OLGA NEUWIRTH

Dziewczynka, która biega po łąkach i lasach

Często bywa Pani określana jako jedna z najważniejszych i najbardziej interesujących postaci wśród kompozytorów młodego pokolenia. Pani muzyka przyjmowana jest z zachwytem. Jak enfant terrible czuje się w takiej sytuacji?

Przyjmowana z zachwytem? Tego się nie da w ten sposób ująć. Moje nazwisko to jedna sprawa: stało się znane, gdyż często wypowiadam się na temat sytuacji niezależnych, żyjących obecnie kompozytorów, uświadamiam ludziom, czym jest zawód kompozytora. Rzeczywistość przemysłu muzycznego, szczególnie współpraca z organizatorami imprez, zespołami i orkiestrami, to druga sprawa. Moja muzyka uchodzi za trudną i muzycy nie grają moich utworów szczególnie chętnie. Słowo enfant terrible w ogóle mi nie przeszkadza, w pewnym sensie jest ono nawet ważne: wolę pozostawać enfant terrible niż od samego początku w usłużnym posłuszeństwie i bezkrytycznie poddawać się wymaganiom branży. Zwłaszcza, kiedy jest się człowiekiem młodym. Zresztą nie jestem już taka młoda, rozwijam się dalej i wydaje mi się, że szufladka enfant terrible staje się powoli dla mnie za ciasna.

Czy jednak ta wzrastająca popularność – jakiekolwiek miałaby ona podłoże – nie zmieniła Pani stosunku do sztuki, świata albo samej siebie?

Nic się dla mnie nie zmieniło i nie chciałabym, by manipulowano moją osobą. Jak już powiedziałam wcześniej, nazwisko jest czymś innym niż samoświadomość. A ja widzę siebie cały czas jako dziewczynkę ze wsi, która biega po łąkach i lasach… Nie zmieniły się również moje zarobki, czego z pewnością nie można powiedzieć o męskiej części moich rówieśników-kompozytorów. Nie otrzymałam też profesury. Nie wierzy mi się. Wzbudzam strach – inaczej tego nie potrafię zrozumieć. Co więc daje mi ta pozorna popularność? W każdym razie arogancja i wyniosłość nie są mi do niczego potrzebne.

To znaczy, że artysta powinien się przed popularnością bronić lub jej obawiać?

Moim zdaniem „sztuce współczesnej” popularność nie grozi; nie ma się czego obawiać.

Czy muzyka jest w stanie zmienić świat? Czego oczekuje Pani od publiczności po koncercie?

W tym przypadku mogę zacytować samą siebie na podstawie odczytu pt. Hinter den Spiegeln, wygłoszonego podczas sympozjum otwierającego Salzburger Festspiele 2006: „Myślę, że miejsce artysty jest wewnątrz świata i że artystyczne Ja musi wędrować między ucieczką przed tym światem i związaniem się z nim. Zdaję sobie naturalnie sprawę, że moja muzyka ma zgoła marginalne znaczenie w porównaniu z globalnymi problemami, i że muzyką współczesną nie jesteśmy w stanie stworzyć lepszych ludzi. Niestety. Potrafimy być może zmniejszyć nienawiść…” –

Tematem Pani pracy dyplomowej było wykorzystanie muzyki w filmie L´amour e mort Alaina Resnais…

Tak, ten film zawsze mnie poruszał i interesował. Studiowałam przecież również film i malarstwo w San Francisco, ponieważ jeszcze nie wiedziałam, w jakim kierunku powinnam dalej pójść. Alain Resnais – podobnie jak Pier Paolo Pasolini czy David Lynch, naturalnie każdy w inny sposób – zawsze mnie interesował strukturalnym zastosowaniem muzyki, w tym również współczesnej. Szczególnie Lynch w swoim ostatnim filmie Inland Empire, w którym jest zresztą dużo muzyki polskich kompozytorów. Rozmawiałam z nim o tym i podziękowałam mu za to, że ktoś jeszcze w branży filmowej interesuje się takim rodzajem muzyki.

A Pani własna twórczość? Jaki rodzaj myślenia jest pani bliższy: ścisły i strukturalny czy spontaniczny i swobodny?

Dla mnie ważne jest przemieszanie obu. Albo przewaga na zmianę raz jednej, raz drugiej strony.

Czy to znaczy, że nie czuje się Pani do końca związana z tradycją postserialną?

Nigdy do niej nie należałam, co nie znaczy, że mnie ona nie interesowała.

Obok plastyki i filmu również literatura wydaje się odgrywać w Pani twórczości istotną rolę. Czym jest literatura: zwierciadłem życia, subiektywną kreacją, a może po prostu zabawą z językiem? Jakimi kryteriami kieruje się Pani przy wyborze tekstów do swoich oper, teatru muzycznego i słuchowisk?

Powiem nonszalancko – tymi samymi, co Monteverdi i Mozart: interesuje mnie ludzka dusza i jej zakamarki, a także warunki ludzkiej egzystencji. Chodzi mi zawsze o „conditio humana”. Co nie znaczy, że pozostałe wymiary literatury są mniej istotne. Wszystkie je znajduję w twórczości Elfriede Jelinek.

Kiedy poznała Pani Elfriede Jelinek i jak doszło do współpracy?

Było to w 1985 w czasie „Jugendmusikfest Deutschland” w Styrii, a zatem w regionie, w którym się wychowałam. Napisałam do niej potem list, świeżo po lekturze „Oh Wildnis oh Schutz vor ihr”. Treść tej książki, język i to, jak Elfriede się z nim obchodzi, a także ironia były mi bardzo bliskie. Od tego czasu jest ona bardzo ważnym człowiekiem w moim życiu.

Co w dziele noblistki ceni Pani wyżej? Społeczne zaangażowanie i ostrą krytykę, czy muzykalność języka, jego strukturę, szczególne rytmy i powtórzenia etc.?

Moim zdaniem (nie jestem literaturoznawcą) wyjątkowość literatury Jelinek tworzy właśnie splot wszystkich wymienionych przez Panią elementów. Przy czym żaden z nich nie mógłby istnieć bez pozostałych, one warunkują się wzajemnie. Dlatego jej literatura jest z pewnością bardzo trudna do przetłumaczenia. Można przecież stracić któryś z tych poziomów i wtedy nie będzie to już Jelinek.

Jak wyobraża sobie Pani przyszłość teatru muzycznego?

Ponuro, ale nie jestem wróżką. Mam niewielki talent przepowiadania przyszłości…

Wywiad przeprowadzony wspólnie ze Sławomirem Wojciechowskim

źródło: Ruch Muzyczny

 

Reklamy

One comment

  1. Pingback: Rozmowy | Monika Pasiecznik

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s