Małe Instrumenty

Image

Muzyka i instrumenty

Zdecydowana większość współczesnej muzyki artystycznej komponowana jest na historyczne instrumenty, takie jak skrzypce, fortepian czy klarnet. Zostały one wymyślone kilkaset lat temu i na przestrzeni wieków rozwijały swe możliwości muzyczne i techniczne. Przyjmuje się, że rozpoczęty mniej więcej w 1450 roku – wraz z narodzinami pierwszych form muzyki instrumentalnej – proces rozwoju i doskonalenia instrumentów orkiestry zakończył się pod koniec XIX wieku, a ostatnim „wynalazkiem” była bodaj tuba wagnerowska, skonstruowana po raz pierwszy w 1876 roku. O tym, że postęp w tej dziedzinie jest zamknięty, świadczy choćby to, że dla skrzypka większym powodem do dumy jest zwykle oryginał, a nawet kopia skrzypiec z XVIII wieku niż ich współczesna wersja. Dlaczego więc kompozytorzy nowej muzyki od przeszło stu lat nieprzerwanie komponują na owe dawne instrumenty?

Instrumentarium to jeden z żywotnych tematów muzycznej awangardy. Wielu kompozytorom brzmienie dawnych instrumentów nie wystarczy. Historia muzyki XX i początku XXI wieku pokazuje, ile wysiłku twórcy wkładają w dekonstruowanie owego historycznego brzmienia, co sugeruje wewnętrzną sprzeczność. Każą grać muzykom na owych instrumentach, ale w sposób niekonwencjonalny, niejako wbrew ich „naturze”. Kompozytorem, który stał się symbolem tego rodzaju praktyk i rozwinął wokół nich oryginalną estetykę muzyczną (tzw. „instrumentalną muzykę konkretną”), jest Helmut Lachenmann.

Nasuwa się jednak pytanie, dlaczego nowa muzyka nie stworzyła dla siebie nowego instrumentarium (nie licząc instrumentarium elektronicznego), lecz dalej korzysta przede wszystkim z tradycyjnych instrumentów orkiestry?

Istnieje kilka odpowiedzi na to pytanie. Jedna z nich dotyczy manualnej i technicznej pamięci, która pozwala zachować pewną ciągłość i przenosić się ideom muzycznym w czasie i przestrzeni. Każdy instrument wymaga wypracowania techniki gry na nim, wraz z którą rozwijają się pewne złożone idee muzyczne. Mogą one rozprzestrzeniać się, o ile znajdą się muzycy, którzy potrafią je zrealizować. Skoro niewiele osób jest biegłych w grze na danym instrumencie, siłą rzeczy ogranicza to możliwość rozprzestrzeniania się muzyki komponowanej na ten instrument. Jest to więc rodzaj pragmatycznego, ale poniekąd i estetycznego wyboru kompozytora.

Druga możliwa odpowiedź wiąże się z pewnego rodzaju „efektem obcości”, którego potencjał wykorzystywała (i do dziś wykorzystuje) moderna negatywna. Dźwięk o nieokreślonej wysokości i barwie, ni to skrzypnięcie, ni to szmer, wydobywający się z głośnika ma zupełnie inne znaczenie niż taki sam dźwięk zagrany na skrzypcach. Owo Lachenmannowskie dekonstruowanie brzmienia klasycznych instrumentów byłoby niemożliwe bez owych instrumentów!

Po trzecie wreszcie, nie jest też tak, że wraz z kulturą cyfrową znikną stare instrumenty akustyczne, podobnie jak narodziny fotografii i filmu nie przypieczętowały końca malarstwa. Dlatego nowa muzyka była, jest i będzie nadal komponowana na klasyczne instrumenty.

Lachenmann powiedział kiedyś, że „komponować muzykę znaczy budować sobie instrument”. Owo budowanie instrumentu rozumie on nieco metaforycznie: chodzi bowiem o orkiestrę symfoniczną, która dzięki niekonwencjonalnym technikom gry na tradycyjnych instrumentach staje się „nowym instrumentem”. Byli jednak i tacy twórcy, którzy „budowanie instrumentów” dla nowej muzyki traktowali całkiem dosłownie.

Stworzenie nowych instrumentów postulowali już futuryści, którzy przekonywali, że muzyka nowego człowieka potrzebuje też nowych instrumentów. Podczas gdy Edgard Varèse myślał bardzo otwarcie i niejednoznacznie, Luigi Russolo skonstruował całkiem konkretną orkiestrę hałasofonów (intonarumori). Jej rekonstrukcji dokonał kilka lat temu Lucio Chiesa i instrument ten jest dziś w użyciu – powstają na niego nowe utwory.

