evan Parker Electro-Acoustic Ensemble w składzie: Evan Parker (saksofon sopranowy), Matt Wright (laptop i gramofony), Paul Lytton (perkusja), Richard Barrett (klawiatura samplująca), Paul Obermayer (klawiatura samplująca), Percy Pursglove (trąbka), Peter van Bergen (klarnety), Mark Nauseef (perkusja), Sten Sandell (fortepian, syntezator) i Adam Linson (kontrabas i elektronika). Występ tego zasłużonego i jakże rozbudowanego kolektywu improwizatorów (w sumie zespół liczy nawet osiemnastu członków) niewątpliwie dowiódł, że także kameralna orkiestra może grać z powodzeniem muzykę na żywo. Wszystko jest kwestią bogatego scenicznego doświadczenia i charyzmy tworzących ją muzyków, a także wieloletniego treningu we współpracy, której efektem jest umiejętność słuchania i reagowania na muzycznych partnerów. Nawet jeżeli Evan Parker Electro-Acoustic Ensemble grał nieco „w starym stylu”, to bez wątpienia na najwyższym poziomie i nie sposób byłoby artystom cokolwiek zarzucić. Ich występ był dla wielu słuchaczy kulminacją festiwalu. Trudno wyobrazić sobie lepszą puentę tegorocznej edycji Ad Libitum.

Dla mnie jednak najbardziej energetycznym wydarzeniem był koncert duetu Lucasa Niggliego (perkusja) i Andreasa Schaerera (głos, elektronika). Przede wszystkim sposób operowania głosem przez Schaerera różnił się od znanych mi gębofonicznych eksperymentów w duchu Phila Mintona. Schaerer nie tylko wydobywał z krtani nieartykułowane dźwięki, ale też śpiewał, beatboksował, samplował sam siebie, imitował brzmienia subbasowe, zapętlał i amplifikował wybrane efekty wokalne, a przy tym traktował mikrofon jako muzyczny instrument, który można preparować. Imponowała cielesna organiczność jego popisów – artysta przez cały czas niemal tańczył. We wszystkim, co robił, był niezwykle efektowny i elektryzujący. Jego muzyczny partner Lukas Nigelli niejako dostarczał mu prądu swą dynamiczna grą na perkusji, traktowanej przede wszystkim rytmicznie, mniej zaś sonorystycznie. Obaj muzycy okazali się doskonale zgrani, narracja poszczególnych utworów sprawiała wrażenie dobrze przemyślanej, można było wręcz zastanawiać się, gdzie przebiega granica między dobrze przygotowaną improwizacją i kompozycją.

Tegoroczna edycja festiwalu Ad Libitum była bardzo udana, o czym przesądziła dobra dramaturgia poszczególnych koncertów, jak i kolejnych festiwalowych dni, występy gwiazd i liczna publiczność, która po brzegi wypełniła salę Laboratorium Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie. Energia płynęła nie tylko kablami elektrycznym, ale i między ludźmi. Ostatniego dnia pojawiła się nawet grupa uczniów, którzy z zaciekawieniem wysłuchali występu Lucasa Niggliego i Andreasa Schaerera, zaś muzycy odwdzięczyli się, dedykując najmłodszym słuchaczom swój bis. Ciekawe, ilu z tych młodych ludzi pojawi się na koncertach za rok.

źródło: „Odra” 12/2019

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s