PIERRE JODLOWSKI

Pierre Jodlowski_0

Polska nie zmieniła mojej muzyki. Rozmowa z francusko-polskim kompozytorem Pierrem Jodlowskim

Monika Pasiecznik: Czy możesz opowiedzieć o swoich polskich korzeniach? Jak je odkryłeś?

Pierre Jodlowski: Mam polskie nazwisko po dziadkach, którzy wyemigrowali z Polski do Francji w latach dwudziestych ubiegłego wieku. Mój ojciec nie miał żadnych związków z Polską. Rodzina była biedna, dziadek zmarł, kiedy ojciec był małym chłopcem. Dla niego Polska praktycznie nie istniała. Mnie zaś kojarzyła się z dziwnym językiem, którego babka używała na Boże Narodzenie, a także z obrazami stanu wojennego, pokazywanymi we francuskiej telewizji.

Później, kiedy już byłem dojrzały, odkryciem stała się dla mnie twórczość Krzysztofa Kieślowskiego. Znałem oczywiście polską muzykę Lutosławskiego i Pendereckiego, jednak to film zrobił na mnie wielkie wrażenie.

Do Polski przyjechałem sześć lat temu na zaproszenie Elżbiety Sikory, która była wówczas dyrektorką artystyczną festiwalu Musica Electronica Nova. Zaproponowałem jej instalację, której realizacja wiązała się z dwutygodniowym pobytem w Polsce. Odwiedziłem wtedy cmentarz w Jarosławiu, na którym pochowani są moi krewni. Odkryłem niektórych żyjących członków mojej rodziny, o których nie wiedziałem; w czasie wojny wielu zostało zabitych, a sama rodzina uległa rozproszeniu. Odkryłem wreszcie kraj, który całkowicie różnił się od obrazów zachowanych w mojej pamięci: stanu wojennego i szarej rzeczywistości lat 80. i 90. pokazywanej przez Kieślowskiego. Zdałem sobie sprawę, że nosiłem całkowicie fałszywy obraz Polski. Zobaczyłem piękne miasto skąpane w słońcu, pełne turystów i uśmiechniętych ludzi. Odkryłem też, że Polska jest krajem o wiele bardziej przyjaznym muzyce niż Francja.

Jak to?

Na koncertach czuć prawdziwe zaangażowanie. Chopin jest w Polsce gwiazdą. W roku Lutosławskiego na lotnisku widziałem ogromne plakaty z jego wizerunkiem. We Francji nikt nie stawia pomników Debussy’emu czy Ravelowi, jak Polacy Chopinowi. We Francji na samej górze w hierarchii są pisarze.

Czy przyjazd do Polski zmienił coś w twojej muzyce? Jak doświadczasz polskiego pejzażu dźwiękowego?

Polska nie zmieniła mojej muzyki. Głęboko wierzę, że przemieszczanie się sprzyja pracy twórczej. Lubię być mobilny. Ale podróżuję, mówiąc metaforycznie, z moimi bagażami. W mojej pracy artystycznej jest ciągłość, mam obsesję na punkcie pewnych tematów i pracuję nad nimi od lat niezależnie od miejsca, w którym akurat przebywam. Oczywiście podróżowanie samo w sobie jest bardzo przyjemne i pozwala odkrywać różne miejsca. Nie powiedziałbym jednak, że Polska dała mi coś szczególnego; audiosfery Wrocławia i Tuluzy są moim zdaniem zbliżone. Nie powiedziałbym też, że przyjazd do Polski wniósł do mojej muzyki coś, czego w niej wcześniej nie było. Raczej, że pozwolił mi kontynuować moją pracę. Zmieniło się natomiast moje życie, gdyż związałem się z wrocławianką, która pracuje jako koordynatorka festiwalu Musica Electronica Nova. I zdecydowałem się osiedlić na stałe we Wrocławiu.

Zajmujesz się muzyką elektroakustyczną. Jak określiłbyś swoje zainteresowania w tej dziedzinie?

