Z pustego w próżne

16508576_1634352176580661_7266093910443757919_n

Od czerwca 2017 roku przez kolejne dwa sezony warszawski Nowy Teatr, instytucja niezwykle przyjazna ambitnym przedsięwzięciom muzycznym, gości u siebie Chain Ensemble. Zespół utworzony i prowadzony przez Andrzeja Bauera, uznanego wiolonczelistę, a ostatnio również dyrygenta, debiutował w 2015 roku, o czym zresztą pisałam na tych łamach, gdyż był to debiut udany. Od tamtego czasu działająca pod patronatem Towarzystwa im. Witolda Lutosławskiego orkiestra smyczkowa rozszerzyła obsadę o pozostałe grupy instrumentów, przekształcając się w ansambl, który – jak czytamy na stronie internetowej – „koncentruje się na graniu nowej muzyki na najwyższym światowym poziomie”.

W kolejnych latach Chain zagra w Nowym Teatrze kilkanaście koncertów z muzyką wybitnych kompozytorów XX i XXI wieku. Współpracę, możliwą m.in. dzięki dotacji miasta stołecznego Warszawy, zainaugurowano koncertem z muzyką György’a Ligetiego, Francesca Filideiego, Raphaëla Cendo, Pawła Szymańskiego i Witolda Lutosławskiego. Program październikowego koncertu został osnuty wokół twórczości Samuela Becketta i zawierał utwory György’a Kurtàga, Agaty Zubel i Lutosławskiego.

W listopadzie Chain Ensemble wystąpił ponownie, tym razem na warsztat biorąc kompozycję „in vain” Georga Friedricha Haasa. Było to pierwsze w Polsce wykonanie tego trwającego godzinę utworu, nie bez przyczyny uznawanego za jedno z najwybitniejszych osiągnięć muzyki ostatnich kilkunastu lat.

Zacznijmy od samego Haasa, a właściwie jego kompozycji „in vain” z 2000 roku, przeznaczonej na 24 instrumenty i grę świateł. To najbardziej udane dzieło austriackiego kompozytora i – jak orzekli specjaliści z całego świata, biorący udział w głosowaniu zorganizowanym przez włoski magazyn muzyczny „Classical Voice”, którego wyniki też zresztą na tych łamach komentowałam – najważniejszy utwór XXI wieku (nie wdawajmy się tu w spór, czy rok 2000 należy do wieku XX czy XXI). Haas oczarował międzynarodową publiczność swoją niezwykle oryginalną interpretacją francuskiego spektralizmu, której fenomen polega chyba na połączeniu go z typową dla niemieckojęzycznego kręgu kulturowego zwięzłością formalną i rozwiniętą strukturą. W „in vain” Haas sublimuje cechy charakterystyczne swojej muzyki, niezwykle nasyconej, rządzącej się zasadą horror vacui, w której dźwięk praktycznie nie milknie, lecz nieustannie ewoluuje, przeobraża się i wibruje w mikrotonowych harmoniach. Tytuł utworu oznacza „na próżno” i faktycznie ów nadmiar dźwięku, ujęty w niekończące się progresje i pochody harmoniczne, przelewa się niczym z pustego w próżne. Nie bez powodu porównuje się język muzyczny Haasa do grafik Mauritsa Eschera (1898-1972), przedstawiających schody prowadzące do nikąd. Jakby samego dźwięku było mało, Haas dodał do muzyki światło. Dwa razy w ciągu godziny gaśnie ono całkowicie i muzycy grają w absolutnej ciemności; pojawia się też migający reflektor skierowany ku publiczności. Efekty te budują nastrój tajemniczego misterium.

