Estonian Music Days

Na tropie estońskiego modernizmu

Niewielki kraj na północy Europy, którego populacja wynosi zaledwie 1,3 mln mieszkańców, szczyci się bogatym życiem muzycznym. Nie brakuje tu festiwali muzyki współczesnej: Dni Muzyki Estońskiej, Glassperlenspiel czy Festiwal Kompozytorów Estońskich to tylko kilka przykładów. Pochodzący z Estonii kompozytor Arvo Pärt (*1935) jest idolem wielu słuchaczy na całym świecie. Inni znani kompozytorzy estońscy to m.in. Erkki-Sven Tüür (*1959), Helena Tulve (*1972), a ostatnio także Tatjana Kozlova-Johannes (*1977), która w 2006 roku dobyła prestiżową nagrodę Kranichsteina na Międzynarodowych Letnich Kursach Nowej Muzyki w Darmstadt.

W Polsce muzyka estońska jest stosunkowo znana i lubiana, opublikowano kilka artykułów na jej temat, recenzowano płyty z muzyką kompozytorów estońskich. W 2011 roku poznański festiwal „Nostalgia” prezentował muzykę takich twórców, jak – oprócz wspomnianych wyżej – Veljo Tormis, Mirjam Tally i Urmas Sisask. Także „Warszawska Jesień” na bieżąco zapoznawała słuchaczy z osiągnięciami twórców estońskich. Kulturalna wymiana polsko-estońska zawsze była bardzo żywa, a najstarszy i największy festiwal muzyki współczesnej w Polsce po dziś dzień jest punktem odniesienia dla Dni Muzyki Estońskiej, organizowanych przez Związek Kompozytorów Estońskich od 1979 roku.

Polsko-estońskie relacje ożyły ponownie za sprawą projektu „Zooming: Estonia” z udziałem poznańskiego Sepia Ensemble. Inicjatywa Stanisława Suchory, managera muzycznego z agencji Sonora, premierę miała w zeszłym roku na Poznańskiej Wiośnie Muzycznej. Młodzi polscy muzycy wykonali wtedy program złożony z kompozycji Estończyków i Polaków. Dodatkowo w ramach festiwalu „Nostalgia” w 2014 roku odbyło się spotkanie przedstawicieli branży muzycznej z obu krajów, któremu towarzyszył koncert muzyki estońskiej.

Druga odsłona projektu „Zooming: Estonia” miała miejsce w kwietniu tego roku w Tallinnie w ramach Dni Muzyki Estońskiej. Festiwal programowany przez Helenę Tulve i Timo Steinera poświęcony jest niemal wyłącznie współczesnej muzyce estońskiej. Akcent polski był w zasadzie jedynym spojrzeniem na twórczość miejscowych kompozytorów z perspektywy zagranicy.

Program koncertu składał się z dwóch części: estońskiej i polskiej. Część polską stanowiły kompozycje klasyków – „Grave. Metamorfozy” (1981) na wiolonczelę i fortepian Witolda Lutosławskiego i „Swinging Music” (1970) na klarnet, puzon, kontrabas i fortepian Kazimierza Serockiego – oraz młodszych kompozytorów poznańskich: aforystyczne i dowcipne „Miniatures sonoristiques” (2011) na puzon solo Ewy Fabiańskiej-Jelińskiej (*1989), oparte na czytelnym pomyśle konstrukcyjnym Trio fortepianowe (2014) Michała Ossowskiego (*1984), kapryśne Scherzo (2014) na sześć instrumentów Rafała Zapały (*1975) oraz najbardziej ambitny i wymagający utwór Artura Kroschela, dyrektora artystycznego Sepia Ensemble – „Fracture” (2006-2007) na flet klarnet, skrzypce, altówkę, perkusję i fortepian.

O drugiej części programu „Zooming: Estonia” napiszę w kontekście szerszej panoramy współczesnej muzyki estońskiej, jaka ukazała się w ciągu trzech dni mojego pobytu w Tallinnie (wraz z grupą zagranicznych dziennikarzy muzycznych przebywałam tam na zaproszenie Dni Muzyki Estońskiej). To oczywiście tylko wycinek pejzażu muzycznego Estonii, bo trwający ponad tydzień festiwal przyniósł w sumie ponad trzydzieści prawykonań dzieł kompozytorów różnych generacji, z silną reprezentacją najmłodszej, w wykonaniu najlepszych miejscowych zespołów. Większości z nich niestety nie słyszałam.

Jako mały kraj poddany silnym i aktywnym wpływom rosyjskimi, któremu bliżej jednak kulturowo do krajów skandynawskich, przede wszystkim do Finlandii, Estonia pragnie przekonać o swojej odrębności, dlatego zdecydowanie wspiera twórczość kompozytorów estońskich. Wygląda na to, że żywe jest wśród nich przekonanie o konieczności stworzenia własnego idiomu muzycznego, opartego na miejscowej tradycji. Stąd powracające w utworach kompozytorów estońskich motywy zaczerpnięte z muzyki ludowej oraz elementy archaizacji, jak choćby w kwartecie smyczkowym Tõnu Kõrvitsa (*1969) „Thule Patterns” (2007), wykonanym z czułością przez muzyków Sepia Ensemble na wspomnianym koncercie „Zooming: Estonia”. Z kolei Jakob Juhkam (*1992) w swym elektroakustycznym kolażu „First” (2015) posłużył się jako materiałem dźwiękowym fragmentami symfonii różnych kompozytorów Estońskich (nie wymienił ich jednak z nazwiska).