Innym słynnym budowniczym był Harry Partch, który komponował muzykę wyłącznie na swoje instrumenty. Dominują wśród nich rozmaite instrumenty perkusyjne o poetyckich nazwach: marimba diamentowa, drzewo tykwowe ze stożkowanymi gongami, puchary z komorą chmurową, łupy wojenne. Są też liczne instrumenty strunowe – kitary, oraz zmodyfikowane organy stroikowe. Fantazyjne kształty, rzadkie materiały, niespotykane brzmienia czynią z nich dzieła sztuki same w sobie. W tym roku dzięki staraniu zespołu musikFabrik oraz Heinera Goebbelsa, dyrektora artystycznego festiwalu Ruhrtriennale, instrumenty Partcha zostały zrekonstruowanych, co daje jego muzyce nowe życie. Partch i futuryści to być może najgłośniejsi konstruktorzy instrumentów. W rzeczywistości było ich jednak o wiele więcej.

Choć podręczniki do historii muzyki niewiele mówią na ten temat, można zaryzykować stwierdzenie, że konstruowanie instrumentów muzycznych to odrębny i bardzo żywy nurt współczesnej muzyki artystycznej. Gdyby zebrać takie nazwiska, jak choćby Arthur K. Ferris (1872 – ok. 1940), który w latach trzydziestych skonstruował hybrydę harfy i skrzypiec, albo bracia Baschet, którzy zbudowali m.in. instrument o nazwie Cristal Baschet, czy Hans Reichel, który stworzył instrument zwany daxofonem, składający się z fantazyjnie wyciętych drewnianych „języków”, które pocierane smyczkiem wydają różne dźwięki w zależności od rodzaju drewna, byłby to bardzo ciekawy przegląd tego, co zostało z historii muzyki całkowicie wyparte i funkcjonuje dziś raczej w przestrzeni sztuki dźwięku, tworzy margines konceptualnego myślenia o muzyce niż jej pełnoprawny nurt.

O tym, że konstruowanie instrumentów jest namiętnością, która nie zna granic czasowych ani przestrzennych, świadczy kolekcja instrumentów Pawła Romańczuka, mieszkającego we Wrocławiu muzyka, założyciela grupy Małe Instrumenty. Nazwa zespołu nie powinna nikogo zmylić, bo niektóre instrumenty są naprawdę duże! Przymiotnik „małe” nawiązuje do kolekcji instrumentów zabawkowych, które stanowią część instrumentarium zespołu.

Od 2008 roku Romańczuk zbudował ok. pięćdziesiąt instrumentów. Są to niezwykle pomysłowe konstrukcje o pięknych kształtach i nazwach, a także dość bogatym i zróżnicowanym brzmieniu. Wiele z nich opiera się na recyklingu, jak choćby „puszczello”, będące połączeniem połamanej wiolonczeli i dużej złomowej puszki, albo „basedes”, czyli gitara basowa, której „pudło rezonansowe” zrobione jest z… deski sedesowej! Materiały wykorzystane do budowania instrumentów to łatwo dostępne rurki PCV, butelki, plastikowe pojemniki, elementy instrumentów (gryf, strunnik), pedały rowerowe, podstawa starej maszyny do szycia, gumowe uszczelki, metalowe klamerki, sprężyny zegarowe, półka z lodówki… Niezwykła fantazja Romańczuka oraz – co kluczowe – dogłębna znajomość akustyki tychże materiałów, zacięcie majsterkowicza, który nie rozstaje się z lutownicą, daje efekty zjawiskowe. Jego instrumenty są w pełni profesjonalnie wykonane, z dbałością o najmniejszy estetyczny detal, a także optymalne akustycznie. Co najważniejsze, da się na nich grać muzykę o brzmieniu niepodobnym do żadnej innej, ponadto koncert staje się widowiskiem. Wśród instrumentów Romańczuka są i takie, które grają same, napędzane prostym mechanizmem (elektronika nie jest tu mile widziana), niczym brzmiące rzeźby albo dźwiękowe instalacje. Dziś Małe Instrumenty dysponują całkiem pokaźną orkiestrą, która bardzo przypomina kolekcję instrumentów Harry’ego Partcha, tymczasem to wciąż work in progress!

Jak zaawansowany i głęboko przemyślany jest projekt Małych Instrumentów, pokazuje nowy album Samoróbka. Nie jest to zwykła płyta kompaktowa, lecz wielka księga w twardej oprawie, zawierająca na kilkudziesięciu stronach piękne kolorowe zdjęcia instrumentów wraz z opisem ich budowy i brzmienia. Około połowę księgi stanowi podręcznik Domowe eksperymenty z instrumentami muzycznymi – instrukcje budowy ponad trzydziestu prostych konstrukcji grających, takich jak cytra z gumek, obój słomkowy, ksylofon butelkowy, kalimba z kubka czy popularny diabełek leśny. Ponieważ dźwięk wielu z tych instrumentów jest mało nośny, Romańczuk wyjaśnia też, jak zrobić prosty mikrofon kontaktowy, który je wzmocni. Jakby tego było mało, do grzbietu albumu przytwierdzony jest flet z rurki PCV, który od razu nadaje się do grania!

Orkiestra Małych Instrumentów to fenomen i powinna zostać odpowiednio zabezpieczona, podobnie jak orkiestra Harry’ego Partcha. Przygnębiająca jest myśl, że instrumenty Romańczuka mogłyby kiedyś przestać istnieć…

źródło: „Odra” 1/2014

Advertisements

One comment

  1. Pingback: Felietony | Monika Pasiecznik

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s