Darmstadt 2014

356

Wykonanie ma znaczenie

Każdy, kto interesuje się muzyką XX wieku, prędzej czy później tam trafi. Międzynarodowe Letnie Kursy Nowej Muzyki w Darmstadcie to kronika najważniejszych wydarzeń i katalog zjawisk powojennej awangardy muzycznej. Kariery rozpoczynali tu Luigi Nono, Pierre Boulez i Karlheinz Stockhausen, stąd promieniowały wpływy Oliviera Messiaena i Johna Cage’a. W Darmstadcie przywrócono po wojnie muzykę Arnolda Schönberga i Antona Weberna, a później również Giacinta Scelsiego.

Trudno uwierzyć, że Kursy stoją w przededniu siedemdziesiątych urodzin. Mimo „sędziwego wieku”, duchem pozostają młode i niezmiennie awangardowe. Także w tym roku organizatorzy pokazali, że trzymają rękę na pulsie nowinek estetycznych i są otwarci na nowe tematy.

Nowym, gorącym tematem w muzyce jest obecnie rewolucja cyfrowa, która ma konkretne efekty estetyczne. Opisał je filozof Harry Lehmann, który był jednym z ważnych gości tegorocznych Kursów – uczestniczył w kilku dyskusjach oraz wygłosił wykład. Te efekty to zwrot w stronę treści, wykorzystanie multimediów, konceptualizm oraz szeroko pojęta performatyka.

Hasło Kursów „Performance Matters” zostało zrealizowane w szeregu niestandardowych wydarzeń z pogranicza muzyki, teatru i sztuk wizualnych. Miejsce zwykłych koncertów kameralnych, jakie dwa lata temu odbywały się codziennie w zabytkowej Oranżerii, zajęła muzyka przestrzenna, inscenizowane koncerty, konceptualny teatr muzyczny, wideo i rozmaite dźwiękowe instalacje, a nawet wielki koncert plenerowy z czterema balonami (takimi do latania).

Kursy darmstadzkie to nie tylko warsztaty, dyskusje i wykłady, ale także dwa tygodnie koncertów muzyki współczesnej. Festiwal otworzyło w tym roku wykonanie (dwukrotne!) Carré (1959/60) Stockhausena – kompozycji na cztery orkiestry i cztery chóry rozmieszczone przestrzennie. Zwłaszcza za drugim razem muzyka w wykonaniu połączonych sił Orkiestry Symfonicznej Radia Heskiego, zespołu musikFabrik oraz Koncertowego Chóru Darmstadt pod czterema batutami Lucasa Visa, Clementa Powera, Christiana Karlsena oraz Wolfganga Seeligera zabrzmiała imponująco, ukazując nieokiełznaną wyobraźnię młodego Stockhausena, którego muzyka starzeje się jak szlachetne wino. Ten historyczny początek był pięknym wprowadzeniem do szeregu nowych przedsięwzięć.

Już następnego dnia odbyła się premiera audiowizualnego performansu Limbo Lander (2013/14) Jagody Szmytki. Koncept godzinnego spektaklu muzycznego w wykonaniu Ensemble Interface zakładał „studium kształtowania się tożsamości zespołu” w zglobalizowanym i częściowo wirtualnym świecie. Limbo Lander na zespół i wideo był tego konceptu inscenizacją. Muzycy komunikujący się za pośrednictwem Skype’a pojawili się już w kompozycji sky-me, type-me (2011) Szmytki. Pewnym novum była natomiast popowa, trashowa estetyka wideo (autorstwa Moritza Buechnera), wykorzystująca zasoby internetowe: filmiki z YouTube’a, memy, grafikę gier komputerowych. Najciekawsza w Limbo Lander okazała się jednak muzyka, która w swym pozornie surowym i równie trashowym brzmieniu kryje wiele niuansów.

Swój wieczór miał także Johannes Kreidler, zdobywca Kranichsteiner Musikpreis dwa lata temu, znany także ze swych prac konceptualnych i z pogranicza performansu. To, co pokazał międzynarodowej publiczności w Darmstadcie, przekraczało jednak chyba wszystko, co dotąd stworzył. Audioguide (2013/14) to trwający siedem godzin bez przerwy (można było jednak dowolnie opuszczać salę) konceptualny teatr muzyczny w formie talk show, inspirowany dokonaniami teatralnymi Christopha Schlingensiefa oraz filozofią Harry’ego Lehmanna. Przygotowany wraz z norweskim żeńskim Ensemble neoN oraz aktorami, inscenizował cztery dyskusje na temat związków muzyki z terroryzmem, psychologią i seksem, technologią, globalnym rynkiem pracy oraz rynkiem sztuki. Kreidler dokonał feministycznej krytyki sceny nowej muzyki, wyświetlił całe sekwencje z filmów porno i chyba wszystkie zdjęcia zamachu na WTC, w którego kontekście analizował niesławną wypowiedź Stockhausena o „dziele sztuki”. Sam przepytywał na żywo redaktora muzycznego Hessischer Rundfunk. Wreszcie kazał roztrzaskać na scenie sto skrzypiec. Ten radykalny gest niósł jednak głęboką refleksję na temat muzyki w epoce rewolucji technologicznej i był po prostu bardzo zabawny.