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że nie czuję się kompozytorem muzyki elektroakustycznej. Nigdy nie stworzyłem utworu czysto elektroakustycznego. Piszę utwory na instrumenty akustyczne z elektroniką. Na tym się faktycznie koncentruję. Jednym z najważniejszych dla mnie zagadnień artystycznych jest pytanie o reprezentację. O to, czym jest ciało na scenie. Nie lubię koncertów na same głośniki. Używam elektroniki jako środka definiującego przestrzeń, którą może być wirtualny instrument, albo akustyka pomieszczenia, albo muzyka w przestrzeni publicznej. Elektronika służy mi także do rozszerzania możliwości instrumentów akustycznych, co jest zbieżne z programem artystyczno-badawczym IRCAM-u, w którym pracowałem przez pewien czas. Ale to, co mnie najbardziej interesuje, to rytuał – taki choćby, jak w utworze Jani Christou „Anaparastasis III: The Pianist” (1968), który jest jednym z najważniejszych utworów, jaki kiedykolwiek odkryłem, i który naprawdę koresponduje z tym, czego sam poszukuję w muzyce. Kiedy więc używam świateł, wideo czy gestów, wynika to z mojego głębokiego przekonania, że reprezentacja na scenie w postaci tradycyjnej formy koncertu wyczerpała się. Wszystkie dostępne środki wykorzystuję w tym właśnie celu.

Często nawiązujesz w swoich utworach do filmów. Dlaczego?

Filmy są dla mnie bardzo ważne. Jednym z pierwszych utworów, jakie skomponowałem, była muzyka do filmu Eisensteina „Strajk”. Miałem wtedy 26 lat, dostałem zamówienie, które mnie przerażało, bowiem miałem do skomponowania półtorej godziny muzyki do filmowego arcydzieła. Zajęło mi to dwa lata. Przez pierwszy rok czytałem pisma Eisensteina, a także opracowania na temat jego twórczości. Jednym z najważniejszych okazał się tekst teoretyczny Eisensteina zatytułowany „Montaż atrakcji”. Wkrótce stał się on jednym z kluczowych tekstów dla mnie. Eisenstein opisuje w nim swoja metodę pracy ze zdjęciami filmowymi. Na przykład w filmie „Strajk” najdłuższe ujęcie ma zaledwie półtorej sekundy. Jego filmy to nieprzerwany montaż. Dzięki temu tekstowi zrozumiałem, jak sam pracuję, edytując materiał dźwiękowy. Odtąd pracuję z dźwiękiem na sposób filmowy.

Nieco później odkryłem dla siebie operę, choć nie tę klasyczną, której nie znoszę i która mnie nudzi (jednym z powodów jest niemożliwość zrozumienia tekstu, nie przepadam też za bel canto). Odkryłem jednak, że film „Czas apokalipsy” przypomina operę. Zacząłem analizować warstwy dialogowe i dźwiękowe w tym filmie, a także włączać do swoich kompozycji głos mówiący. Ta praktyka określiła moją estetykę.

Od 2019 będziesz dyrektorem artystycznym festiwalu Musica Electronica Nova we Wrocławiu. Jaki masz program?

We Francji stworzyłem festiwal Novelum, którym kierowałem siedemnaście lat. Mam więc doświadczenie nie tylko w dziedzinie programowania. Wiem, jak budżetować festiwal, jak szukać partnerów, budować relację z publicznością, z lokalną społecznością muzyczną, z kompozytorami. Jestem wdzięczny Elżbiecie Sikorze, że przekazała mi swoją funkcję.

Zamierzam ściślej współpracować z instytucją, która jest gospodarzem festiwalu, mianowicie Narodowym Forum Muzyki. Mam na myśli kwestię repertuaru. Wspomniany Jani Christou skomponował swój wspaniały utwór w roku 1968, co oznacza, że dziś ma on blisko pięćdziesiąt lat. Chciałbym móc powiedzieć, że to muzyka repertuarowa wykonywana w sezonie koncertowym. Niestety żadna filharmonia ani opera nie jest w stanie przyznać, że Xenakis czy Berio to klasyka. Poczytuję sobie za cel i wyzwanie zadbać o to, by Narodowe Forum Muzyki włączyło do repertuaru takie dzieła. Chciałbym, by powstał regularny cykl koncertów z muzyką współczesną, który pozwoliłby przygotować publiczność do festiwalu. To, co mówię, nie jest oczywiście ekscytujące z punktu widzenia muzyki. Chcę jednak podkreślić, że nie zamierzam poprzestać na festiwalu, lecz będę starał się zwiększyć udział nowej muzyki na koncertach repertuarowych. Będę współpracował w tej kwestii z Pawłem Hendrichem, nowym dyrektorem artystycznym Musica Polonica Nova.