W wielu kompozycjach twórców estońskich najsilniejszym środkiem ekspresji muzycznej okazała się melodia. Tak było zarówno w „Emigrane” (2015) na orkiestrę smyczkową Kristjana Randalu (*1979), jak i w „higher than the soul can hope and mind can hide” (2015) na dwoje skrzypiec Heleny Tulve (*1972) w wykonaniu skrzypaczek Triin Ruubel i Juty Õunapauu-Mocanita oraz w „Eduard by the Brook” (2015) na dwoje skrzypiec Sandera Pehka (*1990) w wykonaniu uroczych uczennic (!): Triin Piirsalu i Triin Viessmann.

Ogólna aura neoimpresjonizmu, dźwiękowej malarskości, prostoty, delikatnej melancholii i zasłuchania panowała zaś w Kwartecie fortepianowym (2008) Marii Kõrvits (*1987), „Aither” (2015) na flet, puzon, fortepian, perkusję, dwoje skrzypiec, wiolonczelę i kontrabas Age Veeroos (*1973) oraz „Gib uns lange Lachen im kurzen Sommer” (2005) na flet, klarnet, puzon, fortepian, skrzypce, altówkę, wiolonczelę i kontrabas Marii Vihmand (*1967). Wszystkie one wykonane zostały przez Sepia Ensemble, który niestrudzenie zbiera doświadczenia i prezentuje się coraz lepiej.

Zdarzyły się też jednak utwory nawiązujące do muzyki nie tyle estońskiej, co jazzowej, jak „silent songs” (2015) na klarnet basowy i orkiestrę wspomnianego już Tõnu Kõrvitsa oraz „Phrygian Landscapes” (2015) na orkiestrę symfoniczną Meelisa Vinda (*1964), wykorzystujący muzykę różnych kultur, dla których wspólnym elementem jest skala frygijska. Oba utwory wykonane na koncercie inauguracyjnym przez Estońską Narodową Orkiestrę Symfoniczną pod batutą młodego dyrygenta Taavi Kulla łączył nie tylko idiom muzyki „lżejszej”, lecz także postać Vinda, będącego nie tylko kompozytorem, ale i klarnecistą-solistą w utworze Kõrvitsa. Program tego koncertu uzupełniły dwa kolejne dzieła z instrumentem solo: „Lost Space” (2015) na organy i orkiestrę Kristo Matsona (*1980) w wykonaniu Aare-Paula Lattika oraz Koncert akordeonowy (2015) Riho Esko Maimetsa (*1988) w interpretacji Henriego Zibo.

Najlepiej z całego wieczoru wypadła jednak kompozycja Tatjany Kozlovej-Johannes „Lighting the Fire” (2015) na orkiestrę, w której więcej było pracy z materiałem dźwiękowym oraz fakturą orkiestrową niż znajomymi idiomami oraz całym estońskim bagażem estetycznym. Czy orkiestra jest akurat tym medium, w którym kompozytorka czuje się najpewniej – to kwestia otwarta, bowiem zorientowana modernistycznie Kozlova szlifowała dotąd warsztat w muzyce kameralnej. Nie wszystko było udane, jak choćby zbyt dosłowna kulminacja oraz rozwijająca się w ramach jednego łuku narracja. Niemniej czuć było, że Kozlova myśli nieco szerzej o muzyce niż tylko w kategoriach estońskiej tożsamości i to jest niewątpliwie jej atutem.

W ciągu tych trzech dni moją uwagę zwróciła jeszcze jedna kompozytorka: Liisa Hirsch (*1984) rozwibrowała swój utwór „Ascending… Descending” (2015) na skrzypce i orkiestrę smyczkową przy pomocy dyskretnych glissand i mikrotonów, czym przypominał on nieco styl Scelsiego. Poza tym w koncercie z udziałem Tallinn Chamber Orchestra pod batutą Łotysza Atvarsa Lakstīgali dominowały kompozycje neotonalne i neoklasycyzujące, jak „Force of Nature” na dwoje skrzypiec i orkiestrę kameralną (2015) Elis Vesik (*1986), „Fulfilment” (2015) na skrzypce solo i orkiestrę kameralną Mariliis Valkonen (*1981) czy wreszcie utwór kompozytora łotewskiego „Chees” (2010) na orkiestrę kameralną Kristapsa Pētersonsa (*1982).

Jeśli powyższa charakterystyka muzyki estońskiej sprawia wrażenie nieco stereotypowej i uproszczonej, to zapewniam Czytelnika, że tak właśnie brzmiały utwory, które miałam okazję usłyszeć. Być może istnieje też inne oblicze muzyki estońskiej – bardziej poszukujące, zbuntowane, zorientowane modernistycznie, jednak nie ujawniło się ono podczas tych kliku dni festiwalu w Tallinnie. Z pewnością wiele jest jeszcze do odkrycia, do czego Dni Muzyki Estońskiej niewątpliwie zachęciły.

źródło: „Odra” 6/2015

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s