Instalakcje 2017

nt

Od zmierzchu do świtu

Dwa lata temu na berlińskim festiwalu MaerzMusik odbył się niezwykły koncert Maxa Richtera. Wykonany został jego trwający osiem godzin utwór „Sleep” (2015), przeznaczony – jak wskazuje tytuł – do spania. W malowniczej, industrialnej przestrzeni Kraftwerk Mitte ustawiono w rzędach trzysta łóżek polowych, a publiczność zobowiązana została do przyniesienia śpiworów, piżam i szczoteczek do zębów. Drzwi otwarto godzinę przed północą, seans skończył się zaś o ósmej rano następnego dnia.

Wydana przez Deutsche Gramophon płyta z wyborem fragmentów „Sleep”, przeznaczonych na fortepian, kwartet smyczkowy, sopran i elektronikę, w różnych zestawieniach, okazała się bestsellerem. „Ośmiogodzinna kołysanka” powstała jako efekt fascynacji stanem snu. By zrozumieć, jak reaguje wtedy umysł i jak muzyka może wpływać na jego działanie, kompozytor korzystał z rad neurobiologa.

Podobny nocny koncert, choć z innym, bardziej urozmaiconym programem, zorganizował w czerwcu Nowy Teatr w ramach festiwalu „Instalakcje”. Od godziny szóstej wieczorem do szóstej rano odbyło się sześć występów artystów z Polski z zagranicy. W dużej hali Nowego Teatru ustawiono kilkadziesiąt łóżek polowych, na których można było przysiąść, położyć się, zdrzemnąć. Można było przyjść lub wyjść w dowolnym momencie, wedle upodobania zmieniać miejsce.

Na pierwszy ogień poszedł Michael Pisaro i jego utwór „ricefall (2)” (2007) – w wykonaniu publiczności festiwalu. Tradycją jest, że w programie „Instalakcji” pojawia się tzw. projekt społeczny, przygotowany pod kierunkiem kompozytora i kuratora Wojtka Blecharza kilka dni przed festiwalem i prezentowany w jego ramach. Dotąd był to utwór „Bryza” (1996) Mauricia Kagela dla 111 rowerzystów, „All Fours” (1998) Pauline Oliveros czy „Branches” (1976) Johna Cage’a na orkiestrę kaktusów.

Materiałem dźwiękowym w utworze Pisaro było sypanie ryżu. Kilkunastu uczestników siedzących symetrycznie na ziemi, na poduchach lub innych prowizorycznych siedziskach dostało do dyspozycji blaszane miski i rozmaite naczynia, do których wrzucało ziarnka ryżu, zgodnie z określoną w partyturze częstotliwością i intensywnością wykonywanych akcji. W tle pojawiał się elektroniczny dron. Medytacyjny utwór, subtelny w brzmieniu, pięknie zaaranżowany w przestrzeni i odpowiednio podświetlony, był efektownym rozpoczęciem „Instalakcji”.

Po nim, w foyer Teatru wystąpiła Kasia Justka, kompozytorka i performerka, z projektem „Singing Kitchen”. Arsenał instrumentów elektronicznych artystka zaaranżowała w formę kuchni, dodając miksery i roboty kuchenne. „Pichcąc” w ten sposób swe dźwiękowe „potrawy”, Justka ani na chwilę nie wypuszczała z ręki wielkiego noża. Słuchacze mogli włączyć się w tak modne dzisiaj wspólne gotowanie, zasiadając przy wielkim drewnianym stole pełnym produktów spożywczych, warzyw i desek do krojenia. Wszystko było nagłośnione i każda akcja skutkowała dodatkowymi hałasami., wzbogacającymi „kompozycję”. Efektem końcowym performansu był świeżo usmażony na elektronicznej „kuchni” popkorn, a także kanapki i wegetariańskie przekąski, którymi częstowali się słuchacze.

Po tej osobliwej kolacji wystąpił Wilhelm Bras – czyli Paweł Kulczyński – z elektronicznym setem „When Attitudes Become Form”. W oparach dymu z maszyny i tajemniczym oświetleniu, ledwie widoczny, bo schowany w rogu hali, muzyk wykonał dynamiczny utwór muzyki elektronicznej.