To, że „in vain” Haasa nie był dotąd grany w Polsce, jest wielkim przeoczeniem, jeśli nie skandalem. Ta muzyka podoba się nie tylko specjalistom, ale i tak zwanej szerokiej publiczności. Niewielu kompozytorów operuje językiem zarazem wyrafinowanym i przystępnym. Należał do nich Stockhausen, niewątpliwie jest nim również Haas. Warszawski koncert to potwierdził – zgromadzone w sali Nowego Teatr kilkaset osób przyjęło wykonanie utworu niezwykle ciepło. Gromkie brawa potwierdziły również inną zasadę, a mianowicie, że wybitne utwory bronią się nawet w słabym wykonaniu.

Trudno bowiem warszawski koncert Chain Ensemble pod batutą Andrzeja Bauera uznać za szczególnie udany. Orkiestra czuła się niepewnie, a w wielu momentach grała wręcz nieśmiało. Brakowało tak ważnej w muzyce nowej precyzyjnej artykulacji i wyrazistej gestyki dźwiękowej. Brakowało też balansu brzmienia. Wiele partii instrumentalnych było niesłyszalnych (wiolonczele, fortepian, dęte drewniane, perkusja), co osłabiło zwłaszcza efekt narastającej kulminacji, zwieńczonej potężnymi (w tym wypadku aż nadto) uderzeniami w gongi. Oparte na spektralnej harmonii brzmienie było tu pozbawione podstawy, zaś sama kulminacja jakby nieprzygotowana. Nie pomogły wybijające się na pierwszy plan skrzypce, które zdawały się ciągnąć cały zespół jak lokomotywa wielotonowy skład z węglem. Przy tak niewyważonej dynamice i nierównym zaangażowaniu poszczególnych muzyków spektralne współbrzmienia nie mogły prawdziwie zadudnić.

Do nielicznych czarujących momentów zaliczyłabym ten przy drugi raz gasnącym świetle, kiedy poszczególne instrumenty grają tremolo w różnym tempie. Pulsujące w odmiennej częstotliwości brzmienia pięknie nakładały się na siebie i organicznie przenikały.

W ciągu ostatnich kilkunastu lat wykształciła się już pewna historia wykonawcza „in vain”, który grany był przez wszystkie renomowane i wschodzące zespoły nowej muzyki w Europie i na świecie. Nagranie płytowe Klangforum Wien z 2004 roku przestało być jedynym punktem odniesienia, a w internecie roi się od niezłych interpretacji, jak choćby bliżej nieznanego amerykańskiego Argento Ensemble z lutego 2017 roku; tego samego dnia, co koncert w Nowym Teatrze, „in vain” grany był w Buenos Aires. Poprzeczka wykonawcza systematycznie podnosi się i trudno traktować kompozycję Haasa jako utwór nieznany.

Czy jest zatem sens grać słabo „in vain”? Czy Chain Ensemble ma szansę dorównać innych zespołom? Wybitne dziedzictwo kultury powinno być obecne w Polsce i Chain ma w tym swoją rolę do odegrania. Nasi muzycy nie są gorsi od innych, być może dałoby się lepiej zorganizować ich pracę? Chain specjalizuje się w nowej muzyce, ale do każdego koncertu zapraszani są inni wykonawcy – wybitni polscy wirtuozi, nie zawsze związani z nową muzyką, wedle zasady, że wybity muzyk zagra dobrze w każdym stylu. Prawda to tylko częściowa, bowiem współczesność wymaga specyficznych środków wykonawczych, całkiem innego podejścia do muzyki, które kształci się latami, także pracując w gronie tych samych ludzi. Na koncercie listopadowym skład orkiestry opierał się wprawdzie na wielu doświadczonych wykonawcach muzyki współczesnej, jednak w takiej konfiguracji grali oni razem po raz pierwszy.

Mimo zastrzeżeń, listopadowy koncert w Nowym Tetrze był ważny i należy go zapamiętać jako pierwszą w Polsce próbę zmierzenia się z tym jakże wspaniałym utworem. Oby nie ostatnią! Niech zachętą do dalszej, może odrobinę bardziej ofiarnej i strategicznie przemyślanej pracy będzie reakcja publiczności, która koncert Chain Ensemble przyjęła owacyjnie.

źródło: „Odra” 1/2018

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s