Performatyka obecna była mniej lub bardziej na koncertach zespołów: Mosaik (Berlin), Decoder (Hamburg), Curious Chamber Players (Sztokholm), Adapter (Berlin) oraz Nadar (Antwerpia). Ten ostatni wystąpił na placu miejskim w Darmstadcie przed tysięczną publicznością. Ciekawe były koncerty warsztatowe studentów Jennifer Walshe oraz Petera Ablingera. Tematy tych warsztatów – „Composer-Performer” oraz „Composition beyond Music” – oznaczały zmianę formatu z koncertowego na galeryjny. Podobny charakter miał recital pianisty Sebastiana Berwecka, który wykonał program złożony z utworów na syntezator i wideo. Na tym koncercie, jak i innych uwagę zwracali młodzi kompozytorzy, którzy błyskotliwie łączą dźwięk z obrazem. Nie tylko Stefan Prins czy Simon Steen-Andersen, ale także Sergej Maingardt, Michael Beil, Brigitta Muntendorf i Dominik Thibault zaintrygowali umiejętnością muzycznego wykorzystania poetyki medium wideo. Z kolei Wojtek Blecharz użył wideo, by ukazać w dużym zbliżeniu gesty Briana Archinala wykonującego jego Blacksnowfals (2014) na kocioł solo. Oryginalne pomysły czysto dźwiękowe ma z kolei Marianthi Papalexandri-Aleksandri, która w kompozycji Operator (2010/14) połączyła instrumenty z dźwiękiem małych motorków.

Od kilku lat Kursy darmstadzkie koncentrują się mocno na pracy z młodymi zespołami. W specjalnym konkursie, poprzedzonym intensywną pracą warsztatową oraz koncertami i otwartymi próbami, startują młode formacje. W tym roku były to Distractfold z Manchesteru, soundinitiative z Paryża oraz Garage z Kolonii. Notabene w każdym z tych zespołów gra Polka lub Polak: pianistka Małgorzata Walentynowicz (Garage), klarnecista Szymon Kąca (soundinitiative) oraz skrzypaczka Linda Jankowska (Distractfold). Jeśli dodamy do tego perkusistkę Agnieszkę Koprowską-Born, która występuje z Ensemble Interface, to wiemy już, dlaczego mamy tylko jeden ansambl w Polsce… Tymczasem na świecie roi się od nowych, ciekawych formacji, które zaskakują publiczność nietypowym repertuarem i wyrazistą prezencją. Największe wrażenie zrobił w Darmstadt Decoder, który poraził słuchaczy postpunkową energią like my domination (2013) Andreja Koroliova i taneczno-stroboskopową kompozycją Lucky Dip (2013) Alexandra Schuberta.

Trzyosobowe jury, w którego skład weszli kompozytor Hannes Seidl, akordeonistka Eva Zöllner i krytyczka Carolin Naujocks, wyróżniło Distractfold (świetnie wykonali kompozycję Stevena Kazuo Takasugiego The Man Who Couldn’t Stop Laughing, 2013/14). Kranichsteiner Musikpreis w dziedzinie kompozycji otrzymała zaś Amerykanka Ashley Fure za utwór something to hunt (2014) na ansambl i elektronikę. Ten werdykt jury wzbudził małą konsternację, bowiem niewątpliwie utalentowana Fure nie błysnęła w ciągu dwóch tygodni Kursów (faktem jest, że prawykonanie utworu miała na koncercie finałowym, już po ogłoszeniu werdyktu). Nie miała też jednak wyrazistego konkurenta. Zważywszy na temat przewodni tegorocznych Kurów oraz niewątpliwą przychylność jurorów zjawiskom w rodzaju performansu czy muzyki konceptualnej, zaskakiwać może to, że wybrali utwór bez wizualnych elementów, skupiony na dźwięku, w dodatku dość niepozorny, którego można było zwyczajnie nie zauważyć.

Czy to znaczy, że po multimedialnej euforii wracamy do dźwięku? Na tle niezliczonych performansów niczym brylant błyszczał gęsty, klasycznie modernistyczny kwartet smyczkowego schlitzen/paramyth 2 (2014) Clemensa Gadenstättera, wykonany fenomenalnie przez Mivos Quartet z Nowego Jorku. Także pełen piekielnych dźwięków utwór na gitarę elektryczną solo Sgorgo Y (2012) Pierluigiego Billone w wykonaniu Yarona Deutscha pozostanie w pamięci, podobnie piękne, postsciarrinowskie kompozycje Maura Lanzy: Vesperbild (2006), a zwłaszcza nowy utwór Regnum Vegetabile (2014), skomponowany ze współpracy z Andreą Valle i wykorzystujący – oprócz tradycyjnych instrumentów – pokaźny zestaw domowej roboty aerofonów z rur pcv, harmonijek ustnych, rozmaitych piszczałek i fletów prostych przytwierdzonych do suszarek do włosów. Helmut Lachenmann porwał słuchaczy zarówno kompozycją Got Lost (2008), jak i wykładem o komponowaniu. Królem performansu pozostaje zaś Georges Aperghis, którego dowcipny utwór Retrouvailles (2013) dla dwóch perkusistów (Juanjo Llopico Puig i Jens Ruland) przyćmił pomysły innych.

W Kursach darmstadzkich najcenniejsze jest to, że stanowią one otwarta debatę estetyczną, w której wszystkie strony mają prawo głosu i mocne argumenty: niepokorni digital natives, konceptualiści, performerzy i wielcy klasycy.

źródło: „Odra” 10/2014

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s