W tej samej przestrzeni wystąpiła też amerykańska perkusistka Jennifer Torrence, grając „9 bells” (1979) Toma Johnsona – kompozycję instalatywną na zawieszone w kwadracie kilkanaście metalowych płytek, między którymi – niczym z „Quad” Becketta – powtarzalnymi, a zarazem wariacyjnie zmiennymi trajektoriami poruszała się Torrence. Niezwykły utwór, wymagający od wykonawczyni niebywałej koncentracji i ruchowej koordynacji – perkusistka musiała m.in. obracać się w trakcie gry między płytkami i trafiać w nie z odpowiedniej strony – miał w sobie elementy wirtuozerii i rytuału. Monotonne, „dzwonowe” brzmienie metalowych płytek wprowadzało słuchaczy w trans.

Gówna przestrzeń festiwalu – duża hala Nowego Teatru – wypełniona była instrumentami, pulpitami i łóżkami polowymi. Poszczególne występy odbywały się w różnych częściach hali, raz na środku, innym razem w kącie. Ta osobliwa scenografia definiowała przestrzeń muzykowania i słuchania na kompletnie innej zasadzie niż ma to miejsce w tradycyjnej instytucji koncertowej. I budowała poczucie prawdziwej wspólnoty wszystkich uczestników „Instalakcji”.

Ta wspólnota stała się szczególnie odczuwalna w trakcie wykonania II Kwartetu smyczkowego (1983) Mortona Feldmana, utworu trwającego sześć godzin. Zabrzmiał on w wykonaniu muzyków gdańskiego Neo Quartet, którzy de facto zagrali go do snu (rozpoczęli o 22:45). Doświadczenie było magiczne: delikatne brzmienie instrumentów smyczkowych, monotonne repetycje Feldmana głaskały uszy słuchaczy zawiniętych w koce. Spokój, jaki emanował z muzyki, w czym niemała zasługa wykonawców, sprzyjał tej szczególnej formie odbioru.

Była godzina 4:45 nad ranem, kiedy Neo Quartet – z pewnością wyczerpany tym maratonem – opuścił halę, a pojawił się zespół wokalny Pro Modern, by wykonać trwający ok. półtorej godziny utwór Karlheinza Stockhausena „Stimmung” (1968). Ubrani na biało śpiewacy stanęli w kręgu i stworzyli promieniejący punkt w mroku hali. W ciszy nocy ich głosy brzmiały nieziemsko, zestrajając się miękko w spektralne harmonie. Od czasu do czasu wzywali rozmaite bóstwa, recytowali fragmenty po niemiecku z doskonałą dykcją i iście Stockhausenowską intonacją. Byli w tym absolutnie znakomici!

Kiedy utwór dobiegł końca, pracownik Teatru otworzył wielkie wrota hali, prowadzące bezpośrednio na plac przed Teatrem. Poranne słońce wlało się do środka, budząc drzemiących słuchaczy. Wśród kilkudziesięciu osób, które zostały do końca, panowała cisza. W milczeniu udali się do swych domów na dalszy odpoczynek lub poszli na śniadanie.

Koncept długich koncertów nie jest niczym nowym i w historii muzyki sięgali po niego tacy twórcy, jak Wagner, Satie, Cage… „Dream House” La Monte Younga i Mariane Zazeela z 1969 roku był niczym innym, jak permanentnie dostępną przestrzenią wypełnioną dźwiękami i światłem, w której można było spędzić czas. Wśród nowszych dzieł można wskazać siedmiogodzinną opera „Audioguide” (2014) Johannesa Kreidlera czy wielogodzinne eksperymentalne koncerty włoskiego pianisty Marina Formentiego. O swoim utworze „Sleep” Max Richter powiedział: „Utwór ten nie stwarza niczego zupełnie nowego w muzyce, nawiązuje do Cage’a, Terry Rileya i La Monte Younga jako ciągle powracająca reakcja na nasze pędzące w oszałamiającym tempie życie – wszak wszyscy mamy potrzebę wytchnienia”.

Hasło „slow life” cieszy się dziś ogromną popularnością i potwierdza słowa Richtera. Muzyka to także odzwierciedla.

źródło: „Odra” 9/2017

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s