Jeśli chodzi o program, moje pomysły są na razie ledwie w zarysie, ponieważ nie znam jeszcze szczegółów takich, jak budżet czy daty festiwalu. Chciałbym wprowadzić serię koncertów, które nazywam Private Room, poświęconych jednemu artyście. Koncerty monograficzne są naprawdę fantastyczne. Kiedy program koncertu tworzą cztery utwory różnych kompozytorów, zaczyna się porównywanie, który jest lepszy. Kiedy natomiast zaproponujemy jednemu kompozytorowi, by zagospodarował swoją muzyką godzinne wydarzenie, prawdopodobnie zadba o najmniejszy detal, dopracuje scenografię, wybierze najlepsze utwory. Wyobrażam sobie również, że w przedsięwzięcie zaangażowani byliby muzycy NFM, jakiś zespół zagraniczny i – powiedzmy – solista. Muzycy ci byliby niejako narzędziem w rękach kompozytora w jego Private Room.

Czy możesz podać nazwiska kompozytorów, których planujesz zaprosić do Wrocławia?

Jestem w kontakcie z Alexanderm Schubertem, chciałbym zaprosić Davida Birda. Mam też na oku kompozytorów z Hiszpanii i Szwecji… Nie chciałbym zdradzać zbyt wiele, ponieważ wszystko zależy od tego, jacy muzycy przyjadą do Wrocławia i z kim będzie można ich połączyć. Myślę, że od nazwisk ważniejszy jest koncept Private Rooms.

Zamierzam utrzymać pomysł zapraszania jednej gwiazdy – kompozytora-rezydenta. Myślę w tym kontekście o Heinerze Goebbelsie. Chcę zgłębiać temat reprezentacji i teatru muzycznego, które interesują mnie osobiście. Niech każdy koncert będzie wyjątkowym momentem. Koncert Postensemble na tegorocznym festiwalu Musica Electronica Nova uważam za udany, ponieważ umykał rutynie koncertowej, miał wyrazisty profil programowy. Kompozytorzy zaprzęgli do swych utworów gesty i obrazy. Przestrzeń klubu Uff była inna niż sterylne sale NFM. Dla wszystkich był to koncert ożywczy. I właśnie Heiner Goebbels jest mistrzem kreowania takich sytuacji.

Chciałbym też zacieśnić partnerstwo z Biennale Sztuki WRO. Myślę, że publiczność obu imprez doskonale się krzyżuje. Chciałbym zapoznać publiczność WRO z nową muzyką, która prawdopodobnie nie jest jej szczególnie bliska. Planuje też rozwiązać problem orkiestry. Świadomie używam słowa „rozwiązać”, ponieważ orkiestra jest rzeczywistym problemem. Typowe koncerty orkiestry nie działają, okazują się ponadto ogromnym obciążeniem dla muzyków, którzy nie są przyzwyczajeni w krótkim czasie przygotować kilka utworów różnych kompozytorów. Więcej szczegółów chciałbym jednak zachować dla siebie, ponieważ moje pomysły są bardzo ambitne i nie wiem, ile z nich uda mi się zrealizować.

Na ile edycji festiwalu podpisałeś kontrakt?

Tego jeszcze nie wiem. Minimum to trzy edycje. Ale może i maksimum? W 2023 będę po pięćdziesiątce i prawdopodobnie w innym momencie swego życia. Być może zacznę uczyć, dostaję coraz więcej takich propozycji. Dotąd nie uczyłem, ponieważ miałem wystarczająco dużo pracy przy komponowaniu. Uczenie wiąże się z ogromnym wysiłkiem i odpowiedzialnością. Ale być może będę wtedy mniej mobilny. Myślę jednak, że trzy edycje to minimum, by odcisnąć swoje piętno na festiwalu.

źródło: „Odra” 7-8/2017

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s